Blog > Komentarze do wpisu
Kontrasty

Wszystko zaczelo sie od solonej lukrecji. Podstepnie nia nakarmiona, zostalam zainfekowana pociagiem do pociagow!---- Dobrze, moze nie wybiegajmy tak daleko w imputowaniu mi afektu do tych jenozercow, probujacych w dodatku mnie zabic. A wszystko przez te slawne tunele, przegryzajace sie przez trzewia Japonii jak Szej-Hulud. Pociagi pomykaja sobie radosnie, z nadgwiezdna predkoscia wskakujac z tunelu w tunel, nieswiadome tego, ze gwaltowne I blyskawiczne zmiany cisnienia, ewidentnie niedostrzegalne dla Japonczykow, wybuchaja mi w glowie poduszke powietrzna, ktora rozgniata bebenki I wysadza oczy z orbit. Masakra.

Tunele sa zle. Pociagi tez. Cukierki; cukierki sa mile :D.

Owoz jezioro Biwa. Wspaniala wyprawa, odbyta kosztem wykladu Tongu-sensei. Kwitnace kwiaty pospolu z bezlistnymi zimowymi konarami I plonacymi barwami jesieni. Swiatynia pnaca sie po zboczu gory, z drogami, odkurzanymi z opadlych lisci (-_-`)przez ekipy robotnikow roznego wieku i plci. Drogami, na ktorych strasza wielkoglowe Jizou Bosatsu. Wreszcie- przyjemna jadlodajnia I Asahi Beer, podczas obserwowania swiatecznych tlumow, przelewajacych sie ulica. No tak, swieta, swieta….Dzis oslepila mnie piramida swiatla, ktora nagle zaplonela na mojej uliczce; gdy oczy przywykly do blasku, z uczuciem zawodu stwierdzilam, ze to nie bliskie spotkanie trzeciego stopnia, jeno zamozny mieszczanin umail nieco hacjende z okazji `kurisumasu`. Na Swaroga, kolo musi kosztowac miasto niezly grosz, bo jego dom bez watpienia zlopie 8 czesc energetycznego zaopatrzenia prefektury.-_-`

I –tak! Cukierek, ofiarowany przez przemila starsza pania w pociagu! Cukierek fasolowy, z kawalkami fasoli w srodku. Czyz moze byc cos bardziej podejrzanego?!

Moze, oczywiscie, ze tak.

Np. cukierek, wreczany na pozegnanie przez kelnerke, usmiechnieta tak, ze jeszcze troche, a bylby Kanadyjczyk. Kind of scary…Pewnie przy nastepnej pelni zerwe sie o polnocku I z maniackim blyskiem w oczach wyrusze boso do tej knajpy, zjesc edamame. Niedobrze by bylo... Bowiem knajpa jest w Nagoi, gdzie ten miniony weekend spedzilam. Ale bylo….Szwendalam sie wszedzie, troche sama, troche z Wiktorem. A w sobotni wieczor wyladowalismy w swietnym barze, gdzie puszczano A-ha, Michaela Jakcsona I jakiegos japonskiego hiciora, do ktorego obaj barmani odstawiali uklad taneczny. Od jednego z nich tez dostalam cukierka. Lizaka konkretnie, Chupa-Chups, truskawkowo-smietankowego, bo truskawka to taki swiateczny owoc w Japonii. Najlepsze jednak bylo, jak, po moich usilnych naleganiach, poszlismy do `knajpy gdzie sie tanczy`. Nie wiem, dlaczego, ale brzmi to dla mnie niemal jak ` Chlopiec, ktory przezyl`, czy `Ostatnia paroweczka Barry`ego Kenta`. Unikat pobrzmiewa tam dudniacym echem.

Za wjazd kasowali, wiec sie przedtem upewnilam: ` To taka jakby dyskoteka, tak?` `Tak` odpowiada bramkarz I wyciaga ku mnie stempel. Prrr., szalony. `Ludzie tam TANCZA, tak?` `Tak.`  Gut, stempel, wchodzimy.

Hip-hop. No, moglo byc gorzej, dobra. Ale rekonesans na parkiecie mnie po prostu rozbroil, znokoutowal, powiem nawet----zawiesil na moment. Ludzie tam byli, a jakze. W wielkich puchowych kurtach I czapach, stali wszyscy zwroceni twarza do konsolety, jakby to byl koncert, i- kiwali sie na boki jak gumbasy. Und nicht mehr!..Leci muza, inna sprawa, ze wciaz taka sama, NIC sie nie zmienia, a oni- kiw, kiw, buju buju, jak taki pajacyk na sprezynce, z podstawka mocno przytwierdzona do podloza. No, my z Wiktorem dlugo nie zagrzewalismy stolkow, tylko poszlismy pohopsac. To sie najpierw zrobil kolo nas plac, ale taki- z przeciagami. Potem zas rozbimbany tlum gumbasow wyplul w nasza strone, niczym ambasadorow do kontaktow z Obca cywilizacja, kilku lokalnych macherow, ktorzy zaczeli sie giac I gibac, nadal jednak przezornie nie odrywajac od podloza podstawki. No strasznie to smieszne bylo, choc ostatecznie to raczej frustrujace. Kiwu kiwu…Jeszcze zeby dj`e umieli swoja robote. Ale zaczynanie fajnego, znanego kawalka, by nagle go po 5 sekundach uciac i zaczac swoja, jakze zla wariacje na jego temat…Jednak mieli najwieksze kurty ze wszystkich, mentalnie byli wiec czarniejsi od Zulus Chaki. Nie pogadasz.

Ranek nastepnego dnia byl niewyrazny, I Wiktor mi dogadywal, ze tak sie konczy jedzenie cukierkow od nieznajomych, ja jednak podejrzewam, ze moze to miec jakis zwiazek z faktem, ze tego lizaka za kazdym razem maczalam w drinku zrobionym na bazie spirytusu. Ale to tylko taka moja hipoteza. Kontrasty bowiem nie zawsze sie musza gryzc, czego dowodza ponizsze zdjecia. Niech by to jednak zobaczyl Front Wyzwolenia Judei….}:D

poniedziałek, 11 grudnia 2006, nonko

Polecane wpisy

  • Yntelygencja.

    Klepałam bez entuzjazmu w komputer, gdy dobiegły mnie słowa, które błyskawicznie przeogniskowały moją uwagę na rozmowę, jaka się toczyła przy biurkach kadr i ks

  • Zegnam bloxa. Czas najwyzszy.

    Oglaszam: wkrotce bede przenosic bloga. Postaram sie uratowac/zachowac, ile sie da. Jedyna rzecz, jakiej sie nie da, to wytrzymywac bez konca fochy i zawieszki,

  • `Thomnas Morgenstern ma wiatry` O_o

    A dzis co? Kolejna ucieszna historyjka z serii `Co S.powiedzial`. Doprawdy jednak, trudno oczekiwac ode mnie czegokolwiek innego, skoro jest on jedyna osoba w f

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2006/12/11 21:11:31
czy to nie ten kraj? :P
-
Gość: hospodar, *.nara-edu.ac.jp
2006/12/12 09:23:10
No chyba tak :D Bo chyba w zadnym innym by nie przeszla Gwiazda Dawida pospolu z krzyzem na koscielnej wiezy :rotfl:
CURRENT MOON