RSS
wtorek, 06 czerwca 2006
Teatrzyk w Odlamku ma zaszczyt przedstawic

Scena rozgrywa się przy fortepianie ( czy raczej dwóch oddzielonych od siebie sporym kawałkiem czasu); osoba grająca wyczynia kurioza, łączy dźwięki w bluźniercze pandemonium, godne „Nalotu na Hiroszimę”. Druga zaś, stojąca obok- żywy radar o wysokiej czułości, podąża za dźwiękiem, odtwarza jeden po drugim, rzuca się z głową za kaskadą pędzącą w dół klawiatury, pokonuje wiraże kakofonii i doskakuje do tonu, który, zdałoby się, istnieje już w innym wymiarze muzyki. Grający, pomrukując z uznaniem, na chwilkę odpuszcza... po czym przykręca śrubę- i bluźni niebu straszliwymi sekwencjami. Plim-plam, a teraz zwichnij sobie gardło!...Daje radę, ale odśpiewujący dźwięki - klnąc w duchu na czym świat stoi, a Pendereckiego w szczególności, oby sczezł w rowie- zredukował się już tylko do pary uszu, tropiących linię melodii.

Wreszcie koniec. Grajek odchyla się na oparcie krzesła z zadumanym wyrazem twarzy. „Niesamowite. Naprawdę, jestem po wrażeniem. Bo ja tak się tylko, bawiłem... Sprawdzałem, ile wytrzymasz.

........

Piekło i szatani. „A tak sobie popierdalam”.

 

Z pol wscieklym psem jest podobnie.

Przypadnie do człowieka, chwyci, potarmosi- odskoczy. I znów.

Próbuje cię. Ale czy na pewno dla bezmyślnej krotochwili?

Czy dlatego, że tak, według niego, funkcjonuje świat, w oparciu o relację ja vs. oni?

Najpierw trzeba onych wyczuć, a poznawszy – attack! Attack to kill...

No biedny piesek. Skarlałe, chore, biedne psisko.

Takie wściekłe.

Takie martwe.

Bo wściekłe psy, proszę państwa, idą na odstrzał. I trudno, doprawdy, mieć do mnie żal, że nie obejrzę się nawet za krą, na której oddryfuje truchło. Ja mam cały kontynent, którego istnienia  biedne bydlątko nie mogłoby sobie nawet wyobrazić.

 

Do chóru mnie nie przyjęli; słuch może i absolutny, ale głos wymaga czasu, którego nie mają.

No i huj, ale za to pieknie tancze.

A psy... cóż psy? Niech ujadają, tylko rakarz szybciej trafi.

 

Zadziwia mnie jedno. Wciąż- jakie by to nie było smutne, to przecież godne uznania- potrafię rozczarować się ludźmi. Znaczy widno- nadal jeszcze pokładam w nich jakąś wiarę! Amazing thing...

Szkoda tylko, że o tej szlachetnej stronie swojej natury dowiaduję się wtedy, gdy mnie absolutnie, na całej linii - zawiodą.

CURRENT MOON