RSS
piątek, 30 stycznia 2009
Duznka opera za korone. I pol ksiezniczki.
W czwartek odbyl sie wieczor ze spiewaniem. Impreza dla wszystkich chetnych z calego miasteczka, co do nas- nie mielismy wiekszego wyjscia, nasza obecnosc byla obligatoryjna. Chcac nie chcac wiec, poszlismy do lecture hall.
Nie zrozumcie mnie zle- bardzo lubie spiewac, a sama idea wieczorku ze spiewaniem, kiedy to cala spolecznosc moze sie zebrac na takim wspolczesnym tingu, strasznie mi sie podoba. Na dworze wichura, sztormy i sniegi, a tu ludzie w cieple i swietle, zebrani razem, spiewaja wszystkie znane sobei piosenki. Wiezi miedzyludzkie podtrzymywane i zaciesniane w taki przyjemny i nienachalny sposob.
Sek w tym- ze tego samego wieczoru otwierano barek w kafeterii. Z promocyjnymi cenami. Totez wygladalo to mniej wjecej tak...


Niecierpliwosc zemscila sie na mnie srodze, bo nie zauwazylam, kiedy kolega, aktualnie pelniacy funkcje barmana, podal mi piwo Carlsberg. LITE. O_o Numer dwa po Tajmahalu, Czyli Najgorszym Piwie Swiata XD Potem szwendalam sie po korytarzach z butla, ktora nie chciala sie skonczyc, i gorszylam lokalnych.
W ogole, gdy weszlam do sali, zobaczylam istne morze stalowo szarych lub golebio siwych i snieznobialych glow. Sama starszyzna Bjerringbro, a przy tym statystyczny przekroj obecnego dunskiego spoleczenstwa.

Kazdego dnia udzielam sie w conajmniej kilku grupach. Rozne to sa zadania. Moze chodzic o wspolne wymyslenie ozdoby na drzwi do pokoju, moze to byc przygotowanie konkursow tanecznych )to na dzisiaj), a moze byc tez wystawienie kilkuminutowej opery na wieczorek pt. `Walka plci`.
Pracowalysmy w piatke, i stworzylysmy epicka powiesc, w ktorej pojawia sie Kopciuszek, dzin z lampy, Esmeralda, dzwonnik z Notterdam, kpt.Jack Sparrow, muszkieter i Spiaca Krolewna.
Tak, zgadza sie, przyczynilam sie znacznie do tego chaosu :D Ja i `Dzwonnik`.


Jury bylo stronnicze (sami faceci- hellooo...W dodatku przyjmowali lapowki w postaci ciasta i kawy, a ze jedna z konkurencji bylo urobienie domku z ciasta, wiec my jako sztuka wyzsza- foch!- bylysmy na straconej pozycji), wiec po zsumowaniu punktow wygrali faceci, ale nasza grupa zdobyla najwiecej punktow sposrod druzyn zenskich :D



 
Ale zmietli nas faceci, ktorzy zrobili przesmiewcza komedie, nabijajaca sie z nauczyciele- w zoltej kiecce: nasza pryncypalka Vibeke, w oryginale niewysoka blondynka, tu sportretowana przez kolege o niewymawialnym imieniu, czyli jak dla nas- Freda :P


No ale czego sie spodziewac po jezyku, w ktorym sie pisze `Hved` a czyta sie `vel`? I nie ma slowa `prosze`? Oszukanstwo i tyle.
Przeprawy dnia dzisiejsszego za to opisze w wykend- musze znalezc sznur do limbo :D
środa, 28 stycznia 2009
Pierwsze wrazenia
Jestem juz bardziej na polnocy.
Pierwsza garsc wrazen to przede wszystkim- jak bardzo Dania jest podobna do Holandii. Te monotonne, nowe miasteczka pelne identycznych domow, plaski krajobraz, wysocy ludzie..
Wlasnie, ludzie; wszystkie twarze, jakie widzialam, sa ogorzale albo czerwone. Albo maja tu niekiepskie sztormy, i wszyscy zawsze w tym momencie sa na morzu, ogrodnikow i pielegniarki wliczajac, albo jest cos, czego nie wiem o dunskim lecie.
Kobiety -statystyczna, ale pokazna wiekszosc- sa bardzo ladne, w taki prosty, nieco pierwotny sposob. Proste nosy, klasyczne rysy; platynowe wlosy, ale jak zeznala kolezanka Dunka- to czesto efekt zabiegu u fryzjera. U mezczyzn widze wiecej punktow wspolnych, przede wszystkim -rowniez wiekszosc- dysponuje naprawde slusznym wzrostem. Ale nie sa to takie chwiejace sie na wietrze szczypiory, za wzrostem idzie tez budowa. Sluszna.
Waskie, gleboko osadzone oczy, przewaznie dosc szeroko rozstawione, dluga linia ust, duze glowy. Rysy twarzy niekiedy jakby wyciosane dlugimi, mocnymi uderzeniami dluta; na widok jednego czlowieka, ktorego zobaczylam w stolowce, przemknelo mi po glowie okreslenie: `przystojny troll`. Naprawde, te prawie niewidoczne pod brwiami oczy kojarza sie z czyms dzikim i zywiolowym.
Sama szkola jest dlugim, parterowym budynkiem, mimo ze z zewnatrz wydaje sie w niektorych miejscach wyzsza, poniewaz sale zebran ludowych, czyli lecture hall i stolowka, maja bardzo wysoki sufit, coby sie lepiej tam przebywalo bandzie ludzi. Ale tak czy siak drewniany troll Gudar, stojacy przed szkola, o dobre dwa pietra goruje nad dachem.
Glowny korytarz  rozgalezia sie na wiele mniejszych, z salami do zajec, lub dormitoriami. Mamy tez pokoj wypoczynkowy, z bilardem i pilkarzykami, rozstrojonym pianinem i duzo iloscia kanap i foteli. Idealu dopelnia wozek z kawa, herbata i ciastem, lub - dla odmiany- owocami. No zupelnie jak Hogwart :D (z wylaczeniem stolow do gier).

Teraz kwestia zajec. Wybralam dwa bloki glowne i troche zajec z blokow uzupelniajacych; bede miala tydzien, zeby zmienic zdanie lub wycofac sie z czegos, i moze bedzie to konieczne, bo w euforii zapchalam sobie dwa dni do granic mozliwosci. Zatem:
Pon.: 9:15-12:25  muzyka
       13:30-15:00  muzyka
       15:30-17:00  trening wokalny
      
Wt.: 9:15-12:15  muzyka
      13:30-15:00  warsztaty pisarskie
      15:30-17:00  pilates
      19:30-21:00  chor

Sr.: (cos, co kiepsko sie wydrukowalo i nie widac)
      11:00  sprzatanie przestrzeni mieszkalnych
      13:30-15:00  dekoracja wnetrz
      16:15-17:45  taniec

Czw.: 9:15-10:30   gry paletkowe (tenis, ping-pong, badmington)
        10:45-12:00  spotkanie organizacyjne
        13:3016:30   sztuka
        19:30-21:00  wieczor szkolny

Pt.:  9:15-12:15  sztuka
      13:30-15:00 sztuka

Nie wydaje sie duzo, ale np.teraz, ten moment, kiedy pisze, jest pierwszym tak dlugim kawalkiem czasu wolnego, jaki tu mialam od przyjazu.
W niedziele -dniu przyjazdu, a dla mnie dodatkowo po 21-godzinnej podrozy- przetrzymali nas na zabawach integracyjnych do 21:40, po czym radosnie zaproponowali przejscie do pokoju wspolnego, na `kawe i ploty` O_o
Dunczycy zlopia kawe w ilosciach przemyslowych, moze dlatego tak szybko nawijaja, ciagle urzadzaja zabawy ruchowe i w ogole- lataja jak na speedzie. Aha, i strasznie celebruja obiady. Jest to jedyny posilek, kiedy to studentom nie wolno wyjsc z sali, dopoki nauczyciel dowodzacy nie powie `
Velbekomme`. I siedza tak niemal godzine, i pojadaja, a ja po prostu umieram z nudow, bo zjadam obiad w jakies 10 minut. Ilez mozna siedziec nad talerzem, no na litosc boska...!
Aha,
wyglada na to, ze kabelek, jaki ze soba wzielam, nie umozliwia mi przerzucania zdjec na dysk, wiec niestety. Lipa strassna :/    

PS: Co mozna zrobic ze wspollokatorka, ktora pyta, czy czlowiek lubi hard rock, po czym puszcza country? XD

wtorek, 20 stycznia 2009
Mój pomysł na podróż..

..To dać sobie włożyć rękę w łupki. I żebym tak przy tym wyczyniła coś ciekawego, co by mi teraz wynagrodziło czasy niedoli, bandaży i przeciwbólowych na podorędziu- ale nie! Po prostu któregoś ranka mój lewy nadgarstek zastrajkował. Nie i hun! Nie będzie kompromisu, gadaj ze związkiem, bez urlopów macierzyńskich nie dojdziemy do porozumienia...kind of thing.-_-'

Nie mogę się ani spakować, ani pograć na pianine, ani przymierzyć nowej kiecki, a tę notkę piszę jedną ręką. Jednoręki bandyta, słowo honoru...

Wczorajszy Dzień Doła uczciłam zatem należycie, bo gdy dotarłam do domu odkryłam, że zostało mi jeszcze trochę czerwonego hiszpańskiego, i z dużym gustem chlapnęłam dwa kieliszki. Zapomniawszy, że w szpitalu dostałam strzała ketonalu O_o---- Higher perception.
Z tym ketonalem to też wyszło śmiesznie, bo wcale mnie AŻ TAK nie bolało, ale po trzech godzinach w przegrzanej poczekalni, spędzonych w niemym stuporze i z niemal niezmiennym ułożeniem lewej ręki, w momencie przyjęcia głos mi nieco odmówił posłuszeństwa (zardzewiał...), a ręka drżała (też zardzewiała). Lekarz, widać, przypisał to nieznośnemu bólowi, jaki w jego opinii mną targał. Tego samego dnia odwiedziłam Vision Express, stąd zrozumcie: okulary wybierałam na ketoprofenowym haju. Finał może być mroczny XD
Choć!- udało mi się odeprzeć nawał rad i sugestii sprzedawczyni; teraz jest moda na mocne, drapieżne, wyraziste oprawki, najlepiej kanciaste i w jakimś jadowitym kolorku. Nieważne, co klientowi się podoba - klient ma iść z czasem i postępem, być jazzy. Takie też modele nieustannie mi podsuwano,i nie powiem- w niektórych wyglądałam ciekawie. Taka więcej Rita Skeeter, czy Szczuka w wydaniu najsłabszo-ogniwowym. Modnie, z pazurem i wrednie. Tylko że to nie byłam ja. Mi się podobały różowe -_-.
piątek, 16 stycznia 2009
Jeszcze tylko tydzień O_O'

Nerwuska dopadła mnie, kiedy wychodziłam z przychodni. Długo nie pozwoliła mi odejść; stała w zimowym słońcu, wyrzucając z siebie pośpieszne, chaotyczne słowa. Przywiodła mi na myśl stary, terkoczący projektor, tyle że miast obrazów ciskała w naszą czasoprzestrzeń werbalne okruchy najczystszego Chaosu.

-Jak można było wyprowadzić się z Sopotu? Co pani mówi!- oburzyła się w którymś momencie- Nasz lider tam mieszka, tak! Wie pani, ten ciemny, w okularach. Nasz lider! Skawiński!

O_O----Riiiight..

Niemal zdołała mnie przekonać, że nigdy nie mieszkałam w Sopocie, bo "ona mnie tam nigdy nie widziała". W sumie coś jest na rzeczy- czy JA siebie widziałam? Tylko w oknach wystawowych i na zdjęciach. W zwierciadle, niejasno, pic na wodę fotomontaż. Everything is but a dream within a dream...Koko wa doko? Watashi wa dare? O_o  Uwagą, że w Gdańsku też mnie nigdy nie widziała, wzbudziła już jednak mój niepokój: przecież właśnie do mnie przemawiała. Niewątpliwie zatem cierpiała na przywidzenia, skoro mnie tam nie było; dlaczego jednak jestem halucynacją obdarzoną samoświadomością, ba- samowolnie podtrzymującą rozmowę? To już nie tylko kryzys tożsamości- to kryzys nieobecności tożsamości! Zdziwniej i zdziwniej...

Tymczasem, w przerwach między Reisefieber, Obezwładniającym Reisefieber a zbieraniem informacji o mojej nowej szkółce (wiecie, że tam sporo ludzi z Polski jeździ? Traktują to jako sposób na kilka miesięcy beztroskiego, próżniaczego życia- doprawdy! Ja tam jadę zdobywać talenta rozliczne. Świat jeszcze o mnie usłyszy!) oglądam dobra, w jakie zaopatrzyła mnie Tenella, i moim osobistym faworytem jest Dr.Horrible's Sing-Along Blog (ciekawa koincydencja, swoją drogą: bohater tego miniserialu też chciał, żeby świat o nim usłyszał...-_-) Zabawne; ładnie śpiewają; gra tam m.in. kapitan z "Firefly"- postać, nomen omen, Kapitana Hammera. I czy to tylko moje odczucie, czy piosenki o zdobywaniu władzy nad światem mają silniejszą od innych tendencję do zapadania w pamięć?...

A z tym ostrożnie, bo- jako że finał- jest spoilerem pierwszej wody. 

piątek, 02 stycznia 2009
Posylwestrowe tam takie

Moje życie towarzyskie to wieczne wyzwania. Urządzić bibę na 4 metrach kwadratowych; wybrnąć z nietrafionej dykteryjki; albo - jak przedwczoraj- przygotować się na wieczorne wyjście, o ktorym człek się dowiedział rankiem tego samego dnia.

Ale podołałam :D Co więcej, doświadczenie uczy, że takie imprezy udają się najlepiej, tak też było i tym razem.

Zaczęło się domówką, na której jeden z kolegów próbował załatwić moją przeponę boskimi dowcipami, z których teraz oczywiście nie pamiętam ani jednego -_-' Około drugiej ruszyliśmy w miasto: najpierw Pompon 2, alias Camel, potem Atelier- trochę niemiły incydent miał tam miejsce, ale nie zdołał popsuć mi wieczoru, bo później nastąpiła Papryczka, i wreszcie- LP.

A kogóż ja tam nie spotkałam... Muszkietera w koronkach, który okazał się moim kolegą z dzieciństwa; jakiegoś osobnika, który strasznie chciał komuś zaimponować tym, że "jest z Gdańska", choć po bliższej inwigilacji pewnie okazałby się mieszkańcem Pcimia Dolnego; Johny'ego Bravo, który się okazał...no tak, Johnym Bravo XD Bardzo było pozytywnie. Kiedy wracałam, ubranie miałam w strzępach! O_O

...No, niech będzie- było trochę zmaltretowane.

....Och, no dobra!.. Damn, you're good...W dramatycznych okolicznościach straciłam kolejne dwa guziki od kurtki, przez co patki fantazyjnie odstają teraz od ramion, upodabniając mnie do jednopłatowca. Jak mam to odczytać, wróżba na nowy rok? Zostanę pilotem lotów eksperymentalnych? Takich bez użycia maszyny może?...XD Tak czy inaczej- mazeltov, rok 2009 uważam za otwarty ^_^

Z wieści kulturalnych: byłam na  filmie "Ile waży koń trojański"- ktoś widział? Nowa opowieść Machulskiego o wędrówce w czasie, tyle że wstecz- teoretycznie. W istocie jest to bardzo marna opowiastka o "miełości", ale miałka i z papierowymi postaciami. Widocznie dla ubarwienia scenariusza podlano to wątkiem fantastycznym, ale kicha pozostała kichą. Serio. Bo naprawdę: jakim sposobem kobieta, która w 87r. była dorosła, mogła w trzynaście lat kompletnie zapomnieć, jak wyglądała w Polsce komuna, i po przeniesieniu się w czasie do wspomnianego 87-go zachowywać się niczym bananowa młodzież, pełna beztroskiej ignorancji co do panujących realiów? Na litość: ja też się jeszcze "załapałam" na stan wojenny, i choć byłam szczun, to zapamiętałam i ogólną bryndzę, i długie kolejki po przydział kawy (100g na osobę), pochody pierwszomajowe, bezkonkurencyjne (z racji osoby pani dyrektor) apele w szkołach, "dary z Hameryki" i moją babcię, która niezmordowanie dziergała swetry, by je potem wymieniać u rzeźnika na prawo pierwokupu towarów spod lady. Zaś bohaterka filmu, która przeżyła w komunie mniej więcej 25-30 lat, wraca do PRLu i zachowuje się jak po lobotomii, ze wzgardliwym zdumieniem komentując fakt, że podano jej kawę w szklance, a w aptece nie sprzedają testów ciążowych.

Żenua. Ten film to było chyba pragnienie twórców, żeby zgromadzić sobie trochę gadżetów z epoki, papierosy marki Zefir, kawa Turek, i kobieta z nieogolonymi pachami. Bo co do scenariusza- to niestety, albo autor liczy sobie lat czternaście, albo jest tragicznie niedoinformowany. Krótko mówiąc- jest idiotą. Odradzam; lepiej już iść na "Madagaskar 2" :D

CURRENT MOON