Blog > Komentarze do wpisu
Techniki

Pobyłam sobie trochę poza siecią, a tymczasem proszę: Mo.i W. się pobrali, Młodsza wróciła na Wyspy, odbył się FROG (z którego trafił mi się tylko jeden dzień), a lato dobiegło końca.
Na to przynajmniej wygląda; wywlekam z szafy mamy kolejne swetry, mając nadzieję na znalezienie takiego o rękawach sięgających mi aż do przegubów, i zastanawiam się, dlaczego nie przyszło mi do głowy zabrać ze sobą czegoś ciepłego.
Aha, bo siedzę w rodzicielskim domu i pilnuję psa- paradoks, bo to pies teoretycznie obronny jest...
Dzięki temu mogę sobie spokojnie podumać nad złożonością świata i występujących na nim technik, wszelakiego rodzaju.
Zacznijmy od technik trenowania ludzi w sztukach robienia krzywdy innym ludziom. Takie shaolin na przykład. Jak już wcześniej nadmieniłam- kocham ten sport; trochę jednak temperatura mojego afektu stygnie, kiedy trener właściwy jest obecny na 60% treningów, a do prowadzenia reszty desygnuje sobie swojego totumfackiego, trzeciostopniowca. I niech tam sobie chłopię zdobywa szlify, miło, jeśli zostanie kiedyś zdolnym trenerem; niestety widać jasno, że tu chodzi przede wszystkim o radosne pompowanie sobie samooceny i dokładanie do i tak nadmiernie rozdętego ego.
Wspominałam także wcześniej o moim nastawieniu do profesjonalistów i ich przeciwieństwie, czyli ludzi, którzy niewiele wiedzą, ale nadrabiają miną i knocą duby smalone, żeby ratować twarz, bo przecie jeden z drugim się nie przyzna do błędu!...
Więc mam dylemat. Bo bardzo chcę trenować; ale shaolin to- o czym kilka osób w grupie zdaje się nie wiedzieć- to nie tylko buzowanie adrenaliną i chęć zdobycia szacunku do samego siebie (co byłoby nawet zrozumiałe, gdyby odbywało się poprzez własne sukcesy, a nie przez wytykanie prawdziwych, ale przede wzystkim domniemanych błędów wszystkim wokół, doszukiwanie się źdźbła w oku bliźniego). To chęć samodoskonalenia, skupienie, przełamywanie się, itp. Można być sobie zwinnym i skocznym jak pchła, ale dysząc chęcią rywalizacji i wykazania swoich przewag poprzez nieustanne krytykowanie i pouczanie innych (z kardynalnymi błędami, które by nie przeszły na egzaminie, ale szczegół), jest się takim shaolińcem, jak ja papieżem. Cały mój spokój zen rozwala się na kwarki, kiedy mam do czynienia z takimi ludźmi; przez te kilka lat w Sopocie nie miałam (wątpliwej) przyjemności, tym większe moje zaskoczenie i chwilowy brak pomysłu, co z tym fantem zrobić.
Dalej.
FROG. Byłam tylko na jednym dniu, więc o zawartości festiwalu się nie wypowiem. Ale o paru technikach, które tam zaobserwowałam- jak najbardziej.
Np. obecnie obowiązujące zasady organizowania takiej imprezy to przede wszystkim: konferansjer z łapanki.
Słowo honoru, dawno nie miałam takiego ubawu obserwując człowieka, który nawet "Dobry wieczór Państwu" czytał z kartki. Choć nie, czasam stawiał wyzwania swojej pamięci, i czytał, czytał, następnie przykładał kartkę zapisaną stroną do piersi- żeby go nie kusiło ściągać- i mówił...jedno słowo XD
"Jest to ciekawy przykład połączenia (kartka na pierś) baletu (kartka wraca) i sztuk walki, takich jak (kartka na pierś) kung (kartka wraca) fu."
Strasznie nas cieszył; biedaczysko, musiał także użerać się z masą dziwnych wyrazów, jak "fireshow" czy "Pa li tchi" (nazwa zespołu). Ale i tak poradził sobie nieźle, bo obyło się bez akcji typu:
"I zobaczą Państwo ogniste flejm...en...co??...Flejm...Aaaaa, flamenco!" :D
Inna technika, jaką zaobserwowałam na festwialu, dotyczyła spirytualiów i wprowadzania ich na teren imprezy. Przypomina sie młodość normalnie...
Rzecz wyglądała następująco: usiadłyśmy na kocyku, w świetnie wybranym miejscu, po czym rozejrzałam się dookoła. Wszyscy mieli piwo; w kubkach, puszkach, butelkach, poukładane w stosy, wysuwające się wężowym ruchem z toreb, wkopane w piasek pięknym kręgiem wokół siedzących. Piwo podrzucano, chlapano nim niekiedy (niechcący), i wskazywano nim ludziom kierunek do toalet, czy gdzieniebądź. Piwo samo się afiszowało gromkimi okrzykami niemalże! No to, ponaglana przez Fasolkę, poszłam do baru, kupiłam dwa kubki z trunkiem i wracam.
Ochrona mnie zatrzymała na bramce: "Z tym piwem to pani teraz zawróci" powiedział surowo wąsaty ochroniarz, zręcznie uchylając się przed jasnożółtą strugą, wychlapaną przez przechodzącego za nim młodzieńca, który nazbyt żywo gestykulował kubkiem.
Co się okazuje: oficjalnie piwa tam nie można było wnosić, mieć, pić, etc. Bebe. Nie pozwalamy. Pan nie kazał. Piwo- złe. Nie piwu. Nu nu.
Na próżno argumentowałam, że czasy liceum, i przemycania alkoholu w nabojach do piór mam dawno za sobą i nie bądźmy śmieszni.
Nie. Polacy lubią absurd zbyt mocno, i chyba lubią być śmieszni. Powinnam mieć na tyle przyzwoitości, żeby nie wchodzić bezczelnie z alkoholem na widoku, a przemycić je- ja, dorosła kobieta, a nie żaden smarkacz- na imprezę, na której w piwie pływano krytą żabką, z ochroną podającą pływackie rękawki. Ale "to wszystko nieoficjalnie przeca, to w porządku".
Strasznie się zagotowałam. Szczególnie ta 1/8 krwi kozackiej, którą posiadam. Niestety, w naszych czasach i kręgu kulturowym ani nie mogłam zareagować tak, jak to robiłam w dzieciństwie (mój głos był słynny w całej kamienicy), ani tak, jak mi stepowe dziedzictwo kazało, więc wysłałam Olkę, która ma więcej talentów mediatora.
Koniec końców miałyśmy te nasze kubaski, ale i tak opracowałyśmy technikę zatytułowaną "Jak wnieść piwo na FROGa". Brzmi to tak:
- rozpuść włosy;
- zdejmij okulary;
- załóż sweter;
- zmień akcent;
- zdejmij spódnicę;
- narysuj sobie wąsy
- i poproś kogoś, żeby ci wniósł piwo. XD
czwartek, 13 sierpnia 2009, nonko

Polecane wpisy

  • Yntelygencja.

    Klepałam bez entuzjazmu w komputer, gdy dobiegły mnie słowa, które błyskawicznie przeogniskowały moją uwagę na rozmowę, jaka się toczyła przy biurkach kadr i ks

  • Zegnam bloxa. Czas najwyzszy.

    Oglaszam: wkrotce bede przenosic bloga. Postaram sie uratowac/zachowac, ile sie da. Jedyna rzecz, jakiej sie nie da, to wytrzymywac bez konca fochy i zawieszki,

  • `Thomnas Morgenstern ma wiatry` O_o

    A dzis co? Kolejna ucieszna historyjka z serii `Co S.powiedzial`. Doprawdy jednak, trudno oczekiwac ode mnie czegokolwiek innego, skoro jest on jedyna osoba w f

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Tenella, *.infocomp.pl
2009/08/17 09:08:26
I co? Technika powyższa się sprawdziła? :P
-
Gość: hospodar, *.chello.pl
2009/08/17 13:36:28
Ta technike wymyslilysmy, saczac juz piwko, wiec jest na zas; mozemy uzyczyc pomyslu, jak ktos bardzo chce...8-)
-
Gość: grainne, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/17 17:51:36
Z Techniki zdarza mi się praktykować tylko punkt ostatni.
Hm, czy byłoby nietaktem, gdybym poprosiła o Twój e-mail? Dostałam się na ryuugaku i potrzebuję mentora ;). Jeśli oczywiście pozwolisz :].
-
Gość: hospodar, *.chello.pl
2009/08/17 22:59:14
Gratulacje! :)) Fantastyczna wiadomosc, pewnie masz juz zaczatki Reisefieber, co? :D Czy na razie euforia?
Anyway- nie wiem, czy potrafie mentorzyc, ale w razie co pisz na nonko@gazeta.pl :)
CURRENT MOON