RSS
środa, 28 listopada 2007
`It`s a feeling of being alive..`

Ludzie, odszpuntowac beczulke grogu! :D
Albowiem wczoraj- zezarlam ostatni antybiotyk! *_*  Alleluja!
Duzo ich zjadlam. Tak duzo, jak duzo dali.
A dali O_o
Zbliza sie zlowieszczo godzina, o ktorej zwyklam kroki- bedace juz odruchem- kierowac do kuchni, gdzie lykalam pile, lecz teraz...nic nie musze z tym faktem robic!
Jak to zaskowyczal z diaboliczna radoscia pan Edward H.- `I`m FREE...!`
Podejrzewam, ze zawartoscia mych zyl moznaby teraz rozpuszczac kamien w czajniku, a juz na pewno nikt by w chwili obecnej nie skorzystal z mojej rzadkiej ponoc grupy krwi, hie hie...A tak! Jak juz jest mi pisane byc krwiodawca narodow, to choc na krotka chwile sprawiam, ze moja krew jest przydatna tylko dla mnie. I basta- czlowiek potrzebuje czasem takiego wewnetrznego wylaczenia. A ze wewnatrz mam krew (bedac tym samym istotnie unikatem na swiatowa skale -_-`), wiec ja tymczasowo wylaczam z obiegu zewnetrznego.
Czas dla rodziny- czyli dla mnie- ajm sory ]:P

Po obejrzeniu prac, ktore dzis dodalam do galerii, ktos moglby dojsc do wniosku, ze sklad wzpomnianych tabletek zostal wzbogacony o takie substancje mineralne, jak peyotl i sok z datury, bo tez i nieco psychodeliczne mi one prace wyszly.
Ale powodem moze byc tez inna dzialalnosc, ktora ostatnio sie param... Param pam pam. o_# A o ktorej jednak nic nie wspomne, bo i sensu nie widze.
Ludzie- koniec z antybiotykami!
Gdzie jest wino??!!
sobota, 24 listopada 2007
RRRrrrrr!

Opinie wielu znajomych sa zgodne: mowie o wiele szybciej, niz mowilam przed wyjazdem.
Zwazywszy zas, ze moja rodzina- a przynajmniej obecne pokolenie- slynie z wyrzucania z siebie slow z predkoscia serii z karabinu maszynowego- nie jest dobrze, Bob. Dykcja osobliwa- ja i sorella rozumiemy sie bez problemu, podczas gdy czesto otoczenie wpatruje sie w nas, jak w pol dzikich buszmenow, ktorzy wlasnie porozumieli sie seria klikniec i psykniec.
Co zapewnia nieco ochrony prywatnosci podczas rozmowy }:)
...Ale czasem powaznie uniemozliia komunikacje z reszta swiata.
Teraz zas mowie szybciej, i -zakladam- jeszcze niewyrazniej. Malo tego!- bardziej miekko wymawiam zgloski.
O bogowie....Mam nalecialosc! (Jak kaplan z `RRRrrrrr...`, ktory mowil minute stworzonym przez siebie jezykiem i dorobil sie kacentu -_-`)
Troche czlowiek pobyl u obcych, i juz, prosze- zapomnial jesyk poulsky XD
Hesus, a jesli po angielsku tez mowie z japonskim akcentem? O_O
Ou maj gaddo!...XD

Nie mialabym jednak nic przeciwko temu, by ponownie sie wsrod onych obcych znalezc, skoro najwidoczniej tylko tam moge kupic towar tak rzadki, jak pasiaste ponczochy. Slowo daje, co za rozczarowujaca przebiezke po sklepach zafundowala mi wczoraj rzeczywistosc polska- bo tez rzeczywiscie, wybujale te zadania konsumenckie, by paski objawialy sie w dwoch kolorach, a nie w trylionie barw tak kapitalnie dobranych, jak czern-purpura-zolc-zielen -_-`
...
How about- NO??!!
środa, 21 listopada 2007
Klamliwym horoskopom mowimy nie!..
...dlawiac sie przy tym ze smiechu XDDD
Wiem, ze wlasnie dopiero co wrzucilam notke, a co za duzo to niezdrowo, ale nie zdzierze, no, musze ise podzielic tym odkryciem!
Ludzie! ( ..i reszta)
To nie jest fajka.
A co pewniejsze- ja tez nie XD
Tu sie zaczyna cytat, komentowac bede kursywa:

Horoskop - Twoje preferencje
RYBY
19.II - 20.IIIZobacz wszystkie znaki »
MUZYKA

Często jesteś fanem muzyki rockowej, choć i soulowe brzmienie znajdzie u Ciebie uznanie. Nie gonisz za nowościami muzycznymi mając przeświadczenie, że co szybko się pojawia, równie szybko może zniknąć.
 
Nie znosze soulu. A co do `gonienia za nowinkami`, ludzie znajac mnie od muzycznej strony chyba sie tez mogo spokojnie kulnac na boczek i posmiac wraz ze mna. Ja i muzyczne nowinki? Nigdy, ach przebog...:DDDD

NAPÓJ

Najchętniej pijesz wodę, ale powinna ona mieć posmak owocowy, często cytrusowy. Wśród napoi preferowanych przez Ciebie znajdą się wszelkie egzotyczne soki np. z ananasa czy czerwonych grejpfrutów.

Wode?! WODE??!!

KOLOR


Nie jesteś osobą, która lubi szarości, gdyż kojarzą Ci się one z nudą i monotonią. Lubisz błękit, który chętnie gościsz w swojej szafie. Wszystkie kolory tęczy raz na jakiś czas chętnie łączysz w ubiorze z bardziej stonowanymi barwami jak ciemna zieleń czy brąz.

Odpuszcze im to `raz na jakis czas`, bo w tym miesiacu, faktycznie, mam niewiele kolorowych ciuchow ze soba.

AROMAT

Lubisz zapachy, które kojarzą Ci się z ciepłem domowego ogniska i duchowym odprężeniem. Chętnie wcierasz w siebie różne olejki różane i eukaliptusowe. Mają one dla Ciebie działanie odprężające i oczyszczające.

No dobra, tu tez dali rade- z tym ze nie rozane, i nie eukaliptusowe.
Orientalne zapachy- to i owszem.

DZIEŃ TYGODNIA

Dniem tygodnia, który ma dla Ciebie najwięcej pozytywnych przesłań jest czwartek. Lubisz atmosferę tego dnia mając na uwadze bliski już weekend. W czwartki śmiało możesz wygrać większą gotówkę w grach losowych czy zainwestować swoje oszczędności w poważną inwestycję.

...Wcale ze nie. Bo piatek. Wtedy weekend jest jeszcze blizej, poza tym piatek jest jasnozielony, a czwartek brazowy. Wiadomo powszechnie, ze za zielonym przepadam bez granic.


SPOSÓB NA RELAKS


Relaksujesz się wśród przyjaciół, dlatego też chętnie spędzasz wiele godzin na nocnych z nimi rozmowach. Lubisz zabawy słowem, więc często sięgasz po wszelkiego rodzaju krzyżówki czy szarady.

Krzyzowki?! Szarady??!! Muahhhahahaahaaaa!...Oj, nie masz nad wywczas...Krzyzowki, szarady...Uuu, zabili mnie...:DD
A noca- wybaczcie mi, przyjaciele, ale taka jestem zolza- wole rysowac :]

RODZAJ SPORTU

Z natury nie jesteś fanatykiem sportu i wśród wszystkich znaków zodiaku, to właśnie Ty najmniej się nim fascynujesz. Mimo tego często podziwiasz jazdę figurową na lodzie czy śledzisz rozgrywki tenisowe.
Nie lubie sportu. Nic a nic. Na kung-fu chodzilam, bo mi kazali, a do silowni zaganiali mnie biciem. Takze koszykowka, siatkowka i badmington zostaly osiagniete metoda hipnozy. A kiedy wszyscy mysla, ze ogladam z pasja pilke nozna, to ja tak naprawde cichcem przelaczam na `rozgrywki tenisowe` i do tego szaleje tak po pokoju, wydajac dzikie okrzyki.
Bo nie wiecie, jakie to ekscytujace, kiedy pilka trafi w rakiete, no serio, czad. O_O`

Ogolnie rzecz biorac- strzezcie sie falszywych prorokow, Kosmiczne Dzieci!...
..albo moze to ja jakas wybitna? :/ Pewnie za mocno mi przylozyli, jak mnie wypedzali na treningi. Rakieta tenisowa bez ochyby. Hipnoza wymazala wszelkie wspomnienia :DDD
Po pierwszej stronie lustra

Gdy patrze na Cudaczka, ogarnia mnie niedowierzanie.
Trudno sobie uprzytomnic, ze za to plaska, opisana niemal dwoma wymiarami ramka, rozciaga sie potezny, rozwiniety ( i wciaz rozwijajacy sie ) swiat. Ze zludzenie glebi i trojwymiaru obrazu na ekranie jest moze optycznym mamidlem, ale w istocie- wymiar ten siega tak dalego, ze nie jestem w stanie tego ogarnac.
Wiec mozna sobie wyobrazic, jakie to dolujace, gdy z calego tego uniwersuum- nikt nie ma czlowiekowi nic do powiedzenia. Zadnej wiadomosci, komentarza, notatki, posta.
Sa takie dni. Dni pustki, ciszy i zastoju w sieci, i przygnebia mnie to bardziej, niz brak telefonow przez kilka dni. Przede wszystkim- posiadanie telefonu to dla mnie wciaz w jakims stopniu novum. Nie nawyk, ale uporczywe przypominanie sobie, zeby wziasc tego batonika ze soba. Bywalo i tak, ze przez dlugi czas telefonu nie mialam- i zylam.
Nie daj Cthul...jestem juz uzaleznionym internauta?!
Na wszystkie demony!...
Jednak- dalego mi do malego freaka, przyssanego li tylko do monitora; obserwowanie ludzi sprawia mi coraz wiecej przyjemnosci. Sa fantastyczni, szczegolnie w miejscach, gdzie przymusowo sie zbiera duza kupa obcych sobie ludzi- vide: w tramwaju. Wszyscy wlapiaja oczy w szybe, za zadne skarby nie chcac sie przyznac do przykrego polozenia, w jakim sie znalezli, a juz szczegolnie, jesli- o zgrozo- siadzie kolo nas drugi pasazer.
Obcy- a sie dosiada, cham.
No to glowa zastyga w niewygodnym skrecie, oczy uporczywie przeczesaja szarosc/ciemnosci za oknem, i w ogole by nas tu nie bylo, gdyby koniecznosci nie zmusily.
Do momentu, az wsiada kontrol.
Wtedy- dzieje sie cos dziwnego! To delikatne napiecie, jakie sie wytwarza...Wszyscy lekko sie spinaja, nadal pozornie obojetni, nawet zblazowani, mamy bilet, oczywiscie. Sa tacy, co nie maja, ale to juz ich sprawa (co, zlapali kogos??) My nadal bez zainteresowania patrzymy w okno, ale katem oka czujnie kontrolujac kotrolera.
Ja tu nic, to nie my. Gwizdu gwizdu...
Gdy kontrol dobiega konca, i kanar czeka przy drzwiach na przystanek, ludzie podwajaja wysilki, by na niego nie zerkac. Wszyscy z nowym zapalem i fala szalenczego zainteresowania wpatruja sie w rozmazany widok za oknem, lecz kilku nie wytrzymuje, i gdy kontroler wysiada, na karku, z lepkim pacnieciem, laduje mu kilka ciekawsko-uragliwych spojrzen.
Przez chwile w tramwaju panuje dziwna atmosfera przejsciowa, ludzie jakby zazenowanie zajsciem, oraz swoimi emocjami, poprawiaja sie na siedzeniach, obiecujac sobie solennie wiecej sie nie przejmowac. Choc po prawdzie nikogo dzis nie zlapal, ha-ha.
Pamietam, jak Franka raz zlapal. Ej, opowiadalem ci, jak Franka raz kanary zlapaly?...

I dalej sie jedzie juz w innej jakosci milczenia :D
czwartek, 15 listopada 2007
W potrzasku

Tone.
W lawinie dylematow, rozstrzygniec, trudnych decyzji. Nie mam pojecia co robic! Co jest sluszne. Co nie pozostawi za mna kordonu poobrazanych, dotknietych ludzi, i urazy. Ktora, jak wszyscy wiedza, lacno przeradza sie w klatwe, paskudne urami, ktore bedzie czekalo dnia, by zaatakowac mnie znienacka, jak Swiete Oficyum.
Najsamprzod- trudny temat magisterki, i promotora. Ktorego lepiej by mi bylo zmienic, inaczej biada- jednak!- moze zle go oceniam. Moze za narcyzowata maska egocentrycznego gbura tkwi umysl analityczny, rzeczowy a bystry?
....
Hahhhaahaa!
Gorze mi -_-`
Jak to zrobic? Na kogo zmienic? Dojdzie do tego, ze trapiona taka rozterka, dotrwam do czerwca, i wtedy to odkryje (..ponownie), ze mojego obecnego promotora naprawde nie obchodzi ani temat, ani los mojej pracy magisterskiej. Na ktore to nastawienie wszystko obecnie wskazuje.
 
Nastepnie mieszkanie. Jak juz wiadomo z opisow poprzednich- miejsce przyjazne jak cela w Tower. Jedyny plus, jedna jedyna rzecz, jaka mnie w nim trzyma- to ty, Cudaku! Tak, tak- wpadlam w potrzask majetnosci wlasnej, drze o nia, i nie chcialabym jej rzucic na pastwe akademikowej cizby.
Jednak...Moje watpliwosci zyskaly niemal krystalicznej mocy decyzji, kiedy zgrzewalam wode na makaron- w garnku, w ktorym normalnie gotujemy wode na herbate, bo czajnika nie ma- i zgarnelam troche soli z poleczki, na ktorej kiedys musial sie rozpruc caly jej woreczek. Poprzedni wlasciciele odznaczali sie buddyjskim niewzruszeniem, i pozostawili biale zaspy i wydmy w kuchennej szafce nietkniete.
Dzieki czemu mam sol.
Jednak mimo plomienia nad palnikiem, mieszkanie wypelnil dlawiacy odor gazu. Dzieje sie tak za kazdym razem, gdy korzysta sie z kuchenki. Zrozumiale zatem, ze trapi mnie obawa o przyszlosc.
Zas przed chwila wedrowny pijaczyna zaszyl sie w komysze pod moim oknem, i halasliwie oddal mocz.
Jestem w pulapce.
Jak mam sie wyniesc z tego miejsca?! Jak mam wyplatac sie z niewygodnej seminarki?
Bogowie...A jedyne, czego pragne w tej chwili, to zanurzyc sie w muzyce, i nie myslec o tym wszystkim. Jutro, byc moze, da rade stapic na troche w strefe polcieni, i sie nieco...zapomniec.
wtorek, 13 listopada 2007
Fandomom mowimy NIE

Budze Cudaczka, i na jego ekranie otwiera sie czerwienia wnetrze Klubu Slxty9. Zupelnie jakbym dokonywala sekcji mojego laptopa.
Purpurowy dym klebi sie i ociera o krwiste sciany, ja zas mam nadzieje, ze cos z tej goracej, pulsujacej barwy przesaczy sie do mojego pokoju, i nada mu cieploty oraz familiarnosci krwi.
Niedawna rozmowa o honorowym krwiodawstwie po raz kolejny mi uswiadomila, ze krew nie budzi u mnie negatywnych emocji. Jej widok, jej smak.
Nie; tylko ta krucha, miesna konstrukcja, ktora kieruje przeplywem zyciodajnej substancji, sama mysl o niej- wysysa ze mnie sily wszelkie, czuje, jak uginaja sie pode mna kolana na sama mysl, ze mam zyly. Mam zyly- ugh...
Krew z wargi i krew z palca nie smakuje tak samo, zauwazyliscie?
W kazdym razie, ta dyskusja odbyla sie w malym gronie, w ktorym zakonczylam wieczor, ktory pierwotnie umyslalam spedzic z ludzmi z Tharsis. Taki rozklad sil, ktory koniec koncow przyciagnal mnie do ludzi, bedacych glowna osia mojego zycia towarzyskiego na I roku. Nieoczekianie, wiecej mialam wspolnych tematow z nimi, ktorych nie widzialam ponad dwa lata.
Fandom...
Slowo, klujace nieprzyjemnie, jak szpileczki, ktorych wciskaniem z duzym znastwem paraja sie jego czlonkowie. Nigdy nie lubilam zadnych `fandomow`; fantastyki czy mangi i anime. Przynaleznosc do owych to kastowosc, hermetycznosc i nade wszystko- obrzydliwe wynoszenie sie PONAD.
Najelpiej ponad wszystkich, ktorzy fandomem nie sa bo to brudasy i  nieoczytany plebs.
Szczesciem, fandomy zawsze mnie smieszyly bardziej, nie draznily. Bo ostatecznie, opinia fandomu znaczy cos tylko- w mniemaniu fandomu.
Wypluwam ich z ust swoich, a po minionej sobocie- wrecz zdecydowanie.
Najpierw, kiedy zdezorientowany K. zaczal- wpadlszy w rutyne rozpakowywania prezentow- rozpakowywac ciastka, ktore przynioslam `dla klubu`, a ja powtarzalam caly czas, ile komu na glowe, zeby starczylo dla wszystkich, dostalam nagle cierpka uwaga panny K.: `To w koncu jest jego prezent urodzinowy, czy nie?!`
Nastepnie dwie chicholace panny, najpierw wsrod chichotow wypytywaly na ucho panne K., kim jestem, po czym- po tak powalajacym manierami wstepie-  daly sie laskawie przedstawic. Ja tymczasem przeliczylam ciastka w pudelku, odjelam brakujacych czlonkow Tharsis- i schowalam dwie paczuszki do torebki, bo by nie dotrwaly. W tym momencie pilnie obserwujaca mnie jedna z chicholocych panien zaswiergotala: `Kradziejka! Kradziejka!`
Ech, zal d...sciska.
I dowod, ze naprawde sa mi ci ludzie obojetni? Nie doznalam nawet mgnienia spodziewanej satysfakcji, najpierw wyprowadzajac panne K. z bledu, czy beznamietie mowiac chicholacej, ze ciastka przyniosla ja, i moim to poczestunkiem sie zazera. Nawet widok jej twarzy po tym nie sprawil mi zlosliwej radosci.
Ci ludzie sa strasznie, strasznie mali. Malostkowi i ciasni. Nie moge juz wiecej tracic na takich energii, ani uwagi.
Ale mecza mnie, okropnie nuza. Potrzebuje swiezej krwi.
sobota, 10 listopada 2007
Kanapa 007!

Jest taki typ chodnika, skonstruowany dla niskocisnieniowcow.
Szeroka ok. 60metrowa alejka, rozszerzajaca sie ku glownej ulicy jak lejek, z niewieloma przeszkodami typu krzaki. Bloki mieszkalne rozsuniete uprzejmie na boczki, nie zaslaniaja pysznego widoku na ulice. I na nadjezdzajacy autobus. A takze ten sam autobus- odjezdzajacy bo znajdujac sie na poczatku, ba!- w polowie alejki, widzimy go jak na dloni, bez szans jednak na dopadniecie drania, nawet gdybysmy sie puscili biegiem.
Cudownie poprawia to cisnienie, taki widok. Od kilku dni nie pije kawy -_-`

Poza tym- zyje sobie dalej przyssana do monitora; brak stolu, jakiegokolwiek blatu, na ktorym moglabym zaczac Dzialac, uniemozliwia mi cokolwiek innego.
Siedze wiec na twardym taborecie- jedyne siedzisko w pokoju- i wymyslam sobie postacie do paru sesji, przegladam aukcje biurek na Allegro, i sprawdzam mozliwosci wyjazdu do Japonii.
Nie bedzie to latwe.
Poza tym- wiecie co? Mam kanape- ludojada! Tak!
Jest tak przemyslnie skonstruowana, ze wywarcie nacisku na nieodpowiednia czesc, zaowocuje tym, ze wersalka zlozy sie do srodka, wciagajac ofiare za soba. Jak z `Jamesa Bonda`! Kolejny cudowny wynalazek M.
Wiedzialam, ze po nakreceniu kazdego kolejnego filmu, jego zabawki musialay trafiac wtornie na rynek, a ostatecznie- do duzego pokoju.
Dobrze, pora przystroic sie w kapelusik i ostrogi, ide zlozyc Marcinom powinszowania patrona. Ciekawa rzecz z tym Marcinem: swiety-zolnierz, ktory ledwo sie stal chrzescijaninem- zaczal sie czepiac arian.
Jak go wykopsali do pustelni- szybko zorganizowal wokol siebie wierna trzodke. Jak go zrobili biskupem- zeby miec drania na oku- szybciorem zabral sie za niszczenie sakralnych miejsc niechrzescijanskich, i obalanie lokalnych wierzen. Obrosl w mit o dobroci i milosierdziu, ewangelizacji i samarytanizmie. No swinty jak sie patrzy. Hehehe... A i tak symbolem jego swieta jest poganski rogal, symbol dawnych ofiar z wolow; napelniony bialym makiem woli rog obfitosci, poswiecony Przedwiecznym. I to jest najlepsza zemsta starych bogow ]:)

poniedziałek, 05 listopada 2007
Przeprowadzki


Jak to okreslila Julia Litwinienko- wyrywaja czlowieka jak marchewke z grzadki. Bardzo rozstrajajace doznanie; nie planowalam co prawda zapuszczac w akademikach korzeni, bo I tak pozostanie na jednym miejscu dluzej niz rok nie zdarzylo mi sie przez ostatne piec lat. Ale mimo wszystko wytracaja czlowieka z orbity.
Jesli wprowadzam sie na poczatku pazdziernika, I z perspektywa zostania do czerwca- to jeszcze pol biedy. Mozna sie jakos urzadzic.
Natomiast teraz- poczatek listopada. I nie wiadomo, co bedzie w lutym, moze dostane prace I wyjade? W tym momencie nie ma wiekszego sensu pieczolowite urzadzanie sobie gniazdka, zreszta!- coz to za ptak, co wlasne gniazdo kala?
Gdy weszlam do mojego nowego mieszkania, odstawilam walizke, zdjelam plaszcz, I poszlam pozyczyc od sasiada odkurzacz.

Wszedzie wokol leza jeszcze rzeczy poprzedniego mieszkanca, ktory ma zamiar wywozic je partiami przez ten tydzien, I spodziewam sie, ze TYLKO ten tydzien.
Natomiast przestrzenie powszechnego uzytku -czuje to- beda punktem sporow. Choc po kuchni wedle chinskiego uznania powinnam byc przyzwyczajona, ale Chinczycy rekompensowali brud pysznym zarciem, ktorym czasem oblaskawialai pozostalych uzytkownikow.
Lozka to tez, widac, glowny bohater przygod mojego zycia. W Japoni bylo madejowe. To tutaj jest…Jest. I ten to fakt nalezy juz zaliczyc do cudu.
A. wczoraj wieczorem zbila je w jedna, w miare lita konstrukcje- w nocy ponownie sie rozpadlo.
Gdy nad ranem poruszylam obolalym cialem, I kulnelam na bok- niemal puknelam nosem w Swinie Mroku, ktora stala centralnie przed moja twarza I spogladala na mnie szyderczo bialymi punktami slepkow.

Zas mnie juz bierze ochota, zeby ruszac dalej. Przekleta cyganska ciagota, zeby byc w ruchu; nie osadzac sie krzepko a po mieszczansku, I nie okopywac w cieplych pierzynach. Na domiar zlego, lektura `Imperium` Kapusciniskiego podbechtuje te glosy, I mam wrazenie, ze wystarczy sie tylko dobrze postarac, I moge byc wszedzie tam, dokad zabieraja mnie jego opisy. Ale bynajmniej nie metaforycznie- znalezc sie tam realnie, dac uniesc sie wiatrom I przeplywac z jednego miejsca na swiecie w drugie.
Choc przyznam, opis lodowego piekla Workuty I totalnego opuszczenia, jakie poznaje tam czlowiek, wywolal nieprzyjemne kujniecie empatii.

Trudno mi zaakceptowac taki Poznan, jaki sie przede mna rozciaga w perspektywie tych kilku miesiecy: pusty I obcy. Przez pare godzin tulalam sie bez celu, kompletnie zagubiona wobec faktu, ze wiekszosc znajomych, z jakimi sie pozegnalam poltora roku temu- juz w tym miescie nie mieszka. Pobronili sie, hultaje, I wyjechali. Niektorzy w Polske, niektorzy poza.
Na szczescie, sprawy doczesne rychlo zaprzatnely mnie bez reszty, a pan serwisant zapewnil rozrywki wieczoru.
Okazuje sie bowiem, ze podpiecie sieci na Viscie to nie takie hop, odbylam z panem dluga telekonferencje; dlugo, poniewaz on nadawal jednostajnym tempem intrukcje- po polsku- I irytowal sie, ze tyle mi to zajmuje, nie wiedzac, ze ja w myslach przekladam jego slowa na angielski, a nastepnie szukalam ich odpowiednikow w japlishu, zeby kliknac we wlasciwy.
W koncu zadzialalo, pan rozlaczyl sie z ulga, przekonany, ze mial do czynienia z wyjatkowa kretynka, ja zas wiem juz, skad sie biora nalogowi internauci.
Nie zlapali wiatru na czas I utkwili samotnie w jednym miejscu, prosze panstwa. Oto skad.


sobota, 03 listopada 2007
Strzyzenie Wiedzm

Poniewaz to zbozne haslo kojarzy mi sie z wywroceniem ogolnego porzadku do gory nogami, to wlasnie mialo przed chwila miejsce.
Moja wszechstronnie uzdolniona sorella zbudowala mi regal, wiec wytargalam z kata wielka skrzynie, wyzebrana onegdaj ze sklepu kolonialnego, a dotad pelna farb, drutu, stykowek, gliny, pudelek kredek i korkow, oraz wiklinowa etazerke pelna szpargalow, po czym zabawilam sie w jednoosobowe CBA.
Nie umknela mi ani jedna teczka. Tak jest! Panowie w garniakach moga mi pozazdroscic sumiennosci, dzieki temu ocalilam kila bezcennych wierszy- produktow lekcji fizyki- opowiastek, gdzie zawsze musi byc trup, oraz- kilku donosow.
Czy raczej- drobiazgowych raportow. Dopiero teraz bowiem konstatowalam z niejakim rozrzewnieniem, ze zawsze, przez cala moja szkolna kariere, mialam zwyczaj pisania prac domowych z duza doza realizmu. Niewazne, w jakim jezyku mi to zlecono, polskim, angielskim czy japonskim- zawsze z rozbrajajaca szczeroscia pisalam o tym, co sie aktualnie wydarzylo; chyba ze mialam naprawde dobry dzien, i zapalu moc, to ubarwialo sie niekiedy fakty.
Ale czy to awantura w szkole, o ktorej wszyscy chcieli taktownie zapomniec; czy drazliwy temat seksualnosci wsrod homo sapiens, lub smutna wiesc o tragicznym zgonie znajomego...
Montowalam z tego wypracowanko, bo co bede taka, skryta. To niezdrowo }:)
Podejrzewam, ze jak przychodzil do zbierania prac, nauczyciele ze wstretem brali ode mnie zapisane smiercionosnym maczkiem rzeczywistosci arkusiki.
A prawda was wyzwoli!...-powinnam byla pokrzykiwac za kazdym razem gromko.
Ale mogli tez wybrac trwanie w zniewoleniu, uznajac moje wypociny za fikcje. Hehe...
Zachowam te raporty, do pozniejszego wgladu.

Jednak nie bryluje, jesli chodzi o pubikowanie smialych stwierdzen- przegladajac oferty stancji, trafilam na prosta jak konstrukcja cepa propozycje transakcji: pokoj- za seks.
No i to sie ktos urzadzil. Intrygujaca jest nie tyle sama tresc, co sposob, w jaki ogloszeniodawca sie zabezpieczyl przed zartownisiami- I wonder...
Ale moja ciekawosc nie siegala potrzeby empirycznego zbadania kwestii.
Zaszyje sie~ w mroczne milczenie
 w omamy i cienie
mego kapelusza
gdzie ma mroczna dusza
        sie wykrusza


piątek, 02 listopada 2007
Szczesliwego Nowego Roku ;)

Celtycko rzecz ujmujac.
Wlasnie sie zaczal. Wtedy rok zaczynal sie od ponownego zapieczetowania dusz w zaswiatach. Zmarli dzis pokolowali, pokrazyli, budzac zamet w sercach i myslach zyjacych, ludzie zbiegli sie w rodzinnych gronach, tulac sie kto zyw do zywego- az przeszlo. Juz minela polnoc, i duchy tych, co odeszli, pokladly sie na spoczynek.
Wiatr smagnal jeszcze dla niepoznaki fala lisci po pokrzywionych plytach, by zakryc slady kostycznej harcowki, zatanczyly niespokojnie plomyki zniczy- i nastal spokoj.
Zlowrozbny a zludny- jak to mawial poeta? Nie pamietam, ktory, ale co istotne- juz martwy...
Ze nie wszystko odeszlo, co pogrzebane.
Ciekawe, czy dlugo przeklinal  to zdanie, prozno lamiac sobie paznokietki o zatrzasniete na glucho wieko?...
Ech, nostalgicznie sie poczulam, wiec zarzuce epitafkiem:
Orzekli- on umarl, puls ustal, nie zyje,
czemuz wiec trumny dzis wieko otwarte
odslania na skreconym konwulsja zezwloku
atlasy trumienne na strzepy podarte?


CURRENT MOON