RSS
wtorek, 28 kwietnia 2009
Butsumetsu

  Czy mozna miec swoje prywatne butsumetsu (pechowy dzien wedle kalendarza buddyjskiego), nawet jesli kalendarz glosi inaczej?
Bo ja chyba wlasnie mialam taki na wylacznosc, i nie wiem, co takiego sie w nim wydarzylo, co bylo ta czarna ostatnia kropla, ktora mnie do reszty przybila; w kazdym razie zaczelo sie niemila wiadomoscia, a potem bylo tylko gorzej. Burzliwie. Smetnie.
Teraz jest lepiej, bo dzien ma sie ku koncowi i jest szansa, ze po dolku nastapi gorka.
Choc nie, jutro wlasnie pani od rzezby postanowila pozwolic nam nasz urobek powypalac- WRESZCIE, prawie miesiac temu to to ulepilam- w zwiazku z czym przepadnie mi chor, wyjatkowo przeniesiony wlasnie na ten dzien. Doopa.
Sczesciem, dzis Slowacja gra z Kanada w hokeja, i kolega Slowak upichcil na okolicznosc musu czekoladowego. Wiec -pozorujac wielki zapal dla wyczynow bandy facetow z kijami na lodzie- doladowalam sie pysznym endorfinoczynca ^^ Jakby co- blame Canada :D
Inna mysl jeszcze mnie przygnebila dzisiaj; rozmawialam z kolezanka, Lotewka, ktorej rodzice w zeszlym tygodniu odwiedzili kraj nasz piekny nadwislanski.
I wywiezli same negatywne wrazenia. Ludzie wyczyniali dziwne sztuki, kiedy rzeczeni rodzice probowali placic w euro; miotali sie, ciskali, albo wrecz zamykali okienko (!) przy wjezdzie na autostrade (!?), zeby uciac dyskusje. Reastauracje jak z PRLu, raz, ze dysponowaly glownie Coca Cola, a nie jedzeniem, dwa- porazaly chamstwem obslugi.
I to niestety sa takze i moje wrazenia z kilku miesiecy spedzonych w Gdansku (przyklad: gruby ryk dziewczyny, pracujacej w jednym z gdanskich kebabow, bo wrzucilam ogryzek do kosza na smieci przed jadlodajnia; pechowo- kosz nie byl wylozony workiem, czego nie zauwazylam- my bad, ale tez mozna by sie spodziewac, ze knajpa potrafi sie zorganizowac do tego stopnia, zeby o takie detale zadbac), dlatego sklonna jestem wierzyc, ze z reszta Polski (z drobnymi, np. wroclawskimi wyjatkami) jest nie lepiej.
Chamstwo i zasciankowosc.
Przeraza mnie to. W Sopocie, w Poznaniu- jakos tego nie bylo, nie dostawalam atakow klaustrofobii, czy ciosu tonowa dawka niezmiernego prostactwa.
Najlepsze, ze chodze po sieci- i znajduje mnostwo, ale to mnostwo fascynujacych, inteligentnych, kulturalnych ludzi, ktorzy pieknie pisza, mysli w nich klebia sie bogate, i czytajac to serce roscie.
Tylko gdzie oni sa, w realu? W jakim kraju, na jakiej planecie siedza? I jak moge sie tam szybko dostac..? -_-`
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
I po balu, panno Lalu

  Więc, w dużym skrócie z notki, która była już na wykończeniu, kiedy nagle się wszystko zawiesiło i samoczynnie skasowało- piątkowa gala była znośna, umiarkowanie interesująca, ale na pewno malownicza, natomiast sobota- sukces, sukces i jeszcze raz sukces.
Po kolei jednak; z gali najlepszy był entourage niczym z XVIII-wiecznego balu, świece, stroje wieczorowe, tajemnicza randka w ciemno, liścik o której był dołączony do każdego damskiego zaproszenia...Trafił mi sie bardzo przystojny kolega, i cóż, że nie mieliśmy sobie wiele do powiedzenia- róża była prawdziwa, czerwona i bardzo ładna :) A wino z malinami we w kieliszku - pyszne.
Plus nauczyciel, z którym od dnia przyjazdu zamieniłam wszystkiego może ze cztery zdania, a który w pewnym momencie przysiadł koło mnie i uderzył w pogawędkę, pełną komplementów dla mojego angielskiego oraz- inteligencji.
Trochę dołujące :P Jeden taki komplement- to ukłon. Dwa- bardziej policzek XD
No ale jak się człowiekowi trafia Bad Hair Day on the Gala Day, to święty bożek nie pomożek -_- Zjedz twarożek, zbuduj stożek, i nie szalej, boś nie Mrożek XD O rany, zaczyna się...
Zanim mnie dopadnie Hyde'owa strona mocy- parę fotek:


Widać  tam po lewej rzeczonego nauczyciela; a także moją słodką ex-, to ta postać w okularach.
Sobota.
Chór zaśpiewał zacnie i radośnie, a kadryla odtańczyliśmy w strojach codziennych, co było zabawne, a dla mnie nawet bardziej, bo ja już miałam na sobie strój do funky, jako że postanowiliśmy się przebrać za ziomali z jednej dzielni :D
Więc stąpałam dwornie, gięłam się i pląsałam w bojówkach i moich balowych tenisówkach :P
Sam funky dance wyszedł świetnie- zatańczyliśmy stary układ, ale na osłodę wzbogacony małą pantomimą z życia dzielnicy :D Filmy nastąpią, później.
Potem (po trzecim prysznicu tego dnia, drugi był wówczas, kiedy to podczas szykowania wernisażu naszych sztukczyńców, oblałam się czerwonym winem; W oczy mi też chlapnęo i zapiekło do żywego, myślałam, że straciłam wzrok XD No ale jak szkoła serwuje szery za dwa cztery...\:P ..ale amatorzy i tak sie trafili, pozniej zreszta w tajemniczy sposob spotkala sie tam silna grupa pod wezwaniem, zeby "posprzatac" po wystawie ) nastapila czesc ekshibicjonistyczna 8-)
Moglismy wybrac po trzy prace, i ja zdecydowalam sie, jakze monotonnie, na same malowidla, ktore teraz- korzystajac z faktu, ze to moj blog i moge sie popisywac :D - przedstawie.
Pierwsza byla parafraza Vermeerowskiej "Dziewczyny piszacej list, ze sluzaca".


Wiekszym zainteresowaniem cieszyl sie wprawdzie moj Tanczacy Sziwa:

Wiele osob probowalo mnie przekupic, lub chocby sklonic do pertraktacji czekolada i chipsami, zebym odstapila praw wszelkich, ale ostatecznie pod mlotek poszlo co innego.
Naprawde- sprzedalam jedno swoje malowidlo O_O Jeszcze nie moge wyjsc ze zdziwienia- po raz pierwszy w zyciu! Juz zdarzylo mi sie zarobic graniem na ulicy, tanczeniem w klubie, a teraz- sprzedaza wlasnego lobrazecka O_O Swiat sie konczy...
Otoz szkola kupila ode mnie portret dunskiej piosenkarki, o ten:

Dziwnie mi. Nigdy nie musialam sie rozstawac ze swoimi pracami- znaczy, nigdy od czasu, kiedy gdanska ASPa odmowila wydania mi moich prac. Czego nie moge im darowac, taka fajna pacynke namalowalam- i zabrali ;_; Obuzy.
Jeszcze nie wiem, za ile sprzedalam, jakas syboliczna sume, to na pewno.
Ale szok O_O
Dlatego pozwolilam sobie na lampke czerwonego wina przed koncertem, ktory mimo to wyszedl rowniez swietnie, i ilosc tej swietnosci, zamknietej w jednym dniu, kaze mi sie lekac rownowazacego dzialania karmy -_-
Jednak radosc z grania ludziom tego, nad czym tak intensywnie pracowalismy, jest nie do opisania. I nie masz jak bariera swietlna, ktora izoluje cie od widowni, przez co nie widzisz tej setki par oczu, wpatrujacych sie w scene, widzisz zespol, grasz to, co od trzech tygodni gralismy we wlasnym gronie- i jest pysznie :)
Jest tez pozno O_#  Ooo, gorze mi, gorze...
piątek, 24 kwietnia 2009
Ostatnie relacja przed balem

  Za kilka godzin zaczyna sie gala; kadryl przećwiczony, zaproszenie leży na stoliku, kiecka wyprasowana. A tak, bo mimo iż przypadła mi przeklęta rola `mężczyzny`w parze- przy wydatnej przewadze kobiet nad facetami w tej szkole było to jasne, jak też było do przewidzenia, ze przy moim pechu bede w tej grupce bez partnera- założę sukienkę, obcaski i spinkę z piórem, którą sama osobiscie sobie zrobilam. A co. I nie potrafię prowadzić w kadrylu- zepsuje im taniec, i wcale, ale to wcale nie bedzie mi przykro.
Prawdę mówiąc, wiekszą mam ochotę posiedzieć w pokoju z piwkiem, niz isc do sali gimnastycznej tańczyć z koleżanką -_-
Cóż, nie jest to najgorsza rzecz, jaka mogła mi się przytrafić: Unige, która pierwotnie też miała tańczyć z dziewczyną, wybłagała u pryncypałki wyszukanie partnera, i dostała- najbardziej odpychającego nauczyciela ze wszystkich, prawdziwy 変態野郎. 45 lat, ale strasznie chce uchodzić za gorącego dwudziestolatka, i niemożebnie wręcz się umizguje do niektórych dziewczyn.
Na sposób duński, rzecz jasna, czyli jest arogancki, rzuca grube uwagi -styl "ciągania za warkocze" i rzucania papierowymi samolocikami niektórym, widać, nie mija - i pierwszą rzeczą, jaką robi w odpowiedzi na twoje "dzieńdobry" jest uważne przejechanie wzrokiem po tobie, z góry na dół, co jest dosyć obleśne.
Bardzo, bardzo skinny jeans, i kawał bielizny, prezentowany ponad paskiem biodrówek- trend bardzo modny w Danii. A ja uważałam, że 50letnie Japonki są śmieszne, keidy wkładają te wszystkie kokardki i falbanki...
Nie są. Są typowymi kobietami, chcą być śliczne, chcą być słodkie (przynajmniej niektóre), falbanki są super; facet, który za wszelką cenę chce być Tomkiem Sawyerem- to jest dopiero żałosne. Bo można być młodym duchem- i być przy tym choć odrobinę dojrzałym, mieć choć minimum dobrych manier.
Jutro przynajmniej bedzie nieco ciekawiej, bo zatanczymy funky; udalo mi sie przeforsowac wieksza czesc mojego frestyle`u - nawet! sklonna jestem zmienic pare fragmantow, w ramach ustepstwa :P Tak, kiedy przypada mi w udziale rola glownego zawiadowcy i rezysera..czegokolwiek- jestem raczej despotyczna.
Coz; jesli mam jakis plan- nie spie po nocach, wymyslam i dopasowuje w kazdej godzinie swiadomosci- to jest to wizja dosyc kompletna. I srednio mnie w takiej sytuacji zachwyca czyjes `O, albo nie! Zrobmy to tak!`
Bo wtedy mam ochote mowic duzo brzydkich slow.
Ale sie staram pracowac w grupie! Nawet jesli ta grupa wg mnie nie wie, co czyni... -.-

Byc moze w ktoryms momencie dzisiejszego wieczoru sie rozchmurze; po kadrylu ma byc uroczysty obiad, a nastepnie impreza kalibru tej, jaka się trafiła Tenel, gdy mnie odwiedziła. Czyli kolumny (doryckie) na sali gimnastycznej, `dj` przy komputerze, i -tu juz maly upgrade- jak plota niesie: darmowe drinki.
Jest wśród studentów jeden chłopak, świeżo upieczony dwudziestolatek, ktory ma już tak zniszczoną wątrobę, ze kilka tygodni temu wylądował w szpitalu, i teraz nie za bardzo mu wolno pic. Macie pojęcie? Dwadzieścia lat.
Pod innymi względami ta szkola też jest niszcząca: skręcone kostki sa tutaj co tydzień, najcięższy przpadek kuśtykał o kulach przez trzy tygodnie; byly wybite palce, wytracony dysk i wstrząs mozgu. But show must go on, kulawych i niedołężnych turla sie do pokoju, niech tam sobie liżą rany- i wraca do gry O_O
Specyficzny kraj.
Tymczasem wspomniany notkę wcześniej kolega przeszedł od chłodu do kąśliwości, i tym samym totalnie zburzyl i tak juz nadwątloną opinię, jaką o nim miałam. Przygnębiające jest to, że nadal tak kardynalnie potrafię się mylić co do ludzi.
środa, 22 kwietnia 2009
Złoty Szpadel 2009

  W szkolnym barze na ścianie wisi wielkie tekturowe koło, którego brzeg jest naszpikowany gwoździami, po całym obwodzie; obok każdego widnieje imię. Między nimi szaleje zamieć czerwonej włóczki, rozchodzi się promieniście od gwoździkow, po dwie, cztery nitki; od niektórych nie odchodzi żadna, więcej jednak takich, od których odchodzi pięć, sześć...
`O, jakiś Andriej miał powodzenie. Siedem zaliczył` rzekł w zadumie kolega `A Ty do tej pory jaki masz wynik?` spytał po chwili beztrosko.
Dopiero wówczas zrozumiałam sens tego koła, co oznacza, jakie rekordy uwiecznia. Kto je tam powiesił? Studenci? Czy -co bardziej prawdopodobne- raczej studenci do spółki z nauczycielami?
Brak chęci z mojej strony, by chwalebnie gęstym włóczkowym szlaczkiem wypisac swoje imię w historii szkoły, nie znalazł zrozumienia ani wiary, i musiałam -dla dobra znajomości- ewakuować się z przyjęcia.
O tempora, o mores...
Ja naprawdę lubię muzykę i sztukę, taniec i śpiew, i to w celu uprawiania tych sztuk wybyłam do Danii; a już na pewno nie w głowie mi romanse z kimś, kto po tygodniu poleci na dalszy łów, żeby mieć lepszy wynik, niż Andriej -_-`
Tymczasem odnoszenie się kolegi do mnie ochłódło nieco.
Przykre. Zważywszy na okoliczności- lepiej dla mnie. Bycie Duńczykiem jest niezmywalnym piętnem i z każdego prędzej czy później wylezie- nie da się ludzi wyprać z narodowych przywar, niestety.
Tymczasem wielkimi krokami zbilża się Family&Friends Day, czynimy rzeczy tyle, ile poprzednio wypisałam; jednak co zdumiewające- ludzie się bardziej przejmują galą, imprezą dla nas, studentów, i tylko dla nas. Co wszystkich tak porusza, pytanie?
Fakt, ze tańczymy dworski renesansowy taniec, złożony z pięciu odrębnych układów, i jest co nieco do zapamiętania. Ale JEST to do zapamiętania! No i co najważniejsze- tańczymy to dla siebie, jako elegancki wstęp do rozpusty, ktora nastąpi zaraz po tym. Czym więc się tu tak zaraz denerwować?..
W sobotę, dla odmiany, tańczymy funky dance, przed tłumem gości, jednak nikt się jakoś tym nie przejmuje; nie pali, zeby przećwiczyć to choć raz, czy zgodzić wreszcie na jakiś freestyle (ułożyłam już dwa układy, na zaś, ale zakład, że towarzystwu nie będzie coś pasować?..) Zaś co kogo zapytam o widoki na małą próbę, słyszę jęk, ciężkie, z głębi udręczonych płuc dobyte westchnienie i tekst `Funky dance? Oooj, nie, na to to nie mam dziś siły...`
Staruszkowie. Sterani życiem wyrobnicy. Których totalnie złamalo robienie ozdób do włosów przez trzy godziny (też zrobiłam, sztuk siedem), a potem jedna próba tańca dworskiego i 15-minutowa próba zespołu. Przy czym obraz niech będzie jasny: część zespołu występuje tylko w dwóch z trzech piosenek- ja gram do każdej.
I do dworskich podrygów poszłam na obcasach. I jestem starsza o kilka lat od moich biednych, znękanych życiem współstudentów, którzy oszczędzają akumulatory, jakby co weekend czekało ich ratowanie świata  -_-` Conajmniej.
Brak mi słów, żeby wyrazić, jak mnie to mierzi i zniesmacza, to kwękanie i stękanie, to znużenie dniem, ledwie ów się zacznie, i przede wszystkim totalna niechęć do zrobienia czegokolwiek, co grozi zmierzwieniem włosa.
Takim ludziom mam ochotę przyznawać Nagrodę Szpadla, ażeby jeszcze żywszą mieli świadomość nieuniknionego spoczynku w piachu, do którego im najwidzoczniej tak śpieszno, ze już teraz się mentalnie przymierzają do trupiego bezruchu.
Profilaktycznie chyba; żeby się wygniótł właściwy kształt dołka -_-'
sobota, 18 kwietnia 2009
Wiec w odpowiedzi na cisze - cos sobie napisze

No i coz. Zrobilam sobie kawke, otworzylam na osciez okno, wlaczylam muzyczke i- niiiiiiiic.
Jest masa rzeczy do opisania. Ale slow znalezc nie moge. Mam wrazenie, ze zasoby mojej pomyslowosci, znalazlszy cudowne szerokie ujscie w postaciach innych, bardziej gwaltownych, niz pisanie, popedzily tamoj szeroka struga, nie zostawiajac ani kropli dla popisu cywilizacyjnymi zdobyczami typu: jezyk, mowa, pismo. Nie mam sily na chwile refleksji; chcialabym bezrefleksyjnie rzucic sie w wyczerpujacy tan albo przypominajace zen sterczenie przed sztaluga.
Naprawde, duzo przy tej czynnosci nie mysle :D
Oskarzam slonce. To ono, ono to sprawilo; jest zbyt oslepiajace, otepiajace, i w dodatku mnie podpieklo, dlatego dla zdrowia moja lewa polkula mozgowa przyjmuje cechy tej drugiej, jak kameleon, albo sie zgola wylacza, w zwiazku z czym- chodzi o forme, ksztalt, plame barwna. Nie o tresc, znaczenie, analize logiczna. Czegokolwiek; wszystkiego.
Trudno mi zatem pisac notke, kiedy wolalabym ja zatanczyc. Z kijami do filipinskiej sztuki walki, pomalowanymi na pomaranczowo, z przyczepionymi don pekami barwnych wstazek, spiewajac przy tym w glos piosenki Cole`a Portera :)
Duzo piosenek ze soba przywioze do Polski. Sterty nut, i jeszcze wiecej melodii w glowie. Cole Porter jest naglym objawieniem- i czy to kwestia mojego obecnego zauroczenia, czy kiedys te piosenki rzeczywiscie byly bardziej melodyjne, piekniej skonstruowane? O slowach moze i prostych, ale dziwnie poruszajacych.
Szczegolnie `So in love`; ale wiecie, jakie wykonanie jest wedlug mnie najbardziej wiarygodne, najbardziej o milosci? Postarzonego Kelvina Kleina, spiewajacego dla postarzonej Ashley Judd, w filmie `De-lovely`. Ten utwor nie chce wyjsc mi z glowy, nucilam go sobie nawet podczas nudnego koncertu jazzowego w piatek (zanim zaczelam obmyslac kroki do feestyle`u, wtedy kontrabasowe burczenie sie nawet przydalo, jako miernik rytmu :P).
W przyszlo sobote jest Family and Freinds Day; nasz zespol zagra, nasz chor wystapi, nasza grupa ze sztuki wystawi swoje prace, zatanczymy funky dance (z freestyle`owa wstawka)...
Szczesciem, z filipinskiej sztuki walki na kije niewiele jeszcze umiemy, bo inaczej- jestem tego pewna- nie ominelaby nas prezentacja. Na wszelki wypadek jednak pocwicze sobie dzisiaj- bable na rekach, powstale podczas pierwszej lekcji, juz zniknely :) Czas narobic sobie nowych XD

wtorek, 14 kwietnia 2009
Wodny pomost miedzy narodami

Kroki uslyszalam wczesnym rankiem; dobiegaly glosnym echem z korytarza, nastepnie -juz bardziej ostrozne- przeniosly sie do przedpokoju, zblizyly do moich drzwi. Pomyslalam, ze to ona i przekrecilam sie na drugi bok.
Ale wtedy- rozleglo sie delikatne, cichutenkie pukanie do drzwi.
Ona nigdy by tego nie zrobila.
Ta mysl podniosla mnie blyskawicznie do pozycji siedzacej, nie wiem, kiedy bron, ktora cala noc mialam obok lozka, znalazla sie w moim reku.
Wycelowalam w drzwi i -
`Prosze`.
Nacisnelam spust, ledwie ich ujrzalam.
Bande facetow z wielkim
wiadrem
wody.

Dali mi czas, minute; wyzebralam dwie. Ledwie opuscili moj pokoj, kurtuzayzjnie dajac mi chwile, bym sie ubrala, przyskoczylam do drzwi i przekrecilam zamek. 20 sekund pozniej, ubrana, bezszelestnie wymknelam sie przez okno. Pierwsze i drugie drzwi zamkniete; do trzecich musialam przebiec po otwartym polu, ale no bogow- gdybym zwlekala, dorwaliby mnie jeszcze szybciej.
Dobieglam. Przeszukalam dwa korytarze w poszukiwanie lepszego kalibru broni, ale na prozno- zdaje sie, ze gruntownie przetrzasneli teren przede mna.
Nie majac wiec wyboru, zaczailam sie za weglem, sciskajac w dloni spryskiwacz do kiwatow, i pogryzajac gruszke dla zabicia czasu.
Oczywiscie, 3 minuty pozniej bylam przemoczona do suchej nitki, mimo brawurowej ucieczki zainkasowawszy trzy albo i cztery dzbanki czy wiadra wody; niestety, dranie, postawili na mojej drodze wlaczony odkurzacz z masa kabla, splatanego na podlodze.
Mialam do wyboru: wbiec na wlaczony odkurzacz i dac sie polac woda, albo zatrzymac sie, podjac walke- i dac sie w koncu oblac woda, ale na nie przewodzacym pradu dywanie.
I went down fighting, that I did.
Mozemy zatem powiedziec, ze idea Lanego Poniedzialku przyjela sie w Danii jak chwast: krzepko i natychmiast, z pewnymi mutacjami.
Takimi na przyklad, ze po prysznicu, jaki mi zaserwowano, nie ja dawalam fanta, ale mi wreczono piwo.
Dzis natomiast Wegierki urzadzily zemste podle swoich tradycji, otoz- tam dziewczyny polewaja chlopcow we wtorek, same bedac polanymi, tak jak i u nas, dzien wczesniej.


Tymczasem Dunczycy wrocili.
Czesc z nich sie zresetowala przez te swieta, i wrocili do stanu nie-odzywania-sie-bez-potrzeby do cudzoziemcow; taka bez-potrzeba jest np. odpowiadanie na `czesc`.
Co dowodzi najlepiej, ze niektorych ludzi sie po prostu nie da ucywilizowac.
czwartek, 09 kwietnia 2009
Laba tajm

  Dwa dni szalenczych przygotowan, dopracowywania scenariusza, robienia scenografii, kostiumow i rekwizytow, by wreszcie, w dniu zero, w 15 minut- bylo po wszystkim.
Calosc byla zadziwiajaco spojna, mimo tego, ze poszczegolne stadia historii opracowywaly niezalezne grupy. Zabawne, ze wszystko, co dostalismy w niedziele wieczorem, to opowiastka wprowadzajaca- kosmici chca najechac Ziemie, wiec wysylaja swojego szpiega w przebraniu oraz pod falszywym nazwiskiem `Paris Hilton`, na nasza planete- oraz trzy wymyslone, a nastepnie przeglosowane przez nas placowki: Zoo, Christianie i konkurs raperski w Bostonie (to ostatnie ja wymyslilam :P ).
I czas start!
Czuje sie dodatkowo usatysfakcjonowana, bo podczas przydzielania nagrod nasz scenariusz zostal wybrany jako najlepszy- mysle, ze mam prawo do niejakiej dumy z tego tytulu :) Ludzie  rzucali pomysly, a ja zmudnie to latalam, kleilam, wygladzalam, cielam i rozwijalam kwestie- wyspanym czlowiekiem prze te pare dni to nie bylam, oj nie.
Zas teraz laba, cisza i spokoj, po czesci zapewne z powodu odszpuntowania zdobycznego wina wczoraj. Dosc podlego bylo sortu, co nie przeszkodzilo nam jednak opic sie nim do nieprzytomnosci, przez co dzis wiekszosc ostalego sie w szkole narodu przygaszona jest jakas i mowi tonami subtelnymi, nieledwie glosniejszymi od szeptu. Leza gdzies teraz i, jesli wierzyc plotkom, maluja w otepieniu jajka. Standardowa procedura leczenia kaca.
Ja za to, jeszcze bardziej w zgodzie z procedurami, chwycilam nozyce i - po uprzednim zapoznaniu sie z kilkoma tutorialami na youtubie- podcielam sobie sama wlosy.
Efekt jest wysoce zadowalajacy. Moja wiara w duchy opiekuncze, trzymajace nas czasem za glowe i dzierzace ostre narzedzia rece, wzrosla po trzykroc.

Przedstawie Wam teraz moj nowy plan zajec, jaki sobie zaplanowalam na druga czesc pobytu:
Pon.: 9:20-12:15   Muzyka
        13:30-15:00  Muzyka
        15:30-17:00  Malarstwo

Wt.:  9:20-12:15  Muzyka
        13:30-15:00  Filipinska sztuki walki na kije
        19:30-21:00  Chor

Sr.:   9:20-10:00  obowiazkowe spotkanie grup korytarzowych
        10:00-10:45  wyklad albo zajecia, dotyczace muzyki
        11:00 -12:00  obowiazkowe sprzatanie
        13:30-16:00   moda i akcesoria

Czw.: 13:30-16:15   Sztuka
         16:15   Taniec

Pt.:    9:20-12:15  Sztuka
         13:30-15:00  Sztuka

Takze bardzo przyjemnie. Nie przemeczylam sie w wyszukiwaniu sobie nadmiernej ilosci zajec, bo i po coz. Pogoda sie robi, piegowata juz jestem strasznie, odkrylam fajne miejsca nad rzeka i jezioro w sasiednim miasteczku. Kto durny by w takiej sytuacji zapisywal sie na dunski?!



wtorek, 07 kwietnia 2009
Wiosenna goraczka

  I znow czyjas pozna wieczorna wizyta, ja kiwajaca sie, i walczaca ze snem...
Czy ludzie ustanowili jakies warty nocne przy moim wezglowiu? O_o
Bylabym moze i zaalarmowana tym, co moge juz uznac za wzor, gdyby nie to, ze zbytnio jestem zmeczona.
Projekt Chaos trwa.
Wystawiamy trzyaktowa sztuke, a kazdy z aktow jest calkowicie pisany i rezyserowany przez niezalezna grupe. Grupy maja ambasadorow, ktorzy kontaktuja sie ze soba nawzajem, lub przez gonca w postaci nauczyciela; poza tym jednak- wszystko to, co dzieje sie w grupie 1 i grupie 3, jest dla nas tajemnica. Tak samo jak i to, co my wyczyniamy z postaciami dramatu, bedzie niespodzianka dla pozostalych grup.
Gdy sie juz przedre przez zmeczenie i niejaka irytacje (coz, to bylo do przewidzienia, nastepuje kumulacja; Terezia, mnostwo zajec w grupach, i wreszcie, przed swiateczym luzem- maksymalne natezenie wszystkiego naraz O_o"), przyznaje, ze niezle sie bawie.
Mimo, iz powolnosc i totalne rozpieprzenie ludzkiej uwagi doprowadza mnie do drgawek -_-` Po co sluchac, gdy ktos jasno i klarownie wyjasnia, o-co-loto, dlaczego w scenie A jest B? Lepiej tepo wpatrywac sie w okno, i nagle wbic sie w dobiegajace konca objasnienia naglym `Ale, znaczy, ze co?...`, albo- och, to pytanie wywoluje we mnie niepowtarzalna mieszanke uczuc roznorakich- `Hej, ale dlaczego w scenie A jest B?!`
Nie jestem w stanie zrozumiec, z jakiego metalu sa karby, w ktorym trzymaja swoje nerwy tacy ludzie, jak rezyserzy, czy politycy. Oni musza sie z czyms takim uzerac bez ustanku- ja po dwoch dniach mam tik nerwowy.
Wczesniej przez takie terminy a zmagania z wlasnym temperamentem przechodzilam tylko wowczas, gdy Iben na prozno starala sie nauczyc ludzi podstawowych zasad obslugiwania pracowni.
Nic z tego- pedzle, oblepione akrylami, bez przeszkod zastygaja w kamienne sople, a martwa natura to jedynie przypadkowy zbior rzeczy, ktore mozna sobie dowolnie przestawiac, by zrobic miejsce na swoj kubek z kawa -_-`
Ale jest wiosna; slonce, przechadzki nad rzeka, zielonosc wreszcie zaczynajaca wychynac spomiedzy burych galezi, nieuzasadniona radosc, rozpekujaca mi skronie i przesliczna kiecka, ktora zobaczylam w internecie (na piesniarce Beth Quist):


Cyganskie legendy nachodza mnie i dobijaja sie do zakamarkow pamieci przy lada okazji, spiewam sobie hymn Christianii i afrykanska piosenke, ktorej nauczyla mnie Madalina, i strasznie, ale to strasznie chce mi sie wyruszyc dalej.
sobota, 04 kwietnia 2009
Wystepy

Po parodniowej walce i naglym jej zaprzestaniu- jakby ktos poluzowal w czlowieku nadmiernie napieta strune. Wraz z ulga i odprezeniem, naplywa straszliwe zmeczenie i otepienie; mimo to, znienacka musialam podjac walke, tym razem ze znuzeniem, bo mimo iz wczoraj chcialam juz tylko isc spac, bez nastawiania budzika, po prostu: spac az sie obudze- nie dane mi bylo. Zyczliwe, i w kazdy inny dzien bardzo mi mile towarzystwo zawitalo do mojego pokoju, spragnione jakiej nie badz rozrywki, i siedzialo do polnocy, a ja kiwajac sie, jak na tureckim kazaniu, skupialam wysilki na utrzymaniu oczu otwartych.
Walka, ktora toczylam przez ostatnie kilka dni, byla niecodzienna i jedna z trudniejszych, jakie sie w zyciu toczy. Walczylam z wlasnymi demonami.
Sama! Dobrowolnie sie pchalam na bagnety! Jaki jest rzeczownik na okreslenie takiego czlowieka, poza `idealista`, `rewolucjonista`, `samobojca`?
Masochista?...
Sa rzeczy, ktorych sie boje; ktorych robic nie lubie; ktore sprawiaja, ze serce we mnie zamiera, a wszystkie miesnie minimalnie sie napinaja i kurcza, i nie jest to znaczna zmiana, ale ze wszystkie robia to naraz- cale cialo mnie boli.
Jesli to sie nazywa `miec motyle w brzuchu`, to moje motyle maja kly i pazury oraz zieja nienawiscia wobec mnie.
I dzieje sie to wtedy, kiedy musze publicznie wystapic.
W zwiazku z tym- co robie: w czwartek gram na pianinie przed pelna sala podczas porannego apelu, pol godziny pozniej odstawiam scenke mitologiczna, wystepujac w roli Lokiego ( to akurat bylo fajne; lubie grac), wieczorem biore udzial w Konkursie Talentow, nastepnie w piatek przed sala nawet pelniejsza spiewam sopranem romanticzna piesn, do tego po wlosku.
Tak. Stres ponoc jest glownym bodzcem pobudzajacym do zycia.
Moj boze, ilez to zycia musi we mnie od wczoraj buzowac!... Widac to bylo szczegolnie po tym, jak sie dowloklam do pokoju, odkorkowalam piwo, i padlam na tapczan, gdzie pozostalam do dzisiejszego ranka -_-
I tak dobrze, ze z Jutti- druga solowka po wlosku- oswajalysmy sale na wieczor przed wystepem. Przez dobra godzine spiewalysmy tam, wylysmy, klelysmy i smialysmy sie z tego. Tylko ta swiadomosc, ze sala nie takie rzeczy juz widziala, i jest juz przez to de facto moim miejscem, uratowala mnie w momencie straszliwego zacisniecia sie krtani, kiedy dotarla do mnie porazajaca prawda: slucha mnie TLUM. To, i silne postanowienie, ze nie zawiode Johna- naszego tymczasowego nauczyciela spiewu. Przemily, cieply czlowiek.
Udalo mi sie wowczas jakas odlaczyc lewa polkule mozgowa od prawej, i skupic tylko na tej tworczej. Podzialalo, ale tez pozostalo mi tylko mgliste wspomnienie, jak sie ta koncowka odbyla; w przedziwny sposob przeplynelam ponad wydarzeniami. Aparat glosowy automatycznie odtwarzal, co odtworzone byc mialo, ale bez znacznego udzialu mojej swiadomosci.
To i tak lepiej, niz Juti, ktora wykasowala sie zupelnie, i w ogole nie pamieta wystepu O_o
Widzicie, co to miejsce robi z ludzmi? Indukuje reset systemu.
Wszyscy byli potem kochani, i plawilam sie w komplementach; nawet nie jest wazne, ile w nich bylo prawdy (acz mam ogromna nadzieje, ze z 70% -_-). Liczy sie to, ze chcieli sprawic, bym sie poczula lepiej odnosnie tego wystepu.
Pompka, ladujaca mnie pozytywna energia, byl na pewno talent show, kiedy to wystawilismy nasz skarpetkowy teatrzyk. Wygralismy w cuglach, dostalam w nagrode bidon z logo szkoly, ale mniejsza z tym; moja skarpetka z cylindrem swiecila triumfy popularnosci- czulam sie jak rodzic, ktorego pociecha podbila serca publicznosci rozczulajaca gra na grzebieniu *_*


A teraz ide zazywac slonca; jaskrawego, palacego kwietniowego slonca, ktore nie wiadomo skad pojawilo sie nad Dania, ale nie czas na zadawanie pytan- czas na wycieczke.
CURRENT MOON