RSS
poniedziałek, 31 lipca 2006
Jadu, jadu jadu do Japonese!!!
No i to by było na tyle, jeśli chodzi o ten wpis. :)))))))
Jak ja mam teraz iśc do pracy, pilnować złodziei i być sprzedawcą roku, kiedy do każdego podchodzącego człowieka będę chciała zrobić:" AAaaaaaaaaa!!!!!! JADĘ!!!!!!!". ?.
To było to pytanie z gatunku filozoficznych, I guess. :P
Dziś plaża będzie świadkiem wydarzeń nieprawdopodobnych, być może nieco niewłaściwych, ponieważ wylewanie wina na ziemię jest marnotrwstwem niewybaczalnym ( chyba że ulewamy na poświęconą ziemię). I, cholera, nie będzie to Leśny Dzban! :D
...
......
Aaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!
piątek, 28 lipca 2006
O la laaa...
No wiec praca na kacu to jest cos, czego generalnie nie polecam, bo to niezdrowe jest.Wlaśnie refleksyjnie zaglądam do parującej filiżanki kawy i zgodnie ze swoją naturą recydywisty stwierdzam, że takiej nocy, jak poprzednia, nie zamieniłabym na nic, i poszłabym jeszcze raz, nie zważając na konsekwencje.
A te nie są jakieś tragiczne, ot- ciut słabam, a za parę godzin będę chciała umrzeć. Ale teraz....przypominam sobie fragmenty imprezy i odpływam. Skróŧem: Spatif, ekipa uliczników, kontakty międzynarodowe zacieśnione ( blizej niżbym się spodziewała...XD ), odkryte nowe wymiary osobowości takoż. Niewiarygodne, czego może człowieka nauczyć pijany Francuz; np.nie sądziłam, ze potrafię zrobić tyle piruetów pod rząd. A tu proszę. Rafael zrobił striptiz, adam próbował go prześcignąć. :D
A dziś od rana- wiertary i kucie ścian, remont kamienicy trwa, ku mej zgryzocie.
Kawa się konczy. Zbliza się Weltschmerz; może trzeba będzie ukoić zbolałą duszę w Papryce? Tym razem będą tance na stole, inaczej nie nazywam się jak sie nazywam!
...jak ja się nazywam?...O_o'
Dewiacji ciąg dalszy, zapraszam do podziwiania! :D

Zapomniałabym dodać: nie samym ciałem człowiek żyje. Gdy wpatrywałam sie w przepiękne głębokie tony i odcienie, tanczące na falach, zmienne refleksy na wodzie w przesianym świetle nieba przedświtu, czując pachnący ciepły podmuch na twarzy- zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę, takie nieziemskie piękno i spokój chwili i scenerii zdarzają sie bardzo rzadko. I can call myself lucky...for different reasons.
Nawet ludzie, tłumnie przewalający sie plażą o tej wczesnej godzinie, i burda, jaka wybuchła przed Copacabaną, nie zmąciły tej harmonii. Prawdę mówiąc, nie miałam do nich głowy.:P


środa, 26 lipca 2006
Dewiacje się mnożą
Niewątpliwie to kwestia upałów, ale z pisaniem mi za bardzo nie idzie. Przynajmniej, nie z takim, które by wymagało większego zaangażowania, niż zdanko-dwa na paru forach. Zresztą równie ospałych co kot na chloroformie...
Btw- dziś znalazłam Koyotę: 1) pod krzesłem; 2) na pralce; 3) w kartonie; 4) w niebezpiecznej bliskości dosychającej rzeźbki. I jestem pewna, że wszystkie trzy pierwsze miejscówki były tylko po to, by odciągnać moją uwagą od czwartego, głównego celu- foremnej kupy gliny obok biurka. Nie ze mną te numery, Brunner; jestem czujna jak ważka.
Poza momentami, gdy nie umieram z braku wiatru, i nie rysuję kolejnych odsłon komiksu, oglądam świat z punktu widzenia ulicznicy. Stojąc sobie pod kościołem i kupcząc. Sztuką, naturalnie; ale sama dwuznaczność sytuacji budzi dreszczyk emocji: będzie grom- nie będzie, rozkładać miedzianny paraploi, czy też biegać między sztalugami Igora i Natalii, żeby staruszkowi trudniej było trafić?..
Poza obrazami, na krótko poajwiły się maszkarony z modeliny. Wstrętne są. I tak najciekawszą propozycję stanowi drzewko-morderca, o żółtych psychotycznych oczach. Budzi entuzjazm bachorów, ale raz zatrzymały się koło tego wybujałe panny  i zapiszczały radośnie:"Ojej, to pani robiła???".
Powinnam była pokarać je za takie insynuacje, wybaczcie, czcigodni przodkowie; przy najblizszej okazji skropię wam mogiłki winem.
Btw- wreszcie doczekałąm się wina na plaży. Niebiosa były hojne i zafundowały nam nawet burzę, suchą i pełną błyskawic; my zaś, wystawieni na miła chłodną bryzę, podziwialiśmy pandemonium, jakie się rozpętało nad Gdanskiem.>:)
Stare dewiacje, ale zawszec jakas odmiana w galerii- いらっしゃいませ!


poniedziałek, 10 lipca 2006
"A ja wykopałam coś ostatnio.."
Uczynny nieznajomy przeprowadził nocą kobietę przez cmentarz. "Że też pan się nie boi.."- mówi ona z podziwem. Mężczyzna podrapał sie po glowie:" Jak żyłem to się bałem..."

Warto czasem wpadać do starych znajomych z wizytą. Nawet jeśli się nie trafia w ostateczności, bo trudno w ciemnościach odnaleźć właściwą lokalizację, można poczynić nowe znajomości. Nie wiem, u kogo gościliśmy dzisiejszej nocy, światło rzucane przez znicze oświetliło nazwisko tylko na chwilę. Ale byli gościnni, to pewne.
Jeszcze gdy szukaliśmy po nocy drogi do LL, gdy po raz koleiny wygłosiłam złowróżbne: "Już wiem, to tędy!.." i zrobiłam krok, moja stopa zagłębiła się w świeżo rozpulchnionej, tłustej cmentarnej ziemi. Aj. Nieładnie, deptać komuś nowy domek.
Wyciągnęli mnie szybko, ale- trzeba im oddać- po pierwszym chwilowym wahaniu. Mogli ostatecznie podać mi pomocną dłon. Cudzą. Ze słowami: " You may keep it..." >:D
Oczywiście, repertuar nocnych dźwięków napełniał nas fantastycznymi myślami o tym, co czai się w mroku, ale to też do czasu.
Zawsze lapiej bać się żywych, przed martwymi i tak nie uciekniesz. Co do stróży, którzy- jak wieść gminna niesie- łażą po poświęconej ziemi, narażając sie na gniew bogów, chyba wycie C. ich odstraszyło. I małych gotów, pijących pod kaplicą, też. Na cmentarzu jest się czego bać.
Nas.
Błyski dalekiej burzy- może nad Gdanskiem, a może gdzieś nad zatoką- dodały dziwnej pewności, że nie wszyscy śpią tej nocy; nie sposób, nie tu.
Wróciłam do domu, wreszcie to czuję, harr harr.....
***

CURRENT MOON