RSS
wtorek, 31 marca 2009
Body in the water, viva!

W przyszlym tygodniu rozpetuje sie chaos.
Nie mamy zajec, planowane sa inne atrakcyje, o ktorych jednak nauczyciele nie chca pisnac chocby slowka, poza tym, ze bedziemy baaaardzo zajeci, a gdy to mowia- oczyska swieca im sie niedobrze. Mimo odwolania regularnych zajec- wszyscy maja w tym obowiazkowo uczestniczyc do srody do godziny drugiej, a celem glownym ma byc jeszcze wieksza, niz do tej pory, integracja.
Calosc nazwana jest zlowrogo: Kaos Project.
Przynajmniej szkola bedzie przyjemnie pusta, jako ze opusci ja 3/4 mieszkancow. Juz sie nie moge doczekac...
Zapomnialam wspomniec, w goraczce poprzedniego wpisu, o kilku interesujacych rzeczach.
Takiej np., ze w piatek odwiedzilam Muzeum Sztuki Wspolczesnej w Arhus.
Zaczelam zwiedzanie od dachu; przeszlam z uwaga, ale bezzainteresowania, przez XVIII i XIX wiek, gdzie wisialy dziela, owszem, ladne, ale niewiele mi mowiace; nastepnie szybko, z obowiazku, ale ze wstretem, przetruchtalam przez sztuke nowozytna, by wreszcie wkroczyc na tereny prawdziwie pasjonujace- sztuke wspolczesna.
Na samym progu- Andy Warhol i `Marylin`, potem zas tylko lepiej; kolaze, instalacje, filmy, dziwaczne rzezby... Glowa krecila mi sie w kolko, jak rasowemu opetancowi.
Znow po schodach w dol, by stanac oko w oko z Goliatem. Wytrzeszczyl na mnie swoje straszne, wylupiaste oko, patrzyl na mnie tak wsciekle, z ledwie hamowana furia, ze zatrzymalam sie zrazu na ostatnim stopniu, niepewna, czy chce podejsc blizej. Dopiero, gdy uznalam, ze to moze nie Goliat, ale Goliatek, G-chan..zblizylam sie, zeby podziwiac nieprawdopodobny wrecz realizm wykonania.

Minelam G-chana, i wkroczylam w strefe sztuki interaktywnej, ktora kocham jeszcze bardziej. Obszar, zawlaszczony przez gigantyczne, wypelnione helem czarne plastikowe worki, czy wideo pokazujace samochod, ktory sfilmowano jadacy blisko 200km na godzine, ale puszczono to w tysiecznym spowolnieniu i do tego wstecz, przez co ludzie w tych samochodach wygladali jak zwloki!...
Komunikujace sie z ludzmi samobiezne wozki inwalidzkie, symulatory, gadajace demonie glowy; tysiac zarowek w wielkiej sali, ktore- po odpowiednich zabiegach- zaczynaja pulsowac swiatlem w rytm twojego tetna- cudenka.
Znow po schodach w dol, do piwnic- i wkroczylam do czarnego labiryntu, w ktorym ukryto wiele instalacji. Zakret- i oto jestem w ciemnym pomieszczeniu z piecioma duzymi ekranami, na ktorych kolejno widac `wyskakujacego spod wody`( a w istocie wpadajacego do niej) mezczyzne, wokol ktorego ramion rozpryskujaca sie woda tworzy pozor skrzydel; kolejny zakret- i wchodze do zwyklego pokoju z balkonem, cieplego i przytulnego, tylko ze na scianie na wprost wyswietlaja sie bardzo krwawe, bardzo realistyczne sceny; ponownie zakret- i stoje przed gigantycznym akwarium pelnym wody, na dnie ktorego lezy wielkie gadajace jajko; znow kilka krokow dalej- i wchodze do innego pokoju z balkonem, calego w szpitalnej bieli, z tym ze kiedy sie wychylilam- uderzyla mnie w czolo nieskonczonosc. Odbicie w odbiciu w odbiciu, wyjrzaly wszystkie przez balkon i rozejrzaly sie wokol, po sobie, w dol. Przyprawiajace o zawrot glowy przezycie.
Nastepnego dnia bylo jednak gwlatowne zejscie na ziemie, nie tylko z powodow, ktore opisalam wczesniej, ale takze dlatego, ze w kawiarni, w ktorej przysiedlismy na kawe, ktoz to siedzial przy sasiednim stoliku?
Kwiat mlodych Polakow na zarobku! XD
Ze wszystkich miejsc na swiecie...Zaczynam rozumiec, skad sie bierze mania przesladowcza kolegi Slowaka, ktory wierzy, ze juz nawet Ksiezyc nie jest taki bezludny, na jaki wyglada, tylko juz tam pan Mietek z pnemLszkiem `gryla` montuja -_-
Ale ale, nie ma co teraz na ksiezyce jakies patrzec- huk roboty, HUK O_O
Najsamprzod, w czwartek nasza grupa kuchenna ma przedstawic uklad choreograficzno-tematyczny do piosenki BBoyow `Backstree`s back`; nastepnie, w piatek skoro swit nasz chor ma wystep, w ramach ktorego kilka osob wyskoczy rowniez z solowka. W tym i ja XD
Zas 15.04 i dwudziestego ktoregos.04 Fallen Keys gra koncerty *__*
Choralnie spiewamy `Wade in the water`, `Psalite`i `Soon and very soon`, plus wyindywidualizowany kwartet, do ktorego naleze- `Star vicino`.
Fallen Keys natomiast zagraja `Speed of sound` Coldplaya, `Rock your body` Timberlake`a, `Wrap my words around you` Bedingfielda (Moj ulubiony), oraz znow Coldplay `Viva la Vida`- strasznie nudny, ale co poradzic.
Cos mi sie w koncu popieprzy XD Juz dzis probowalam w tekst `Wade in the water` wplesc znienacka linijke `Ein Kleines Kinderlein liegt in der Krippelein`-_-` Z gospelowym przytupem, a jak.
Na koniec zagwostka: czy trzyletnie na oko dziecko, ubrane w ciemna kurteczke z nadrukiem malych i duzych czaszek w kolorach bialym, szarym, czarnym i pomaranczowym to wspolczesny odpowiednik dziecka, dla ochrony przed urokiem i zlym okiem obwieszonego kurzymi lapkami i szczurzymi czaszkami? O_o
niedziela, 29 marca 2009
Kalamburek zaglady

Jak inaczej mozna spedzic niedzielny wieczor, po kilku dniach intensywnego gadania, zwiedzania, tancowania i gadania ponownie?
Opcji jest kilka; moglam np.pojechac na koncert Handla do Silkeborga, a---le...nie pojechalam.
Len jestem i wygodnickie ladaco, ale tez nie uwazam, by sluchanie muzyki powaznej JAKIEJKOLWIEK, byle mialo to-to ze 200 lat, bylo moja powinnoscia jako osoby mieniacej sie byc na wyzszym raczej, nizli nizszym, etapie rozwoju. Mam swoje upodobania; slucham wielu klasykow, ale Handel do moich ulubiencow nie nalezy. Jechac, zeby jechac, byle moc powiedziec potem, ze sie bylo?.. Choc najchetniej to by sie czlek rozciagnal na tapczanie, siorbnal herbatki i ponotowal troche spostrzezen o zdumiewajacej kondycji natury ludzkiej?... Chyba nie.
Totez przede mna leniwy wieczor, wysmarowanie sie maseczkami oraz zanotowanie wspomnianych spostrzezen. Zgadza sie, 花より団子*
Takie wieczory tez sa potrzebne.
W sobotni ranek, kiedy odsypialysmy z Tenel piatkowe holubce, nagle zjawil sie K. z nieoczekiwana wizyta.
Zajscie bylo frapujace, jak tez cala nasza pozniejsza wycieczka do Viborga, podczas ktorej K. celowal w tekstach, znacznie podwyzszajacych mi cisnienie.
I wierzcie mi- w najmniejszym stopniu nie bylo to pozytywne przyspieszenie pulsu.
Najbardziej irytujace byly wszystkie krytyczne uwagi, wynikajace z roznic, jakie K. odnotowal pomiedzy mna, jaka sobie wyobrazal przez ten czas, gdy znalismy sie jedynie za posrednictwem internetu, a mna, jaka istnieje rzeczywiscie.
Oczywiscie, gdybym mu to zarzucila, pewnie bylby wielce zdumiony. `Przeciez to nie krytyka, tylko opinia!`.
Niechciana. Niegrzeczna, niepotrzebna nikomu- ale asertywnosc, pani kochana! Chcesz, czy nie, powiem ci, co o tobie mysle, a ty nie masz prawa sie za to obrazic, bo przeciez dzisiaj kazdy ma prawo do opinii i wolnosci jej wyrazania- where have you been?!...
Pokretna, przewrotna logika i zonglowanie obecnie panujaca polityka wolnosci jednostki do robienia, What Thou Wilt, ktory to trend doprowadzono do chorego stanu, kiedy trzeba przelykac ludzkie chamstwo, bo przeciez- oni tylko wyrazaja siebie!
A co sie stalo z dawna, dobra kultura osobista? Wymarly w jezykach swiata slowa, ktorymi mozna by ja wyrazic? Wielka cisza zapadanie tedy nad swiatem ducha.
Niestety, tak to jest, kiedy sie zapoznaje ludzi przez elektroniczne media (nie, to nie znajomosc o podlozu romantycznym, przebog!..- NIE O_# ), lub gdy poznaje czlowieka znajomy znajomych, ktory to i owo od rzeczonych uslyszal, ale konfrontacja z tematem nasuwa mu inne wnioski i spostrzezenia.
Z ktorymi niezwlocznie spieszy dzielic sie z tematem (czyli mna w tym wypadku), nieznacznie zabarwiajac wypowiedz tonem wymowki:
`Mowili, ze lubisz to i tamto, wiec dlaczego ty na dodatek lubisz owamto?! Sie nie zgadza.`
`I thought you would be more gothic, and not like...this`
`Slyszalam, ze jestes taka, a ja widze, ze w ogole to jestes inna!`;
I perelka: `Well, today you finally have better style, `cause when I met you for the first time, you looked like shit`.
No przepraszam bardzo, ze za taka asertywnosc mam ochote naklasc po mordzie. Szczegolnie, gdy powyzsza opinie serwuja mi szemrany typek w dzinsowej kurtce i poszarpanej czapce z daszkiem.
Elegant, psia mac -_-
Sa to z reguly ludzie, ktorzy chlubia sie niezwyczajnem znawstwem charakterow; jedno spotkanie, dwie rozmowy- i juz cie maja. Poznali, wywazyli, dopasowali do przeslicznej szufladki Just For You, i sprobuj sie aby wylamac i nie odbic swoim cieniem idealnego obrysu sylwetki (kreda na podlodze...), jaki ci juz zaocznie stworzono.
To sie dowiesz.
Nie wiem, czego doprawdy ludzie oczekuja, sadzac takie kamienie milowe w postepujacym upadku obyczajow. Ze sie poczuje zawstydzona i pospiesznie dostosuje do oczekiwan?!...
Swiat oszalal.
Jednoczesnie to naprawde cenny trening, pozwalajacy mi poszerzyc obszar wolnosci absolutnej, bo od oszalalego swiata nie sposob oczekiwac czegokolwiek sensownego lub istotnego.
Wiec oby tak dalej, a bede w stanie pokazac w kalamburach haslo: `transcendencja wcielona` -_-
Siebie wskaze.
Piekny kocio za to :)
wtorek, 24 marca 2009
Interview with a vamparampam!..

Tak mnie dzisiaj ociezalosc jakas dopadla.
Coz sie jednak dziwic- intensywny miniony tydzien wydrenowal mnie z sil wszelkich. Najsamprzod w piatek- impreza korytarzowa. Przeksztalcilismy nasz korytarz w dzungle; sasiednie przemienily sie odpowiednio: w strefe milosniczek boys-i girlsbandow, Dom Strachu, i urodziny pieciolatkow. W boysbandach dali trunki, w domu strachu uruchomili maszyne z dymem, a na urodzinach bylo ciasto, ale u nas byl najlepszy wystroj- pol szkoly ogolocilismy z donic, zakosilismy beben z pokoju muzycznego, siatki do badmingtona z sali gimnastycznej i ananasa z martwej natury w pracowni malarskiej, a takze urzadzilismy limbo. Naznosilismy tez podgnilego listowia z zewnatrz, co by uzyskac odpowiednia atmosfere, takze dzungla wyszla jak ta lala.

Potanczylam sobie troche, na stole bilardowym tez, no bo co mialam nie. Jak taki duzy stol stoi i sie kurzy, no az zal nie skorzystac.
Nie za dlugo jednak, gdyz w sobote mialysmy udac sie szlakiem przygody, stopem do Arhus. Wstalam skoro swit, a jakze. Zrobilam sobie kanapke, pozbieralam banany, pozawieszane poprzedniego dnia na fikusach, slowem- przygotowania do wyprawy jak sie patrzy.
Niestety, najpierw stanelysmy w nie do konca przemyslanym miejscu, i owszem- zatrzymalo sie pare samochodow, ale jadacych do Viborg. Jeden z naprawde interesujaca zawartoscia, ryza i o fajnym usmiechu- a my, durne, uparlysmy sie na to zakichane Arhus, zamiast przeprowadzic szybka zmiane planow w oparciu o blyskotliwa konwersacje,  w podobie..
Driver: `Where do you wanna go?
My: And where are you going?
Driver: To Viborg.
My: Now what a coincidence...
But we didn`t XD
Potem, kiedy juz znalazlysmy wlasciwy kierunek, odkrylysmy, ze do Arhus jezdza wylacznie kobiety.
Ktore predzej kopna sie w glowe obuta w szpilke stopa, niz zabiora autostopowiczki.
Wiec tyle z naszej wyprawy, poszlysmy sobie nad rzeke za to, utopic Marzanne; omal sie przy tym nie podpalilam, bo wsciekle wichrzysko ciegiem miotalo plonaca kukla prosto na mnie, na sam koniec zas pojawil sie nieco zaniepokojony pan z beaglem, wiec musialysmy porzucic wciaz tlace sie szczatki zimy, i uchodzic czym predzej.
Zas w niedziele uczylam sie tanca wspolczesnego. Bardzo awangardowego.
Mam dokladnie piec siniakow: na obu lokciach, obu barkach i lewym kolanie- osobliwie, prawe sie uchowalo; pewnie zle cos robilam XD
Ale nauczylam sie ekspresyjnie pelzac po podlodze, wyfroterowalam soba cala sale gimnastyczna, wijac sie w efektownych konwulsjach, a ostatecznie i tak najwiecej radosci sprawilo mi opanowanie sztuki utrzymywania rownowagi, siedzac na wielkiej pilce -_- Ech, wy drobne radosci...
Takim oto sposobem dotarlam do punktu, kiedy jedyne, na co mialam ochote, to legnac na tapczanie i obejrzec film. Nie za ambitny.
Poczlapalam do szkolnego kina, w nadziei, ze tam akurat ogladaja cos ciekawego.
I coz widze?
`Wywiad z wampirem`. Krotko walczylam ze soba, bo widzialam to z osiem razy, i doprawdy...No ale Buratto, i Banderas...
Obejrzalam.
Iiii---w zasadzie to jest to, o czym chcialam pisac.
Wdech. Wydech. Tak- to juz jest klasyka gatunku. Piekna scenografia, kostiumy, magiczna muzyka; piekny Buratto, Banderas, Cruise. Gotycko tak, ze ach.
No i sa MOMENTY 8-)




Jednak- nie bojmy sie tego powiedziec!- jedyna osoba, prezentujaca tam dobre aktorstwo, byla Kristen Dunst. Bo poza nia, mon dieu...Te napuszone dialogi, wyglaszane nienaturalnym, patetycznym tonem; sztywne, przerysowane gesty, ou maaaj gaaaad....
Co za kicha XD
Szczesciem, obejrzalam to po raz pierwszy w wieku, i na takim etapie, gdy moglam dostrzec absolutne piekno w tych wszystkich swiecach i draperiach, wydetych ustach Louisa i czarnej plachcie wlosow Armanda; byc poruszona do lez dramatem biednych wampirow, ich wiecznym potepieniem, i ach, uroda nocy!...-_-` Wreszcie- nie znosic tej zolzy Claudii, bo probowala ubic Lestata.
Poza tym- znam przeciez pierwowzor; barokowy styl Anne Rice i jej sposob konstruowania historii. Kwiecisty jezyk, egzaltowane opisy, ilosc zdobnikow, przy ktorych Gaudi wyszedlby na wiekszego minimaliste, niz Antrios.
Antrios...~.~
Totez nie grozi mi, bym przestala lubic Kroniki Wampirow, jako zywo- wlasnie nabralam ochoty, zeby sobie cosik jej piora ponownie przeczytac; jednak ten film...Jesli go w ogole jeszcze kiedys obejrze, to nie nastapi to predko.
Ech, mlodziencze idealy...;__; Proch i pyl.
Krew, flaki, beton i stal XD
piątek, 20 marca 2009
Jazzy things

Sztuka. I znow:
` Hmm- dlugie krytyczne spojrzenie wspolstudenta na moj pokryty laserunkiem szkic- to nie sa te kolory. Tez ich nie moge znalezc; ale ty tez ich nie masz.`
Tak. I..? Czujemy sie lepiej? Kiedy juz rewelacja wsrod spostrzezen zostala puszczona w eter? Pominmy drobny fakt, ze to jedynie laserunek jest.
Ale wytknijmy cos komus, wtedy od razu nasze wlasne prace zyskaja na jakosci, tak to przeciez dziala. Na litosc, odstapienie pare metrow od sztalugi niekoniecznie jest zaraz pozawerbalnym zaproszeniem jury do mojej kartki!
Jezu, czym ja sie przejmuje -_-
Czasem jednak nie moge sie powstrzymac przed mysla, ze lepiej od razu zawiesc ludzkie oczekiwania, robic wszystko beznadziejnie, zawalac i nawalac, bo wtedy uniknie sie takich sytuacji. Czy ja kogokolwiek prosze, zeby mnie ocenial? Stawial mi poprzeczke? Nie moge sobie po prostu malowac/grac na trabce/stepowac w kaloszach? Widocznie nie.
Argh.
Swoja droga, pojscie na salse zaraz po tym, jak sie odstalo kilka godzin przed sztaluga, jest niezlym sposobem na wyuczenie sie japonskiego sposobu chodzenia- moje szuranie niesie sie echem na dwie wiorsty.
Odkrylam ze zdziwieniem, ze zmienil sie nieco sposob, w jaki maluje. Nie, zebym miala jakas dluga historie malarskiej tworczosci, gdzie tam! Ale wowczas to byly bardzo ostroznie nakladane, wodniste kolorki, cienka warstewka, jedna po drugiej, tysiacem malenkich, lekliwych kroczkow doprowadzane do mniej wiecej wlasciwego odcienia, nigdy jednak zbyt jaskrawego.
Teraz- grube, soczyste kluchy farby, rozmazywane z upodobaniem po calej kartce, chlapie to to na wszystkie strony, a ja, zamiast wytrzec i poprawic, zaraz- lu! Nowa ciapa farby na to, a co tam! :D Straszna frajde mi to sprawia :)
Tylko zastanawiam sie, skad nagle ta niecierpliwosc. Nie chce mi sie sleczec nad krawedziami, detalami, pierdolkami; to moge zrobic, jak juz bede zbyt zmeczona machaniem lawkowcem. Wtedy moge zawisnac na sztaludze, nos opierajac niemal o kartke, i cienkim pedzlem poprawic tu i tam.
Glownie tu, bo tam to juz za bardzo reke trzeba podnosic :P
Liczy sie i tak glownie emocja tworzenia.
Moze dlatego nie lubie jazzu :/
Jazz to muzyka posrodku; ani 100% radosna, jak funky, ani smutna- jak blues czy trip hop. Panu Bogu swieczke, i diablu ogarek, nie mozemy sie zdecydowac, w jakim tonie chcemy miec piosenke, to damy wszystkie tony.
Jak sie pomiesza wszystkie kolory, to wyjdzie bloto -_-
Denerwuje mnie to szczegolnie, kiedy slysze swietna partie, kilka taktow, zapowiadajaca bardzo smaczny, wyrazisty utwor- bo tak tego nie zostawia, o nie. Ma zbyt okreslony charakter, jest harmonijne. Zawsze zepsuja, rozmemlaja, wytonuja saksofonem, albo w minorowym kawalku- wstawia sielankowa przygrywke na banjolele.
Tak mnie naszlo o tym jazzie, bo wczoraj wysluchalam krotkiego koncertu w szkole, i to odkrycie mnie zastrzelilo.
Jazzmani sa tchorzliwi O_O
Balansuja posrodku, starajac sie pogodzic wiele rzeczy w jednym utworze. Sciagaja kazdy zdecydowany ton do bezpiecznej przecietnosci, nawet `Shape of my heart` zrobilo sie nijakie.
Moze dlatego dzis na malarstwie poszalalam z kolorami?
Do tego stopnia, ze musialam w pewnym momencie posiedziec z zamknietymi oczami, myslac o glebokiej, kojacej czerni, gdyz swiat nagle roztopil sie, jak plonacy film w projektorze. Owszem, kolory, ktorych uzylam, to kompozycyjnie calkiem mily pomysl, ale nerwy wzrokowe mialam porazone mieszanina turkusowego, rozu i wscieklego pomaranczowego O_#
Glowa mnie boli. A tu juz trzeba wracac XD
czwartek, 19 marca 2009
Spisek kalendarzy

To mialo przejsc niemal niezauwazenie.
Celowo pozwolilam Noergardzkiemu kalendarzowi przesliznac mi sie przez rece, kiedy ludzie wpisywali swoje urodziny. Kalendarz zawisl w kafeterii, owszem, lecz mnie nie zdradzal tam nawet przecinek. W dodatku co za traf: sroda, dzien bez wazniejszych zajec, ot- sprzatanie korytarzy i pozniej produkcja bibelotow w pracowni.
To miala byc naprawde bardzo latwa, cicha akcja mistyfikacyjna- myslalam sobie w srodowy poranek, podczas gdy szescdziestia osob pod kierownictwem pryncypalki, spiewalo mi gromkie `Sto-lat` -_-`
Moj plan doskonaly jeszcze przede mna XD
Ale skorzystalam z urodzin sowicie, bez wstydu najmniejszego wyzebralam z kuchni bonusowe ciastko (`No bo ja mam dzis urodziny...;__;`  No co? Wiek nie wiek, niektore priorytety w zyciu pozostaja niezmienne 8-| ), i nie przemeczylam sie przy sprzataniu.
Prezenty dostawalam jeszcze dzien przed i dzien po dniu zero, mianowicie- we wtorek mialam i zajecia z muzyki, i chor, i trening solowy, dzis zas- salse.
Skupie sie najpierw na muzyce. I oto nius, uwaga, trzymajcie sie krzesel, bo padnie cos szokujacego:
ROZWIAZALISMY NAKED LIPS.
Wiem, wiem! Mieliscie zobaczyc nas na youtubie, i zobaczycie- z jednego, jedynego koncertu, jaki zagralismy, niech no tylko zmniejsze te cholerne nagrania.
Niestety, blok muzyczny przeszedl kilka turbulencji; jako ze przybylo chetnych do muzykowania, rozdzielono nas i przegrupowano, tak wiec teraz, w nowym skladzie, gram w innej kapeli, ktorej miano jest jeszcze lepsze, niz tej poprzedniej 8-D I chyba nieco lepiej gra, ze sie tak osmiele...Ekhem, anyway.
Here it comes, uwaga:  RED LIGHT HIENAS FALLEN KEYS- UNITED. THE BAND.
Ale pozwalamy, by nazywano nas Fallen Keys :D Mozecie zgadywac, ktora czesc nazwy wymyslilam ja, choc w ogole to ja przeforsowalam zlepienie wszystkich czlonow, podanych przez reszte zespolu, w ten oto cudownie zapadajacy w pamiec twor ;D
Chor i trening solowy prowadzi chwilowy gosc szkoly, Amerykanin- John.
Niezwykly czlowiek. Bardzo spokojny, cieply i pelen wsparcia, a przy tym nie pozwalajacy, by towarzystwo choralne sie nadto rozbestwilo. Po paru zajeciach ze spiewu solowego juz moglam siegac znacznie wyzszych tonow, niz uprzednio, dowiedzialam sie tez niesamowitych rzeczy o wlasnym glosie. Niesamowitych i krzepiacych, stad uznaje to za prezent urodzinowy :)
Drugim byl najbardziej niezwykly kalejdoskop w mojej dotychczasowj kolekcji, jaki dostalam od Karen i Emilii. Musialy wstac bardzo wczesnie, zeby mi go wreczyc przed sniadaniem, albowiem chadzam na sniadania ok 7:30 :/ Najlepszy sposob, zeby sprawdzic gotowosc do poswiecen swoich znajomych- sniadaj o swicie :P
Trzecim podarkiem zas- dzisiejsza salsa, z prawdziwym...Dominikanczykiem? Dominikanem? No bo nie Dominikaninem XD Choc na bogow- to chcialabym zobaczyc...*_* Uch, jeszcze mi obcasy wibruja!..
Jednym slowem- nietypowo, ale uczcilam. Jeszcze w same urodziny poszlam wieczorkiem do silowni, i solidnie skopalam worek, tak na dobra wrozbe.
Czego- tego jeszcze nie ustalilam. Chyba tego, ze wciaz jestem alive&kickin` :D
Taki jest widok przez moj magiczny kalejdoskop...

A takie oto doniczki urobilam urodzinowo :)



poniedziałek, 16 marca 2009
And Oscar for all! :D
Wiec stalo sie. Nie moge tego juz dluzej odwlekac -_-
Zostalam nominowana, i pragne podziekowac Babci, Bogu, Kubie, Bubie, ktory mieszka na Arubie
 siedzi, w nosie sobie dlubie
...I dlatego go nie lubie XD
O_O
A przerywajac strumien swiadomosci, moze wreszcie wypowiem sie w zrozumialych dla ludzkosci terminach? No moze  :P
Ludzkosci! Vincent (adres nizej; spedzilam kilka godzin, probujac odkryc, jak robic tak, zeby pod imieniem ukryc linka do strony, ale doopa. Nie dziala URLem, nie dziala z zadnym kodem html, ktory mi przychodzi do glowy.. Gupi blox >_<)mi kazal, wiec tak czynie, albowiem albowiem- przyznal mi ten oto, uroczny znaczek nominacji
Co mnie ucieszylo bardzo, i speszylo, ale i wpedzilo w zaklopotanie, bo sama nie wiem, co ja tu pisze. Cos tam :/
Ale wstrzymam sie teraz od drobiazgowej analizy swojego bloga i jego wartosci (buaa) literackiej. Sama musze nominowac O_o
Ale jest to o tyle trudne, ze czytam nie tak znow duzo blogow, i wiele z nich traktuje jak zamiennik rozmowy, powiedzmy sobie, ze taki wiecej upubliczniony list od znajomych. Jak moge oceniac i wyrozniac listy od znajomych?
Wiec z gory uprzedzam- rozne czynniki sprawiaja, ze wybiore jedne blogi, innych nie. Nie chodzi o zawartosc literacka, czy tematyke. Po prostu cos, co czytam, co mnie porusza, cieszy, rozbawia, czy intryguje. Czasem budzi podziw, to tez :) Wrecz cos, co chcialabym pokazac ludziom, ktorzy mnie znaja, bo widzac, co tu wybralam, poznaja mnie moze jeszcze lepiej?.. Niektorych blogow, ktore czytam pasjami, w ogole nie mam w zakladkach, bo wchodze tam okrezna droga, przez blogosfere. I czesto nigdy nie komentuje; tylko czytam z zapartym tchem- i wychodze :P
To sie ludziska zdziwia, jak ich nagle nominuje...XD
Dobra, dosc tlumaczen XD Juz czuje sie winna.
(aha, zasady: nominowana osoba powinna sama nominowac siedem innych blogow, a nastepnie wejsc na nie, i poinformowac autora, ze takie mu sie kuku zrobilo -_-)
1) She-elf, aka TENELLA www.she-elf.blog.pl
   Barokowy, barwny jezyk. Bliskie mi, fantastyczne poczucie humoru i podejscie do zycia, ktore prezentuje u siebie na blogu :)
2) JO. www.ladyduofold.blogspot.com
Ciety humor, rzezwiaca bezposredniosc w nazywaniu swiata po imieniu; za kazdym razem zagladam tam z autentyczna ciekawoscia: `Co teraz bedzie?` :P
3) VINCENT. www.vincentvanblog.blox.pl
Lubie ogladac swiat jego oczami. Od razu czlek robi sie czujny w kwestii bledow logicznych we wlasnej mowie i pismie :P No i jego otoczenie to moje otoczenie. O domu czytam.
4) DESTYLATY IRLANDZKIE, czyli www.destylernia.blox.pl
Jakkolwiek pisze rzadko, to ciekawie, z luzem i dystansem do swiata. Polak w Dublinie, ale przekroj tematow, jakie porusza na blogu, jest naprawde szeroki.
5) MEXICAN. www.mexican.blox.pl
Wreszcie sie zebralam i dodalam zakladke, co bede taka skapa- dzielic sie powinnam dobra lektura :) Mexican bardzo fajnie opowiada o Meksyku. Swojsko. Jakos tak... Jezu, ile jest na swiecie ludzi, z ktorymi chcialabym keidys pojsc na piwo, i posluchac ich opowiesci na zywo!
6) LAPOLAQUITA, www.lapolaquita.blox.pl
To pewnie bedzie dla niej niespodzianka :) Ale zagladalam tam czasem, ostatnio rzadziej- zaluje- ale ten blog sie fantastycznie czyta. Ile obserwacji, spostrzezen, takich...moich :D La Polaquita zna Jozefa, tyle powiem :)
7) Ta nominacja bedzie troche dziwna, bo blog zniknal jakis czas temu, i na razie wisi tylko na drzwiach kartka, ze wroci, byc moze w nowej, lepszej formie. Mam nadzieje. The Church of Phaet- www.phaet.mylog.pl -  jak ten czlowiek wykreca rzeczywistosc! Przy lekturze jego bloga niezbedna jest czujnosc i poczucie humoru, potrzebne przy ksiazce Sledzia Otrebusa-Podgrobelskiego (zainteresowanych odsylam- poza blogiem- do ksiazki pt. `Wstep do imagineskopii` :P ) To, co on robi(l) ze swiatem na swoim blogu to wrzucenie go do kalejdoskopu i solidne potrzasniecie. Pyszne rzeczy wychodza :D

I to tyle. Mam nadzieje, ze niewymienieni nie czuja sie w zaden sposob pominieci, poniewaz moglam wymienic tylko siedem, a chcialam podac najbardziej przekrojowo, i w zgodzie z wlasnym obecnym zapotrzebowaniem na konkretny typ blogowej lektury :)
Dla odprezenia- patrzcie, co mi wyszlo w quizie *_* Nie, zebym tego nie wiedziala, patrzac po przekroju wiekowym ludzi, w towarzystwie ktorych sie obracam, imprezuje, i czuje jak ryba w wodzie :D Ale jednak- jakas Generacja Y, X-factor, diabli wiedza, co jeszcze O_O Ktos ma pomysl na inne fajne literki, pod ktore moge sie podczepic? :P

What Generation Do You Belong In?

You Belong in Generation Y
You fit in best with people born between 1982 and 2001.
You are cooperative, flexible, and adaptable.
You know the world changes quickly, and you're eager to change with it.
You are socially responsible, forward thinking, and open minded.
niedziela, 15 marca 2009
Holenderskie impresje
Amsterdam

Wrociwszy.
Pozwolilam Amsterdamowi wsączyc sie w moją dusze przez podeszwy, wyszlifowalam jego bruki do krysztalowego polysku, wedrując, krąząc, blądząc, w deszczu, w sloncu, znowu w deszczu... Niezmordowanie.
Swiezy, ostry wiatr czasami rozwiewal geste opary ziela, wypelniajace uliczki nie tylko noca, choc po zmroku zapach jointow osiadal ciezkim kozuchem na ulicach, dobiegajac od niemal kazdego przechodnia, nie tylko z coffee shopow, ktorych w Amsterdamie wiecej, niz koszy na smieci.
Moglam sie przyjrzec nocnemu zyciu miasta dosc dokladnie, nie zawsze tez nocne jego dziela tak znow rozne byly od dziennych; przez te kilka dni mieszkalam w czerwonej dzielnicy. Nie raz moja droga przecinala rozneglizowana prostytutka, ktora wyskoczyla z okna po papierosy, tak akurat- do porannej kawy. Szybko sie mozna przyzwyczaic, choc nie do jednego: do widoku ich szczesliwych usmiechow wieczorem, tak przekonujących, tak ludząco radosnych i szczerych. Zapewne wydrapalyby mi oczy za to, ze im nie wierze; te rozpromienione, wymalowane twarze napelnialy mnie smutkiem.
Nocny Amsterdam mnie troche przygnebial. Zupelnie jak Tokio- barwne, halasliwe, kuszące, i nagle, nie wiedziec kiedy, wyrywąjace czlowiekowi zimną dziure w duszy. Obce i grozne.
Dzienny kocham.
Caly wtorek i czesc srody spedzilysmy z Karin i Emilija biegajac po miescie i zbierając fanty, jakie przypadly nam w udziale wraz z przewodnikiem- zmyslna rzecz: ksiazkowy przewodnik, poza mapa zawierajacy kupony ze znizkami, lub wrecz uprawniajace do drobnych darmowych przyjemnosci w calym miescie. Przez co Amsterdam zmienil sie magicznie w swiateczny kalendarz, po ktorym trzeba przejechac palcami, zeby odkryc okienko z ukryta za nim czekoladka.
Byla, rzeczywiscie, i czekolada, takze kawa, herbata, byl otwieracz do butelek Heinekena, darmowe wejscie do Nieuwe Kirk, a takze pyszna bananowa naleweczka w klimatycznej winiarni niedaleko wspomnianego kosciola. Mialam tez dostac prezent w szlifierni diamentow, ale dziwnym trafem kazden jeden taki przybytek zaklinal sie na wszystko, ze tak jak najbardziej, dostane - `w tej drugiej filii`. O tam, za mostem. Rzecz jasna, nikt sie nie przyznal, i moj diament osmiokaratowy przepadl. A fortuna byla juz tak blisko!...
Ach, cukierki tez dostalam. Cukierki od nieznajomego, usmiechnietego pana, ktory wcisnal mi do reki nieduze metalowe puzderko. A w srodku grzechocze cosik, moze maly, srebrny grosik!...O_O
Przez caly dzien nosilam je w kieszeni, zapieczetowane, zdecydowana wprzody poradzic sie swoich `Holendrow`, nim zjem takiego zagadkowego fanta, wreczonego znienacka w marokanskiej dzielnicy -_-
Mietowki. Pff.
Ciamkalam je potem do konca pobytu, gorszac reszte wycieczki, widno przekonanej, ze jak sie wcina w Amsterdamie male, biale pastyleczki, to nic dobrego z tego byc nie moze 8-) Zepsuty swiat...
Ponownie odwiedzilam muzeum Van Gogha i Rijksmuseum, i choc turbulencji przy tym bylo wiele, tlumy nieprzebrane, ochrona drazliwa i nieprzyjemna- widok wielu sposrod zgromadzonych tam plocien koil zmysly. Odkrylam ze zdumieniem, ze inny, niz zawsze, obraz Vincenta przykul moja uwage, jak zaden! Nie `Bialy sad`, nie te inspirowane orientem, nie irysy, tylko- `Pole pszenicy ze skowronkiem`


Byc moze za posrednictwem monitorow nie odbierzecie tego wcale, ale kiedy stanelam na wprost powyzszego plotna, poczulam niemal, jak letni wiatr mierzwi mi wlosy. Niesamowite wrazenie! Gapilam sie oniemiala na ten niepozorny obrazek tak dlugo, az wreszcie niecierpliwy tlum mnie przesunal.
Z radoscia zatem wyrwalam sie razem z Chrzestna do Utrechtu, nastepnie do Hagi- uprzednio jednak zlaziwszy kawal nieznanego, luksusowego Amsterdamu. Jakzeby inaczej, majac przewodnika, ktory najlepiej mogl mi pokazac zroznicowana architekture miasta. Wykazac, czym sie roznily XVII-wieczne domki, wybudowane na tamie, od XIX-wiecznych kamienic wzdluz kanalow, a takze zaprowadzic do willowej, secesyjnej dzielnicy moznych.
W Hadze- bylo morze, Gruby Kot, i duzo rozmow.
Studiowanie z dala od domu jest niczym mala dawka arszeniku. Nie jest to bowiem ani bardzo daleko, ani separacja nie trwa zbyt dlugo- od swiąt do swiąt, pozwala natomiast sie uodpornic na najbardziej przykre aspekty wyjezdzania. Wiec kiedy przyjdzie skoczyc na gleboką wode i wyprawic sie gdzies het! i na ho-ho!- ma sie niejaką odpornosc, i dotkliwa tesknota za domem nie dlawi czlowieka, jak mentalna szata Dejaniry. To, co sie odczuwa, jest czasem podszyte smetnym bluesem, ale mozna mimo wszystko skorzystac z dobrodziejstw oddalenia, i rozprostowac mysli. Spojrzec jasnym wzrokiem ponad horyzont, ze zdrowego dystansu, i przywrocic swiatu wlasciwe proporcje.
A moze to wplyw duzego miasta. TEGO miasta wlasnie? hm :)


niedziela, 08 marca 2009
Amsterdam, here I come

  Jutro o 5 rano wyruszam do Amsterdamu i zdecydowanie powinnam sie spakowac, albo przynajmniej naprawic sobie torbe, przy ktorej sie urwalo ucho.
Jednak zadecydowanie, jakie ubrania zabrac na 5 dni wycieczki, z czego blisko dwa spedze w podrozy, jest bardzo trudne, wiec zamiast tego wybralam sie na spacer.
W Danii generalnie sie nie spaceruje. Biega sie, owszem, wzglednie jezdzi na rowerze/ konno. W Bjerringbro ludnosc sie w dodatku zbiera w srody i soboty, zeby gromadnie sobie pobiegac, co tylko w moich oczach upodabnia to miasteczko do jakiegos wycietego ze strumienia rzeczywistosci sztucznego konstruktu z prozy Dicka O_O
Ja lubie spacerowac. W ogole- lubie chodzic. Lazic. Wloczyc sie.
Podczas przechadzki brakowalo mi kilku rzeczy, widoku chaotycznego, budzacego sie do wiosny zycia; ziemi, poznaczonej bytnoscia dzikow; rozleglego, pikowanego swiatlem lasu, przesyconego zapachem mchu i ziemi; psa, sadzacego susami przez lake... Gdy tak maszerowalam, kontemplujac uladzona, nudna urode dunskiego pejzazu, nagle przeszedl krotki, gwaltowny deszczyk; i wtem, spomiedzy galezi sosny 30 metrow przede mna, splynela na ziemie tecza.
Zielono mi strasznie.
Choc brakuje mi ostrego, swiezego zapachu przedwiosnia, czuje, ze zima sie skonczyla. Chcialabym, zeby te przelotne deszczyki zabarwily mnie na zielono. I chcialabym zamiast wlosow miec teraz dlugie, blyszczace pasma soczyscie zielonej trawy.
Niechetnie wracam pod dach; w takie dni, jak dzis, mam wrazenie, ze gdy przyjdzie lato- przestane mieszkac w ludzkich domostwach. Przepadne w przyrodzie na dlugie miesiace. Pod sloncem, pod niebem, miedzy drzewami *_*
Kilka prac z Art Classes na deviancie. Przyjemnosci zycze.
piątek, 06 marca 2009
Witajcie w Elsynorze

Pamietacie Balazsa, chlopaka z szostego zdjecia szostego folderu?..Tak, tego co zostal uwieczniony na zdjeciu, jak brzdaka na gitarze.
Wyrzucili go wczoraj z Noergaardu.
Dostal pare godzin na spakowanie sie i w tajemnicy wielkiej, w trakcie zajec, odwieziono go na lotnisko.
Wiesc sie, oczywiscie, rozeszla kanalami, i kilka osob zdazylo sie z nim pozegnac. Ja niestety nie.
Powody? Coz, B. byl inny; rozchwiany emocjonalnie, momentami gwaltowny i nieprzewidywalny. Cos, czego poukladani Dunczycy nie mogli w zaden sposob przyjac, a juz tym bardziej poradzic sobie w inny sposob, niz ten najbardziej drastyczny. Wyrwac chwasta.
Wczorajszy wieczor trudno opisac, wydarzenie bylo przedziwna kulminacja dla napiecia i frustracji, budujacych sie przez poltora miesiaca w odizolowanym, malym swiatku hoejskole. Zdarzaja sie nawet tygodnie, przez ktore wiele z nas w ogole nie wychodzi ze szkoly. Przebywanie w zamknietej spolecznosci nie dziala na ludzi zbawiennie, drobne urazy i problemy urastaja do wagi dramatow zyciowych (jak z tym arszenikiem, kochani?..), a B. nie umial sobie z tym poradzic. I ponosilo go.
Wiec go wykopsali, co bedzie- psul innym humor.
Czesc z nas strasznie byla wsciekla na Dunczykow, na ich hipokryzje i nacjonalizm, na takie oslizgle, sekretne zalatwienie sprawy, jakby to byl brudny sekrecik: smieci pod dywan, a trupa do szafy. Gladko to, owszem, wytlumaczyli, ze bali sie, aby B. w porywie gniewu nie poniszczyl czegos/kogos/siebie... Ale nagle ludziom poprzypominaly sie sytuacyjki, kiedy to np. probowano wykopac z grupy Event Making obcokrajowcow, rzekomo nie mowiacych dobrze po angielsku, tymczasem okazalo sie pozniej, ze chciano to zrobic dla studentow dunskich, ktorzy nie mowia za dobrze w ww jezyku. Wiec lepiej prowadzic zajecia po dunsku, a rzecz naswietlic w ten sposob, ze to cudzoziemcy nie dosiegaja do standardow szkoly, naturalnie.
Fakt, Dunczycy placa za pobyt tutaj, my nie- to tez bywa zrodlem niesnasek. Ale nie jest to wg mnie powodem, by co jakis czas machac nam przed nosem sztandarem z wielkim sloganem `Okazujemy wam wielka lache, przyjmujac was tutaj, wiec okazcie wdziecznosc, bo wszak nie jestescie w polowie tak dobrzy, jak Dunczycy`. Tak, owszem, sa takie tendencje; i jak na mnie, bylam wyjatkowo odporna na ten przekaz; to juz wszyscy obcokrajowcy wokol zaczeli sie wsciekac na podobne rasistowskie hasla, przycinki i `zarciki`, nim wreszcie i ja to zauwazylam. O tak, dunski humor smieszna humor, ha-ha -_-
Wezmy H., najstarszego wykladowce; typowy przyklad zamoznego, sytego Germanina, ktory ma przepis na zycie dla calego swiata, bo jest starszy, i wszedzie jezdzil, poza tym jest Dunczykiem, `so shut up!` jakby podsumowala Vickie.
Na ostatnich zajeciach porownywal dunskie i czeskie poczucie humoru. W ramach dunskiego przedstawil nam kilka rysunkowych dowcipow popularnego karykaturzysty, ktory nabija sie z politykow. Owszem, dowcipne i pan rysuje z biglem- tyle. Ale nikogo jednak nie rozsmieszylo to na tyle (narysowanie polityka, ktory zazarcie walczyl z ekologami, ale potem zmienil podejscie o 180 stopni, porosnietego mchem, i podpisanie, ze `Mr.X is turning green` nie jest dokladnie fajerwerkiem wsrod zartow -_-), by sie rozesmiac. Na co H. zjadliwie `Zrozumieliscie to w ogole?`
W ogole to tak.
Pff -_- Bo to przeciez zart, ktory H. rozbawil to lez, wiec fakt, iz nas nie bardzo, swiadczy tylko o naszej wrodzonej tepocie. O, zarcikow o naszych malych mozdzkach H. ma pod dostatkiem, i jest to zaiste bardzo dojrzale, zeby 60latek drwil z naiwnosci 19latka; zywy dowod jego madrosci.
Ale co ja sie czepiam...wszyscy znamy dunskie poczucie humoru, prawda? Szczegolnie bawi ono muzulmanow.
Jako jednak rzeklam, sytuacja z Balazsem spowodowala najpierw wybuch, a nastepnie opadniecie adrenaliny i stresu, a takze sprowokowala kilka szczerych rozmow miedzy ludzmi, podczas ktorych moglam uslyszec nawet takie, bolesnie szczere wyznanie pod swoim adresem: `Poczatkowo tez nie sadzilam, ze ty jestes normalna, bo sie dziwnie ubierasz`.
No i fajnie; lepiej tak, niz atmosfera tajemnicy, niedomowienia, i zapieklej urazy.
A tak poza tym wiosna, panie sierzancie. Krokusy we wszystkich kolorach, przebisniegi, wszystko to rozpycha sie juz na przydroznych rabatach, ptaki daja czadu swiergotem, a ja sie zastanawiam, czy swietowac pierwszy dzien wiosny tutaj, z wielka pompa i w atmosferze niezrozumienia, czy raczej mala grupka kopsnac sie nad morze, by podpalic i utopic co trzeba.
Jakos nie mam szczegolnej ochoty zachecac aroganckich, srednio bystrych a przy tym sfrustrowanych Dunczykow do czynienia magii- morze wiec to bedzie.
Hm, jakby przez pokoj przemknal duch Ofelii- mowilam, ze wieje polnocno-wschodni -_-
środa, 04 marca 2009
Wieje juz polnocno-wschodni
Sytuacja na froncie bez zmian, nawet zauwazono lekkie pogorszenie.
Strasznie jestem juz tym zmeczona, i paznokcie mam w okropnym stanie z tego wszystkiego, ale brak mi pomyslu, jak przemowic do rozsadku komus, kto jest go doszczetnie pozbawiony. Byc moze zmienie pokoj, ale trzymam to w zanadrzu jako ostatecznosc. Musze wczesniej sprobowac mediacji, dyplomacji, poapelowac do wieku... Arszeniku mi trza 8-|
Moze wiec tymczasem mimochodem wspomne, ze weekend w Arhus udal sie wybornie, razem z kolega przemierzylismy wzdluz i wszerz uliczki drugiego pod wzgledem wielkosci miasta w Danii, a najwiekszego w Jutlandii. Obczailismy koncert jednego z nauczycieli, potem na naszej -nocnej juz- trasie bylo jeszcze kilka pubo-klubow, gdzie udalo mi sie nawet cale 15 minut pohopsac -_-
Tak, coz. Nie mozna miec wszystkiego.
Odbilam to sobie nieco w niedziele, kiedy juz powrocilam do szkoly, wymeczona i skacowana.
A tam- gwar*aktywnosc*zycie! /(O__#)/ Wieczorek zapoznawczy i gry budujace druzyne, albowiem przybylo okolo dwudziestu nowych osob! Yaaaay XD
Najlepsze jednak bylo na koniec, bo na powitanie odtanczylismy funky dance, ktorego nauczylismy sie cztery dni wczesniej. Zaiste, nie masz lepszego sposobu na kaca, jak zrobic sobie stojke bokiem- sprawdzilam.
Za drugim razem, ktoren nie jest uwieczniony na video, niech to demony XD
Jednak Arhus, Arhus... Coz za odmiana, jesli chodzi o koloryt lokalny. Jeszcze na peronie w Bjerringbro minelam kolejno ze trzy tlenione- u nas by sie powiedzialo, ze dresiary, bo dokladnie ten typ: platynowa grzywa- mocno przetrzebiona prasowaniem, farbowaniem, lakierowaniem, i prawdopodobnie lukrecja, ktora ci nieszczesni ludzie JEDZA (-_-)` - z obowiazkowymi albo po prostu nieuchronnymi czarnymi odrostami; kurtka-szweda (ha, zdrajcy narodu!) czy inna sportowa, siegajaca bioder i spodnie rurki. Adidasy jako ta wisienka na torcie- jednym slowem cud, miod i polskie lata 80te w pelnej krasie.
W Arhus natomiast...na dziendobry byl kolczaty punk w knajpce, w ktorej zatrzymalismy sie na kawe. Stal sobie oparty o kontuarek, po pieknym luku celujac wlosami w rozne punkty lokalu, i pociagal kawe malymi lyczkami. Moze mi sie przywidzialo, czy byl tam tez odgiety maly palec?...
Potem juz tylko lepiej, barwniej, roznorodniej- jakbym byla co najmniej w Hadze! Ciekawi ludzie; ladne miasto; mieszanina jezykow.
Bawienie sie na miescie jest co prawda potwornie drogie, wiec bez slowa przyjelismy metode- bawimy sie we wnetrzu, pijemy na zewnetrzu.
Przynajmneij przez kilka pierwszych godzin sie tego trzymalismy, bo pozniej zlamalismy zasade naszego nowo zalozonego, dwuosobowego bractwa i to byl zdecydowanie nieprzemyslany ruch O_#
Choc funky dance dalam rade odtanczyc :D
Zdjecia z Arhus- pod ponizszym linkiem. いっらしゃいませ~!ませ~ :P
Dania- Arhus
CURRENT MOON