RSS
sobota, 26 maja 2007
Disaster strikes!

 Wczoraj na uniwerku gruchnela wiesc, ze ktos zachorowal na rozyczke. I smsy od zdenerwowanego Gakusei saabisu: Zamknijcie okna I drzwi, nie wychodzcie z domow, wezwijcie Kapitana Amazing! Zajecia odwolane, w tym I impreza dla studentow- co jest zdecydowanie dobre- jednak zamknieto calutki uniwersytet, odlaczajac mnie tym od skanera I pianina, co zlem jest bezwzglednym. Nie zmienia to jednak faktu, ze kraze radosnie po akademiku, celebrujac nieoczekiwane wakacje, I nucac sobie piosnke Queensryche `Spreading a disease`….Nie, oczywiscie, ze nie mialam nic wspolnego z zaraza. Tego dnia nie dotarlam na zajecia, w wyniku dezinformacji kolegi Golfa, ktory dla tajemniczych powodow nie chcial chyba, zebym tego dnia sie w szkole pojawila. Oto POSZLAKA; wirus jest wynikiem sabotazu, ktorego sprawca jest Tajem oraz moim sasiadem.

Poniedzialek, wtorek I sroda uplynely mi pod znakiem Takarazuki. Przede wszystkim dzien pierwszy, w ktorym obejrzalam `Elizabeth` z Natsuki Mizu, oraz przy okazji Mate Kamarasa, ktory sie pojawil na widowni, piekny, blond, I rozsylajac wokol lsniace skry usmiechow, robiac furore wsrod Japonek…Kiedys zaszczyce Wieden swoja obecnoscia, po to jednak, by obejrzec Uwe Krogera jako Smiercia.*__*

We wtorek shinjinkoen, czyli ta sama sztuka, jeno z obsada nowicjuszek. Ktore wybitnie nie potrafily spiewac. Bardzo nieprzyjemnie sie slucha falszowania, co dopiero, gdy jest to sztuka, ktorej muzyke ma sie nuta po nucie wytatuowana w pamieci. Ale wielkie nadzieje wiaze z wiodaca rola (Sao Kurama); dziewczyna ma bardzo niski, dzwieczny glos ( gdy mowi..-_-`) I zaczatki scenicznej charyzmy. Obaczym….

I sroda. Spektakl na Umedzie, sam w sobie dosc mialki, ale trupa wybitna, jednak najwazniejsze- na widowni pojawila sie Asaji Saki, wywolujac poruszenie w calym teatrze I moje osobiste palpitacje serca. Zastanawiam sie, co spowodowalo wieksze wzruszenie: moment, w ktorym zaczela sie `Elisabeth` a ja uswiadomilam sobie, ze wreszcie ogladam ten spektakl na zywo- czy gdy zobaczylam Saki na sali.

-----Sroda, stanowczo.

Popelnilam zdjecie, zanim obsluga teatru dopadla mnie I rozbroila, jednak- jak nalezalo sie spodziewac po moim wielkim przejeciu- zdjecie wyszlo, bokiem aparatowi ale.


Potem, podczas demachi, czailam sie z aparatem, I obejrzalam wymarsz wszystkich aktorek- nawet Kiriyan, ktora tam nie grala, ale jakos sie zaplatala w tlumie :P Jednak Mariko nie wyszla- pewnie zostala w srodku, opijajac z wlascicielem teatru stare dobre czasy. Moj pierwszy Smierc…I drugi spektakl Takarazuki, jaki w zyciu obejrzalam. To by wystarczylo dla zostawienia wrazenia, a dodajmy do tego sama osobe Asaji. Heh…

Kandou desu :D

Tymczasem- burze, I skwar na przemian, plus fakt, ze co dzien jest sauna, czy slonce czy deszcz. Niebosklon nie moze sie zdecydowac na kreacje, I zmienia ja co 15 minut, zapewniajac sporo doznan estetycznych, jak juz sie, oczywiscie, czlowiek zdola odlepic, do czego sie mimochodem przylepil, I podejsc do okna, by spojrzec.

A oto scenka z demachi na Umedzie. Przeslicznie to wygladalo, nie psuli tego swoja obecnoscia nawet przystrojeni mlodziency, kwiat japonskiej mlodziezy, ktorzy krazyli wokol, podsmiewajac sie i gryzac dlugie paznokietki z zawisci, a takze co jakis czas probujac wkrasc sie w strumien wzroku zebranych tlumow kobiet. Tlum olewal ich absolutnie i bez litosci, nie pomagalo im nawet paradowanie glownym przejsciem, utworzonym dla aktorek. Co najwyzej budzili irytacje; przed Takarazuka nie ma co prawda takiej iluminacji, ale przechodnie przynajmniej wiedza, jak sie zachowac...:D



piątek, 18 maja 2007
Znow mieso w piatek i znow do piekla...
 

Od jakiegos czasu jestesmy na zajeciach bezustannie dreczeni fascynujacymi zagadnieniami z dziedziny wychowania I edukacji. Wiem, wiem, jestem na Uniwersytecie Edukacji, ale naprawde….Ni cholery mnie te kwestie nie interesuja, tym bardziej ze proba dyskusji z Japonczykami to tylko niebezpiecznie wysoki poziom absurdu, nicht mehr. Problem polega na tym, ze oni ze wszystkiego zrobia `-ron` ( `zagadnienie` w wolnym tlumaczeniu) Po prawdzie, ceche te dziela z Amerykanami: nie mozna o czyms normalnie porozmawiac; trzeba zaraz obtoczyc to w naukowym sosiku, wydac ksiazke, zwolac walna konferencje I wyrysowac tabelki.

Z japonska zwane `gurafu`. Ach, gurafu….Zmora I przeklenstwo zajec z Japonczykami, czy to w Polsce czy tutaj…

Anyway – z uporem godnym lepszej sprawy jestesmy wciagani w pogadanki o wspolczesnej mlodziezy japonskiej- -_-` ekspertow se znalezli..- dlaczego Japonczycy nie mowia po angielsku (`To wina aparatu mowy, jakim dysponuja Japonczycy! Li tylko!`), co sadzimy o systemie mundurkow w szkolach, I jakie znajdujemy trudnosci w kontaktach z Japonczykami (samych Japonczykow -_-` ). Dotarlo do mnie wreszcie, po co to wszystko.

Japonia w koncu zaczela trybic, ze cos jest nie-halo z jej kontaktami ze swiatem, I postanowila wyksztalcic sobie kadre, ktora bedzie w stanie wyksztalcic nowych Japonczykow, tak, zeby nie byli kosmitami. Wiec postanowili dzialac! Zwolac walna konferencje I pokazac wszystkim nowe tabelki, wykazujace jasno I przejrzyscie, jak sie sprawy maja, co jest czym czego I skad sie wzielo.

Prawdziwie, ciekawa jestem wynikow tej kampanii, choc obawiam sie, ze dluga droga przed nimi…

`Co sadzisz o japonskim systemie edukacji?`

`Coz, w Polsce na zajeciach z reguly wykladowca nie nawija sam przez 1,5 godziny; to czesto jest dialog jego ze studentami, lubo pytanie zadane audytorium jest - hear or! hear or!- ukoronawane odpowiedzia`. SZU!- zatanczyly dlugopisy nad kartkami, pilni studenci robia notatki. O_o

Odkryli.

Alleluja. -_-`

Wczoraj- zlot prawdziwy, stos swiezych gurafu I zapach rozgrzanego grafitu; plus ciagle te same pytania, o mundurki, o system, o mlodziez, o angielski…`Learn from native speakers, for crying out loud!..`. Ale nie. To te zle podreczniki, panie dzieju, I aparat mowy. Wszystko przez ten skomplikowany aparat mowy, spojrzmy no sobie na tabelke..

Meczylam sie tam strasznie- mam alergie na wykresy- a Ioana powiedziala mi potem, ze caly czas usmiechalam sie bardzo uroczym, bardzo milym usmiechem-----narysowanym centymetr od mojej twarzy. Ah, well…Ledwo usiadlam, odkrylam kamere wycelowana w moje oko, wiec sie zestresowalam.

W naszej grupie byl chlopak z punkowata blond kitka z tylu krotko wystrzyzonej czaszki, I w okularkach a`la Bono; byloby to nawet interesujace, gdyby nie gustowny ortalionowy dres, no ale rzecz gustu...Przedstawiamy sie, a koles: `Pewnie myslicie, ze jestem jakis dziwny, bo mam taka dziwna I zakrecona fryzure..` I nonszalancko przejechal dlonia po swoim blond skalpie. -_-`.  Szalenstwo I rebelia, jako zywo.

No ale dobra; dyskusja trwa, m.in. o wychowaniu fizycznym, I narodowym sporcie Brazylii- pilce noznej, a jako ze obecny przedstawiciel Brazylii byl kobieta, to kolega-punk wyskoczyl, ze Jackie to na pewno `trenuje` taniec. Sambe, I takie tam. Jackie- wielkie oczy, I powoli tlumaczy roznice miedzy tancem a sportem; ludzie, nie bedacy zawodowymi tancerzami, tancza dla przyjemnosci, relaksu, na imprezach….`Skalp` chwile renderowal, po czym pokiwal glowa z madra mina. `Tak, tak, wiem, ja sie bardzo tancem interesuje`. Nie ze- `lubi`. Interesuje sie; jak zbieraniem znaczkow. Dansu-ron.

 `A jakim tancem?` zainteresowala sie Jackie uprzejmie. `Street dance- odparl skalp dumnie.- Hip hop`. W tym momencie moj usmiech zdecydowanie zyskal na szczerosci; zwlaszcza kiedy przypomnialam sobie te wszystkie lokale, ktore w Japonii odwiedzilam, I przekonalam sie, ze dla Japoncow tanczenie na imprezie to jednoosobowy aerobik po godzinach. Polegajacy na tym, by stanac twarza do lustra czy innej blyszczacej powierzchni (a tylcem do reszty lokalu, bo wszyscy ci ludzie, migajace swiatelka, halas, jakas muzyka…rozprasza okropnie!), I krok po kroku przejsc przez wszystkie punkty ukladu. Ze skupieniem, zeby nie pomylic kolejnosc ---  A w sobote, o godzinie pierwszej, w jednym z glosniejszych lokali w Osace- puchy na parkiecie, ludzie podpieraja sciany, choc rytmy wybitne. Bo?..Bo nie maja pojecia, co zrobic z rekami I nogami. Oj, rozbawil mnie chlopak, rozbawil…

Ale grunt to miec jakies zainteresowania.

Przypuszczam, ze byloby biedakowi odpuszczone I zapomniane, gdybym tak strasznie nie potrzebowala imprezy. Lecz ja tylko sypie sol na rany, puszczam sobie elektro-skladaczki I ogladam koncerty na sieci. Jak to sie ludzie bawia..Chyba przez to, ze w moim otoczeniu niewielu osobom brakuje nocnego zycia tak bardzo, jak mnie, czuje sie jak puzzelek z zupelnie innego zestawu.

Na moim jeeest….na moim jest morze. I rozkolysany parkiet, unoszacy sie na falach.

Ostatnimi zas czasy szwedam sie z moja tutorka po wystawach. Boticelli, Renoir, Dore I Redon…Odswiezajace, niczym haust czystego morskiego powietrza, nawet jesli kolo obrazu Vlamincka wisi kimono z okresu Edo. Pieknie, najlepsze jest, ze latwiej mi tu wybrac sie na wystawe Hermiatage`u, niz w Europie. Ironia losu.

czwartek, 10 maja 2007
A little bit morbid..

Rozumiem, dlaczego obywatele emiratow chodza w burnusach, chlamidach, i generlanie- duzej plachcie owinietej luzno wokol calego ciala tak, zeby ni kawalek nie wystawal. Owszem, goraco, a taki rozpalony od slonca material, przyklejony podmuchem wiatru do skory, to potrafi ale szczypnac temperaturka...!

Ale jednak oslania przed sloncem. Sloncem- morderca. Dziwnie jest teraz to pisac, gdy za oknem szaleje orkan, leje deszcze i generalnie- kasztaaany, kasztaaany zlociste...Ale wczoraj bylo 33 stopnie. Goraco wgniatalo w chodnik, a ja tylko blogoslawilam fakt posiadania bialej koszuli z dlugiiiiimi rekawami. Spalilam sobie wiec tylko palce, ktore wystawaly z mankietow.-_-`

Pare dni temu Ioana dostala pierwsza wyplate, i wpadla do mnie z informacja, ze bedziemy to oblewac; przy okazji zobaczyla rysunek, stojacy na biurku; rysunek, przy ktorym dlubalam w ramach kolejnej bezsennosci w Narze. Zobaczyla i sie nim zachwycila. Zdumialo mnie to niepomiernie, bo nie sadzilam, ze ona lubi takie klimaty, wiec ucieszona, strzepujac rabkiem fartucha chmure przedwiecznego pylu z poleczki, baknelam cos skromnie o niedokonczonym szkicu i mortycznym powiewie....I wtedy zobaczylam, jak tezeje usmiech na jej twarzy.

Aha.

Znowu. -_-`

No jaaa nie mooogeee....Dlaczego ludzie nie moga sie dokladniej przyjrzec, zanim pochwala? :P Czlek sie tu, panie dzieju, ucieszy, fartuch se utytla w kurzu i pyle, a tu- o. Niepotrzebnie. Bo to tylko niedopatrzenie. Tak, to, na czym siedzi dziewczynka z misiem, to NIE JEST lozko. No.

Ale Ioana jest jedna z tych rzadkich osob, ktore tez pekaja ze smiechu, gdy Alice Cooper, spiewajac na koncercie `I love dead`, miota po scenie polowka manekina, targajac go za klaki, wycierajac nim dechy, i czule ukladajac na gilotynce :D Ech...

Tak czy siak- zapraszam do galerii :)

środa, 09 maja 2007
Faceci w majtach, czyli - ale gupi ci Spartanie

Dlaczego nie lubie filmow heroiczno-patetycznych?

Bo nie lubie filmow zlych; a patos zazwyczaj ociera sie lubieznie- po prawdzie zachodzi tam juz daleko posunieta tantra- o kiche.

Obejrzalam `300`. Oto garsc pierwszych wrazen:

-          ciezko musialo byc zyc w tych czasach antycznych; na bogow, tez bym toczyla piane z pyska I emitowala duzo agresji ukierunkowanej wszechstronnie, jakby wszystko sie dzialo w zwolnionym tempie! Mozna sie udusic pola plaszcza, muskajaca twarz w przelocie; nie mowiac o takim gulu, jaki skakal, gdy trzeba bylo poleciec na jednej nodze do wygodki. Twardzi musieli ci Spartanie byc, zaiste. I diete miec wywazona.

-          Bede pekac ze smiechu za kazdym razem, jak ktos wspomni o cywilizacji I kulturze Sparty; pekac ze smiechu I odtwarzac w myslach przebieg rozmowy Spartan z Arkadyjczykami: na rozkaz Leonidasa, by wyznali swoj zawod, jego wojownicy zrobili `Hau. Hau. HAU!`. Arkadyjczyk musial byc tak samo skonfundowany, jak I ja; z tym, ze podczas gdy ja bym grzecznie poprosila o tlumaczenie, on musial udac, ze wszystko jest w najlepszym porzadku, poniewaz wlasnie zglosil sie do wojaczki z banda albo bardzo przypakowanych lasek, albo bardzo cycatych facetow, wygladajacych w kupie jak wielki jez. Ktory szczeka.

-          Dobra, piersi sobie poszly walczyc- a dotarcie na miejsce zajelo im pewnie niemalo czasu, jakies pol glacjalu powiedzmy…. Wojuja. Masa mrowie wrazej armii, wszak trza pokazac, jak to sobie chwacko Spartanie poczynali. Jak to pokazano? Otoz najpierw- ze masa mrowie. Pokonana. Potem Szwadrony Ciemnosci- Niesmiertelni, w maskach z `Krzyku`. Pokonani. Potem krowi ludzie. Wiecej Szwadronow Ciemnosci. Magowie. Troll. Nosorozec. I tysiac sloni. Naprawde,  z duzym zainteresowaniem obserwowalam, co jeszcze wymysla, ale- ku mojemu zalowi- nie przywolali Przedwiecznych. A szkoda….

-          Spartanie w ramach wyroczni mieli Imperatora Palpatine`a…  O_o

-          …zas Persowie walczyli katanami I nosili stroje ninja.

-          Ale I tak wystarczylo na nich naszczekac, zeby sobie poszli. Przynajmniej na troche.

-          Xerxes. Najciekawsza postac w filmie. Doskonala twarz do tej roli, oraz- prawdziwy czy nie- kapitalny glos. 

Ogolnie rzecz biorac- to nie film dla mnie, choc sceny walki ( trzy pierwsze, potem widok glacjalnego jeza w stadium skoku zaczal mnie z lekka nuzyc) byly niezle, no I ladne zdjecia. Jednak zdecydowanie wole troche urozmaiconej akcji, bo tu byl taki troche LOTR w antyku: ida, ida, ida…nagle hau hau! ciach ciach! - koniec. A w tym celu przeciez wystarczy przeczytac `Wedrowcow Polnocy`, czy innego `Bialego Kla`. Bedzie za to `…I zyli dlugo I szczesliwie`, choc tez z `Hau` na koncu  }:P

piątek, 04 maja 2007
Banana angel & big-mouth ninja invade Tokio!
Niektorzy mowia, ze w Tokio nie ma co fotografowac. I faktycznie, nie za wiele zdjec zrobilam- zbyt bylam zajeta patrzeniem. Miasto, miastooo....Duze, pelno swiatelek, ludzi, i Japonczykow tez; dobry plan na majowy, leniwy wywczas- jechac do miasta z niedoborem parkow i lawek akurat tam, gdzie przyszlo mi do glowy sie szwedac O_#  To krucjata wiecej, nawet zdybalam kosciol, prawdziwy, nie czekoladowy, i na godzine przemienilam sie w ortodoksa.
Choc wczesniej znalazlam prawdziwe serce Tokio, jakkolwiek nieco upstrzone przez golebie dyskordii..

Tak tak...Akurat skrupulatnie robilam zdjecie bramy glownej - dla pozniejszego beszczeszczenia, oczywiscie- gdy z daleka dojrzal mnie Klucznik, czknal, poprawil pluderki, i puscil sie swinskim truchtem w naszym kierunku. Wiec tylko rzucilam do konfratrow prastare haslo Illuminatow: `Chodu!` i uszlimy z pogromu rodem z Bezier. Nie bedzie maaason pluuul nam w aparat..! O_#
Lecz!- wracajac do wywczasu: kiedy to brak lawki powstrzymal mnie przed spoczeciem mimo wszystko, z przyjacielsko nastawionym chuhaiem, by poobserwowac ulice? Ulica, o czym musze nadmienic, odpowiadala tym samym- byla to wzajemna, pokojowa inwigilacja; odpowiedziala ciekawskim, lekko nerwowym lypaniem, kiedy mijala nas korowodem przebierancow. Ktorzy, nie wiedziec czemu, uznali nas, zupelnie niepozornych bialasow, za widok stokroc bardziej egzotyczny.
Mysle, ze zazdroscili mi tego chuhaia  ~_~*
A mimo to...heh, mimo to, ludzie wygladaja o niebo lepiej niz w Osace. Mijali mnie przebierancy- ale na bogow, to przebranie mialo rece i nogi, i ani sladu odkurzacza na plecach!...W wiekszosci przypadkow bylam tez w stanie od razu okreslic plec.
Tokio fajne miasto. Nawet mam bar pod swoja auspicja O_O Powinnam sie upomniec o jakis tantiemy?....Powinnam..

Zatrzymalam sie w `chinskiej` dzielnicy Tokio, Asakusie, ktorej symbolem jest zlota kupa na browarach Asahi.
Wedle Japonczykow to ma byc piana na kuflu piwa.
Dla mnie...
...dla mnie chuhai raz. -_-`
Chcialam im powiedziec, ze to wcale nie jest piana, ale to musialo zranic ich uczucia, bo wzieli i zamkneli cala nasza szajke, ninjow i anioly, w czyms, co nie do konca jestem pewna, zali bylo czubasowem, czy pudlem. Ale- they locked us, Johnny...They locked us good.

Ale nastapil w pewnym momencie Prison Break, bo ja nie mogie- musialam zdobyc swoj stolyczny totem, symbol japonskiej interpretacji Zachodu, boska czape z Harajuku, z naszytym krzyzem oraz glownym skojarzeniem Japonczykow odnosnie chrzescijanstwa - definicja `Inferno` nadrukowana obok. Tiaaa....
Ale to typowe dla narodu, ktory Buddzie swieczke, a kami sucharek; nie wie lewa reka twoja, co czyni prawa, a sa jeszcze kieszenie...Wiec lepiej miec dwa ogarki; byc jednoczesnie chrzescijaninem i szmatanista. Rewelacja, troche tylko schizofrenia grozi co prawda. Nie wspominajac o tym, ze jakby sie poszlo do piekla, to nie wiadomo- czy jako gosc czy obsluga?
Ale lepsze schizofrenia, niz smierc glodowa, czyli jednoczesnie chrzescijanin i zyd. `Dzis piatek, wiec nie zjem tego miesa; poza tym i tak nie jest koszerne.`

CURRENT MOON