RSS
wtorek, 09 lutego 2010
Bębniarskie jam session

To właśnie działo się wczoraj w Celtic Pubie.
Pojawiłam się najsamprzód sama, zwłóczyam jeno nieco przy barze, po czym natychmiast wydobyłam bęben z pokrowca i dołączyłam do grającej już na pełnym ogniu bandy.
Gdy już dotarła do mnie reszta towarzystwa, pograłam jeszcze mało/wiele, a potem rzuciłam się w wir tańca i tańczyłam tak nieprzerwania parę godzin; parę godzin żywiołowego, nie zostawiającego w ciele żadnego zapasu energii, żadnej rezerwy "na później" afrykańskiego szaleństwa.
Było po prostu przewspaniale.
Owszem, głowa mnie dziś bolała, bo najpierw grał koło mnie chłopak z potężnym, senegalskim bębnem, potem ktoś tak nieszczęśliwie ustawił didgeridoo, że potężny jego ryk przeszył mój kręgosłup i czaszkę na wylot, ale wrażenia...
Nie do opisania.
Nie ma chyba dla mnie większego poczucia wolności, jak wtedy, gdy zapamiętuję się w tańcu.
Oto filmik- marny bo marny, ale jedyny, jaki mam; do 0:36 sekundy panuje hałas i docieranie się, potem wykluwa się rytm, ale wtedy też Fasolka postanowiła tańczyć i przestała filmować.
Ah, well :P
W każdym razie- jestem częścią tego hałasu :D




sobota, 06 lutego 2010
Jib Jab
Dla zabawy :D
Personalize funny videos and birthday eCards at JibJab!
czwartek, 04 lutego 2010
Lód na rzece M.

Najsamprzód wystarczy, że grupa ludzi rozsiądzie się na Motławie na składanych krzesełkach i zacznie w przeręblach rybki łowić. Z reguły potrzeba jescze tylko paru śmiałków, żądnych przyjrzać się sprawie bliżej.
Jeśli owi "testerzy" dodreptali bezpiecznie do drugiego brzegu, pilnie śledzący rozwój wypadków tłumek na stałym lądzie rzuca się natychmiast w ich ślady, rozbiega po rzece i zaczyna cykać foty.
No bo kiedy się znowu przytrafi? Okazja raz na 10-15 lat, chyba tyle czasu upłynęło, odkąd ostatnim razem chodziłyśmy po zamarźniętym Bałtyku, Młodsza chowała się między spiętrzonymi wysoko falami, a Gaja jej szukała.
Ciekawe jednak, że ludzie postanowili pospacerować po skutej lodem rzece w wielkę odwilż, gdy słońce leje się kawałami z nieba, panuje dwustopniowy upał i słychać dźwieczny grad sopli, odrywających się od okapów.
Ale bo wtedy lepsze światło do zdjęć, pojmujecie; lepiej wszystko widać.
Zaprawdę, mieszkańcy Gdańska to czasem dla mnie kopia mieszkańców Ankh-Morpork.
Oczywiście, nikt nie lubi, jak uderzają wokół niego pioruny, ulice pełne rzezimieszków, no i ta potwornie toksyczna rzeka...
W Lancre takiej nie mają ^_^
A co za widowisko, kiedy czasem ktoś próbuje przepłynąć łódką na drugi brzeg, panie- wnukom to będę opowiadał!...
Też oczywiście zlazłam z nabrzeża, wraz ze sznurkiem kolejnych amatorów Lodu Na Rzecze W Mega-Odwilż, i muszę przyznać- z rzeki starówka wygląda jeszcze ładniej.
Muszę jeszcze wyrazić uznanie dla niezmierzonej cierpliwości wędkarzy, którzy byli dziubani i szturchani ze wszystkich stron przez kamery i puchate, podobne do szczotek mikrofony.
Ot, proste: telewizja telweizją, mikrofony-śmony, ale rybek nie nałowią.
Już byłam na przystani na drugim brzegu, gdy minęła mnie grupa tych wędkarzy.
- Co, w telewizji byłeś?
- No, a Wiesiek został dziś w domu, dupa wołowa.
:D


Gdansk
środa, 03 lutego 2010
Trevor

Odkurzyłam sobie jedną starą płytę z różnymi ścieżkami dźwiękowymi i przy okazji wykorzystałam do zrobienia quizu. Z tym, że w przypadku OSTow dużo jest tytułów w rodzaju "XYZ Theme" czy z imieniem ktoregoś z bohaterow, co daje durny efekt, ale ciekawie wyszedł moj życiowy cel :D
Trza mi na krucjatę!

1.If someone says, “Is this okay?” You say?
Chassing.

2. How would you describe yourself?
Encounter.

3. What do you like in a guy/girl?
Battle in the Forgotten City.

4. How do you feel today?
Burn.

5. What is your life’s purpose?
天来~ Divinity II. (XD)

6. What's you're life's motto?
Sin City.

7. What do your friends think of you?
ティファのテーマ.(Piano version)

8. What do you think of your parents?
Cloud smiles.

9. What do you think about very often?
Marv. (-_- WTF is Marv?!)

10. What is 2 + 2?
I know who you are.

11. What do you think of your best friend?
Absurd. :DDD

12. What do you think of the person you like?
City lights.

13. What is your life story?
Nikkolash`s game. O_o

14. What do you want to be when you grow up?
Materia. XD

15. What do you think of when you see the person you like?
Untouchable. :P

16. What will you dance to at your wedding?
Miserable life. (-_-`)

17. What will they play at your funeral?
エアリスのテーマ

18. What is your biggest fear?
Untouchable. (..?)

19. What is your biggest secret?
Fight together.

20. What will you post this as?
Trevor`s lair.


A to- moje wirtualne drzewko, zasadzone w akcji posadzdrzewo 2.0
Brzozka, nazywa się Świszczypałka. Zapraszam do odwiedzin! Dzięki temu wyrośnie prawdziwy las :D
http://mari.posadzdrzewo.pl

*Heaven sent

poniedziałek, 01 lutego 2010
Zwołuję kapelę!

No dobra, bedzie tego, jak powiedział Pambuczek, otwierajac zawór z potopem.
Kłody kłodami, ale jak długo można ignorować pociski zawistnego losu, i wciąż, niczym nieszczęsny duński książe, nie nazywać ich po imieniu?
A imię ich: SA-BO-TAŻ.
Jak inaczej można to wytłumaczyć?!
Kung-fu ani forsownych tańców uprawiać nie mogę, bo- astma; grać na bębnach też nie- bo potem mam zmasakrowane (albo poparzone...)łapy; a takimi nie dam rady ani rysować, ani grać na pianinie- lecz i tego ostatniego powinnam się jednak wyrzec, bo co jakiś czas siadają mi nadgarstki oraz Moja Prawa (dla odmiany) Stopa, już drugi raz nadwyrężona od pedału -_-'
Sabotaaaaaż....
Tak, bo odkryłam już, dlaczego regularnie moje prawe odnóże jest obolałe i ponaciągane. A właśnie, w ramach przerwy w żmudnej pracy, nauczyłam się nowego kawałka (ta, ten blog powstał z myślą, żeby informować ludzi, kiedy coś wrzucam do galerii, ale że na tym polu niewiele się ostatnio dzieje- no to pomuzykalnię :P).
Z tym że ZNOWU jest to partia pianinka DO jakiejś wieloinstrumentalnej aranżacji. Ergo- potrzebuję kapeli.
I stąd odezwa: zbieram zespół. Zrobimy Swollen Foot Ensemble, albo How To Wrap This Up Project. Zwerbowałam już wiolonczelistkę, więc to piękny start!
No? Kto chętny? Na próbach będzie moja dyktatura, ale poza tym kawa i czasem ciasteczka.
A kawałek, od którego nie mogę się uwolnić, mimo, że nadgarstek w bandażach, a o pedałowaniu na razie mogę marzyć, to ów- prościutkie, przyjemne, o tysiącu możliwych rozwinięć...



piątek, 29 stycznia 2010
Half-moon madness

  Trzeci film jaki obejrzałam w ramach cyklu "Życie jest muzyką", to "Nivemang" (Półksiężyc).
Przepiękne pejzaże, ciekawi bohaterowie, zabawne momenty, ale też nieco za mało muzyki jak na tak wyraźnie ukierunkowany cykl, no i od połowy filmu jest to taki Bergman pomieszany z Lynchem, podlany kurdyjska egzotyką i estetyką. Szkoda, bo zdjęcia naprawdę świetne, ale w świetle tego, jak się film zakończył- nie jestem pewna, czy bez przyswojonego (jeszcze przed pokazem) pakietu informacji wiedziałabym, o co tam tak do końca chodziło.
Dlatego żadnej recenzji tu nie zamieszczę, kto bardzo chce- niech obejrzy sam. Film ten, nawiasem mówiąc, można sobie w całości zobaczyć na YouTubie; zalecałabym jednak przynajmniej podstawową znajomośc kurdyjskiego lub perskiego, bo to wersja bez napisów, hyhy :D
Delektuję się teraz prześliczną ścieżką dźwiękową, ale uprzedzam smiałków, którzy, być może głodni nowych doznań muzycznych, umyślają poszukać sobie muzyki kurdyjskiej na YT: DON'T.
Wyskoczy głównie tureckie dicho, a tej pięknej, nostalgicznej, przeciągłej muzyki Kurdów lepiej szukać "nocą w stepie, kiedy księżyc świeci".
Słońce na płaskowyżu; łopocąca na wietrze czerwona spódnica, odbijająca się wyraźnie na tle śniegu; puste i przepastne góry; tęskny śpiew w oddali i spokój..."Nivemang" obfituje w piękne obrazy i sceny, kojarzące mi się z wrażeniem, jakie na mnie zrobił album "Book of Roses" Vollenweidera.
Z dna snu wyjęte :)

 


Tymczasem awarie w domu zażegnane, po hydraulikach zamiecione, regał, który jakiś czas temu rozpadł mi się w stos desek, poskładałam do kupy, a także- uszyłam sobie spódnicę, prawie ZUPEŁNIE SAMA: piękną, długą, czerwoną i z falbanką. Pękam z dumy, jest to najpiękniejsza spódnica na świecie, nikt takiej nie ma, i czekam, aż stopnieją śniegi, by olśnić nią świat, bo póki co falbana cudnie by zamiatała trotuary.
A to by nam się nie podobało, ssskarbie- w końcu nie wiadomo, kiedy znów wpadnę w taki szał i zacznę wyczyniać, meble naprawiać, zupy pichcić i kiecki sobie szyć.
Musi wpływ (pół)księżyca :D
środa, 27 stycznia 2010
Kto łysy? Cyrankiewicz.

  Kiedyś ludzie tak zaklinali zimę: liczyli łysych. Cała rodzina siedziała wieczorami wokół stołu i liczyła wszystkich żyjących "kudłatych inaczej". I zawsze nazwisko bezwłosego trzeba było poprzedzić pytaniem: "Kto łysy?". Dzięki temu miał zelżeć mróz.

Nie wiem, pozostałością jakiego wierzenia czy przesądu jest ta zabawa, ale ciekawi mnie, czy była znana szerzej w Polsce. Nam z mamą udało się naliczyć zaledwie kilku- zwoje mózgowe zamarzły nam podczas oczekiwania na przystanku autobusowym- więć temperatura podniosła się ledwie o kilka stopni, ale zawsze. Jak dla mnie mastępnego ranka był już upał, bo podczas spaceru z psem nie bolał mnie szpik kostny z zimna.

W świetle potencjalnego zlodowacenia, jakie wisi nad światem, znów naszła mnie myśl o kondycji ludzkiej, i niezmiennie powtarzającym się wzorcu rozwoju i upadku cywilizacji. Teraz ludzkość ponownie stanęła na szczycie sinusoidy, kołysze się i waha niebezpiecznie, i wszystko wskazuje na to, że upadek jest tuż. Cały zachodni świat jest dość poważnie zdegenerowany, co ludzkość jako taka przerabiała już kilka razy. Owszem, coraz więcej ludzi ma dość kierunku, w którym pcha nas rozbuchana konsumpcja czy zwyrodniałe media, pasące się na wszelkim nieszczęściu, epatujące przemocą, rozpaczą i podłościami. Coraz więcej ludzi zaczyna to odrzucać, ale szalona machina bez kierowcy, raz wprawiona w ruch, będzie się poruszać ze stałym przyśpieszeniem aż zabraknie jej paliwa, którym są masy.

Paradoksalnie, ilekroć dominująca cywilizacja osiągnie szczyt rozwoju, zawsze wykształca się w niej silny nurt etyczny, propagujący współpracę, wzajemny szacunek i zrozumienie dla różnic: esseńczycy, stoicy, platonizm, humanizm, ekumenizm... Jednak nie dość silny. Taka jasna, cienka kolumna wobec fali błota. I zawsze, kiedy punkt krytyczny na sinusoidzie zostaje przekroczony, upada. Nie jest w stanie podtrzymać swoich idei i nadać rzeczom inny kierunek niż osunięcie się na powrót w ciemne wieki. Ludzie- chrześcijańską myślą rzecz podsumowując- zsuwają się po tomistycznej drabinie bytów, ku zezwierzęceniu. Zawsze.

I kogo by tu trzeba liczyć, żeby odmienić ten zaklęty krąg?

wtorek, 26 stycznia 2010
Zło przyszło z brakiem CO

Niekiedy książki, które czytam, mają przedziwną właściwość odbijania się na otaczającej mnie rzeczywistości.

Znów się to wydarzyło. Czytam akurat "Autoportret reportera", w którym Kapuściński opowiedział m.in. o tym, jak w obozie uchodźców na granicu Sudanu i Etiopii ludzie dostawali trzy litry wody dziennie.

Zamknęłam książkę i spróbowałam sobie wyobrazić, jak to jest mieć tylko trzy litry wody na wszystko: mycie, pranie, gotowanie, do picia... Niepotrzebnie się wysilałam. Żaden imagineskop nie załatwiłby mi takiego oglądu sytuacji, jak ranek dnia następnego, kiedy to krany, odkręcone, spojrzały tylko na nas czarnym suchym okiem, i milczały. Zniknęła woda i nikt nie wie, gdzie się podziała.

Szybki szacunek posiadanych zapasów pozbawił nas złudzeń; resztkę minerałki dostał kot, a my spakowałyśmy plecaki i ruszyłyśmy w góry.

I wtedy moja stopa -zupełnie, jak wówczas w Berlinie- z nagła rozbolała mnie i spuchła, w związku z czym już później, wraz z maman, spreparowałyśmy mi but godny Wędrowycza: cholewka rozcięta aż do kostki, a po założeniu buta na nogę- zalepiona Super Mocną Taśmą Klejącą o nazwie GAFA. Gafa działa i trzyma się nieźle, wymaga wymiany raptem co trzy, cztery godziny, co satysfakcjonuje mnie w zupełności. Z czasem pomyślimy o jakim zamku błyskawicznym, ale na razie nie ma pośpiechu, bo Gafa jest także nieprzemakalna i w szykownym czarnym kolorze. Potrzebuję jeszcze rozchełstanej uszanki i wideł, a potem mogę zdobywać Brzeźno. I jak tu nie kochać zimy? A przyszedł mi do głowy jeszcze jeden scenariusz: co jeśli to zimno, te skuwające lodem krew w żyłach mrozy- to ledwie początek? Jeśli niebawem przyjdzie nam z rozrzewnieniem wspominać marne -20 st.? Jeśli "globalne ocieplenie" to było ostatnie litościwe kłamstwo, z gatunku "oczywiście, że wyzdrowiejesz, patrz- to wyniki twoich wczorajszych badań, Freddie!"

Wtedy, moi drodzy, z klasą. Nawet leming może sobie wywinąć eleganckie ostatnie salto, a co.

piątek, 22 stycznia 2010
Zimno, a ja na impreze XD

Dziś ponoć jedna z najzimniejszych nocy stycznia- owszem, niektóre prognozy głoszą, że będzie zimniej, po prawdzie to kolejny glacjał, ale inne twierdzą, że od niedzieli ruszy ku lepszemu.
Jednak -14 stopni to nie w kij dmuchał, w domku siedzieć, książki czytać.
A co ja robię?
Wychodzę "na urodzinki" -_-'
I tak Cthul łaskaw, że nie do samej Gdyni, a "tylko" do Sopotu (bo gdzieżby indziej...jak impreza, to tylko tam, wszyscy to wiedzą ;__;)
Tymczasem Motława skuta lodem, z podziwem obejrzałam dziś ślady stóp, biegnące od jednego brzegu do drugiego. Ktoś, kto je popełnił, naprawdę zakozaczył, bo mniej więcej na środku rzeki trop robi piękne kółeczko, i dopiero wtedy truchta do przeciwległego brzegu.
Zas róże porwała Królowa Śniegu i wsadziła do lodowego wazonu. Już raczej nie zakwitną tej wiosny.


A to Kojota. Zawsze strzela takiego focha, kiedy mnie widzi po drugiej strony szyby, hehehe.

...
No dobra, nie ma co tego odwlekac, cieplej sie juz na zewnatrz nie zrobi.
Wychodze XD
wtorek, 19 stycznia 2010
Avatar

Obejrzałam "Avatara".
Bardzo przyjemny film. O efektach może się nie będę wypowiadać, bo momentami były rzeczywiście super, a momentami- jak w "zwyczajnym" filmie częściowo generowanym cyfrowo.
Ale ogólnie rzecz biorąc- bardzo miło. Raz nawet uchyliłam się przed kawałkiem metalu, który pomknał z rozbitego mecha prosto na widownię :P
Jednak dodam swoje pięć groszy do opinii o zawartości merytorycznej filmu.
Nie rozumiem ludzi. I nie, nie chodzi mi tu o tych złych, wstrętnych żołnierzy, pustoszących Pandorę. Chodzi mi o ludzi w kinie. I na sieci. Ludzi w ogólności.
Dlaczego dopiero taki wysokobudżetowy, nieskomplikowany wyciskacz łez jest im w stanie uświadomić, ze niszczenie natury jest be? Po seansie słyszałam, jak jedna dziewczyna mówi z pasją do koleżanki: "Jak niszczyli to drzewo, to miałabym ochotę wyrwać takiemu karabin i palnąć mu w twarz!".
No tak. Ale dlaczego trzeba przekazu jak dla pięciolatka, by to osiągnać?...
..nie żeby mi zależało na tym, by ludzie mieli ochotę palnąć komukolwiek ze karabinu w twarz...-_-'
Ale to tak samo, jak z "Pasją".
"Dopiero ten film otworzył mi oczy na mękę pańską".
A nie wystarczy trochę wyobraźni, żeby zrozumieć, jak straszne jest ukrzyżowanie żywego człowieka? Trzeba do tego potwornie drastycznych obrazów, krwi, krzyków i rzeźni?
Ludzie zdają się nie pojmować abstrakcyjnych idei; idei zbyt upupionych, żeby ogarnąć ich znaczenie w całej ich rozciągłości.
I to odkrycie mnie przeraża bezgranicznie.
Bo oznacza, że mimo osiągnięć cywilizacji, naszego niebywałego rozwoju technicznego, większość populacji nie ewoluowała wcale.
Czasem naprawdę myślę, że zasłużyliśmy na wyginięcie.
(...stojące na tajemniczym szczeblu rozwoju służby miejskie zresztą o to już zadbały, przyozdabiając brzeg peronu w Sopocie pasem z bardzo śliskich płyt... Nagroda Darwina sama się rwie do pomysłodawcy.)
Nie jest to myśl podyktowana wstydem; koleżanka powiedziała, że w którymś momencie filmu jest widzowi wstyd, że jest człowiekiem.
No nie wiem, mi nie, bo wstyd sugeruje, że się w jakiś sposób utożsamiamy z podmiotem. Tak samo nie może być mi wstyd za to, co Putin robi Czeczeńcom, czy za ludzi, którzy niszczą i zaśmiecają las.
To nie wstyd mnie przepełnia, jak myślę o tych...niedoróbkach ewolucyjnych; niestety, uczucia, jakie mnie wówczas przepełniają, odrzucają mnie ładny kawałek wstecz na drodze karmicznego rozwoju.
Ale dobrze, że taki "Avatar" jest. Przez jakiś czas ludzie będą sie zastanawiać, potem części przejdzie, a potem powstanie nowy proekologiczny film. I znów widzowie zapłaczą nad jednym spalonym drzewem... Nie, dość, precz z tym cynizmem.
Części może jednak nie przejdzie. Prawda?...
Poza tym przyznaję, ludzie nie są tak strasznie zobojętniali, jak może się nieraz wydawać. Starają się dbać o drobne rzeczy, we własnym zakresie. Segregowanie śmieci; gaszenie świateł; używanie szmacianych siatek na zakupy ( nasz premier właśnie całkowicie stracił moje poparcie, bo dopiero co cofnął nakaz pobierania opłat za plastikowe reklamówki). Tymczasem władze miasta zdają się to ignorować; w mojej dzielnicy na przykład jest tylko jeden pojemnik na posegregowane śmieciuchy, wiecznie przepełniony, ugarnirowany kopcami plastikowych butelek i kartonów, które mieszkańcy w dobrej wierze przynieśli na przemiał i- nie znaleźli na nie miejsca. Jak w wygłodniałym, drapieżnym, ledwo co rozwijającym się państewku Trzeciego Świata- najpierw fabryki i drogi, a potem, kiedyś tam, tereny zielone i tlen.
W każym razie kiedy wracałam z kina, było mi przepotwornie smutno. Nawet zdążyłam na chwilę zapomnieć, że dorobiłam się swojego demotywatora.
Tak, jedno śmieszne zdjęcie z Chin, odpowiednio złośliwy komentarz dodany, jak komuś umiliło poranek, to bardzo dobrze. Ale też pierwszy raz otarłam się o groźną stronę potęgi internetu:
ktoś wziął moje zdjęcie, z tego bloga najprawdopodobniej, i coś sobie przy nim pomajstrował, a potem puścił dalej.
Można by się nielicho zeschizować, ale w tej chwili jest mi to kompletnie obojętne.
Tym bardziej, że komentarz jest na tyle chybiony, że aż mogę go uznać za zabawny :)

Trzy końcowe uwagi odnośnie "Avatara":
- mam koleżankę, któerej twarz to kubek w kubek Neytiri, mało tego, mimika, głos i temperament też. To A. pomalowana na niebiesko, tyle że z kocim nosem:)
- zauważyliście coś dziwnego w scenie, kiedy Jake zachęca Na'vi do boju? I wrzeszczy "..bo ta ziemia należy do nas!"? Trochę dziwnie wyglądają nienawidzący zabijać, połączeni z planetą tubylcy, jak radośnie wrzeszczą "Jeeeej!" po tych słowach  :P
- kiedy Na'vi śpiewali swój lament za drzewem, za bardzo mi sieto kojarzyło z tradycyjną pieśnią kościelną, i bardzo chciałabym w owym momencie usłyszeć raczej jakiegoś Żywiołaka :P
W ramach miłego akcentu- inny folkowy zespół, który bardzo lubię, czyli Garmarna.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29