RSS
sobota, 28 lipca 2007
Piosenka to jest klinek, na spleenek, i brzydki blizniego uczynek...

Trudno co prawda uznac, by takie `Blinded by Blood` Ulvera rozprawialo sie ze spleenem, bo niebiesci serce I przemienia je w cos opadajacego w bezdenna ton Lete; ale czasem czlowiek, w jakims odruchu masochizmu, tak wlasnie chce sie czuc.

Muzyka mnie nie odstepuje. Uwielbiam cisze, I czesto nie czuje potrzeby wlaczania czegokolwiek, ale nawet wtedy cos gra sobie gdzies gleboko w mojej czaszce ( pewnie mozgojad, na grzebieniu). Jest kilka piosenek, ktorych moge sluchac zawsze, niezaleznie od apetytu na konkretny rodzaj muzyki, czy ciszy; piosenek, ktore zawsze pasuja do mojego nastroju, jaki by on nie byl, bo kiedy je uslysze, dostrajam sie do nich w mgnieniu oka.
Naturalnie, nie jestem w stanie podac calej listy tak od reki, ale jest to na pewno `Risingson` Massive Attack, `Jezebel` Recoil, `Deep South` Layo & Bushwacka, `The Space Between` Roxy Music…
Heh, muzyka. Moze dlatego tak do mnie trafila sztuka `Honoo ni kuchizuke wo`. Muzyka tam przepiekna, a sama historia (nawet pomimo koncowej sceny Wao Yoki ukrzyzowanej) podzialala na mnie tak samo, jak niegdys lektura `Tristana I Izoldy`. Wiem, wiem, chyba ja jedna na Milijon sie wzruszylam nad ta ksiazka; ale chyba lepiej lze uronic nad sredniowiecznym romansem, niz na `Pokemonie`.
A tak, taka gratka uraczyl nas ostatnio Yutsudo sensei; wzielo go na zwierzenia, I zeznal, jak to splakal sie na filmie w kinie. I slowo skauta: bylam pewna- ze wzgledu na kampanie reklamowa nowego Pottera- ze chodzilo o ktoras z poprzednich czesc HP.
No nie. Zaden tam, satanistyczny filmik o czarownicach - `Pokemon`. Sensei rzekl to, I potoczyl po sali jasnym spojrzeniem, liczac zapewne na fale cieplej empatii. Wiec czesc ludzi uciekla wzrokiem po scianach, czesc gapila sie na niego jak zamrozona, a wszyscy musieli sie w cos ugryzc, bo jakims cudem nikt sie nie smial.

Bardzo glosno.

A z innych wiesci, ostatnio bylam na ochakaiu Hanakage Alice. Znamy sie juz, ho ho… Jak na mozliwosci poznania kogos w Takarazuce- prawie prywatnie: widzialam ja w kapciach.
No wiec na ochakaiu przyszla cala elegancka, powiesili na niej pikna sukienke I naszyjniczek, ale jesli przyswiecal im cel skrycia faktu, ze laska jest szkieletorem, to kolor czarny uwazam za chybiony pomysl. Boszsz, obserwowanie, jak ona szla, jakby jej patyczkowate nozki z trudem dziwgaly z ziemi ciezar butow (czarnych, rzecz jasna), to byla meka. Ja mam za bujna wyobraznie: w myslach juz slyszalam trzask goleni, w momencie spektakularnego przegrania z ciezarem obcasa.
Anyway- opowiesci dziwnej tresci, panna opowiada, jak to zdarza jej sie spedzac czas po probach czy spektaklu, I slysze: `Czasem wyskoczymy na miasto, cos zjesc… Oczywiscie same musume yaku ^^` No pewnie. Taki, babski wieczor. -_-`

Ale nic to, jak sie spedzi wieczor na Shinaibashi, I popatrzy na japonskich `mezczyzn`, to doprawdy, otokoyaku w porownaniu z nimi ociekaja testosteronem. We w srode znalezlismy kilka dobrych miejsc obserwacyjnych, m.in. na schodkach w glebi ktoregos z licznych pasazy handlowych, skad mielismy dobry oglad na repertuar wieczornej Osaki, jak tez bylismy szokujaca atrakcja dla tubylcow: az czworka bialych! Blondwlosych (bezczelni)! Siedzi na schodkach I wyczynia brewerie (browarie bardziej…). Tacy bylismy.
Ale to bylo posuniecie ze wszech miar roztropne a strategiczne, poniewaz watpie, zeby japonska gasiennica-asasin, mukade, potrafila sie wspinac po schodach.
Czasem robia zrzuty z drzew, fakt. Ale zazwyczaj biegaja po ziemi I kasaja bez litosci. Wygladaja calkiem niewinnie, takie ot, dlugie liszki, ale jad mukade powoduje czesciowy paraliz. Juz jednego poszkodowanego nam wywyiezli z akademika. Zaprawde, widok tego praktycznie beznogiego stworzenia, pedzacego ulica dobre 30km/h….Napelnie szacunkiem. Do schodow.

Co mozna zobaczyc w Osace?...

Tak, to mezczyzna jest.
Wolnosc handlu.


..Sex, drugs & rock`n`roll, czyli hardcore po japonsku.
środa, 25 lipca 2007
Omm om om...Swiete Rogi!

Nie moglam nic pisac przez ostatnie kilka dni, bo byl weekend, I – a to dziw, zaiste..- dopadl mnie imprezowy nastroj. Wiec piszac tu, musialabym uzywac wielu bardzo brzydkich slow. A tak sie wszak nie godzi, prawdaz?...

W piatek, wracajac ostatnim pociagiem z Osaki do Nary ( godzina pozna w istocie, bo az 23:50, ze tez maja taka jeszcze na zegarach.. -_-` ), z humorkiem, Prodigy w sluchawkach, I kazdym nerwem napietym I czujnym, zeby utrzymac cialo w ryzach, I nie zaczac tanczyc w pociagu, lub czegos nie rozbic z frustracji- rozejrzalam sie wokol. Po tych bezbarwnych twarzach. Ubraniach rownie bez wyrazu, co noszacy je ludzie. Po ich zastyglych pozach, mowiacych dobitnie o podsciwym zyciu pracowitej mroweczki, grzecznym I potulnym powrocie do domu, do miso, goracej kapieli (tak, tak, nawet teraz) I mydlanej opery w TV, cicho I spolegliwie, aby do przodu, powolutku.

…nie, no, nie moge az tak przeklinac tutaj…przeczekaaac, przeczekac trzeba mi….

Ok. Przeszlo.

Ostatnio w Kioto zaczepil mnie mlody, wesoly Amerykanin. Bardzo rozgadany, zajarany faktem, ze jest w Japonii, I do tego naprawde sympatyczny. Dowiedzialabym sie, jak ma na imie, I moze jeszcze paru innych danych, gdyby nie to, ze najpierw przywlokla sie za nim Japonka w srednim wieku, ktorej dziwnie nie w smak bylo, ze `jej` Amerykanin gada z jakimis niezewidencjonowanymi bialymi - mierzyla mnie I Ioane spojrzeniem niechetnym, a na grzecznosciowe pytania odpowiadala jak z musu. Generalnie powialo chlodem, ale atmosferka zgestniala jeszcze znaczniej, chwile potem bowiem przywlokly sie dwa deathwishe, czyli postawne- by nie rzec: rosle- amerykanskie dziewoje, ktore na entuzjastyczne introdukcje kolegi odpowiedzialy jedynie ciezkimi spojrzeniami spod makijazu na Abbe. Szybko ujely niesubordynowanego mlodziaszka pod boki, zakrecily spodnicami I po-szly!..
Zawsze mowie: nie masz nad zaciesnianie miedzynarodowych wiezi.
Zwlaszcza, jesli mozna supelek zaciesnic tak, o, troszke bardziej, a po chwili to I nozkami wierzgac przestanie. ^_^  Ne?

 Mialam juz dosyc pory deszczowej, tak? Juz chcialam, zeby przestalo. Tak?
No to przestalo.
Dzis, uzbrojona w wielkodaszna czapke I okulary, oraz godny Fremena kubrak na koszulce, zeby tylko zaslonic plecy I kark, wyprawilam sie za rzeke, do bilblioteki (Tam juz nie ma zadnej rzeki…). Sahara. Slonce kawalami pikuje z nieba I stara sie trafic w nieosloniete partie skory. Mimo, ze posmarowalam sie kremem ochronnym, teraz, wsrod mak Tartaru, wiem, ze nastepnym razem zaloze dlugi rekaw, lub rekawiczki. Te do lokcia.
Gardlo wysycha tak szybko, ze niemal duszkiem osuszam pollitrowe butelki herbaty, a I tak nie nadazam. Pare dni temu, informowana przez kolege o interesujacej promocji w pobliskim sklepie, spytalam uprzejmie: ` A, honto?` (`Naprawde?`).
Niestety, w tym wlasnie zabawnym momencie gardlo nagle wyschlo mi tak, ze brak fonii wypadl na czesc `-nto`…*
Ups. }:P
Taki ze mnie, nieokrzesany element. W dodatku, przejawiajacy zlowrogi odchyl we  wzorze schizoidalnym, albowiem ostatnimi czasy zdarza mi sie interesujaco niedoczytywac tego, co napisane. Czy raczej- czytam to…nieco inaczej. Jak przeczytalam `RIGHT ON` na zakupowej papierowej torbie?
`Babilon`.
Podobienstwo faktycznie uderzajace -_-` To te upaly, musi tak byc. A to, ze rytualnie okrazylam przedwiecznego zolwia w swiatyni Touji, macajac jego kamienne wypustki, a nastepnie pocierajac cialo, to---- to tylko dla zdrowia. I jeszcze, no, badanie kultury lokalnej, kulty animistyczne, etc, etc... Zawszec co zolw, to nie koza. Ha-ha. Panie tego.

Ogladam sztuke `Honou ni chikazuke wo`, I jest naprawde swietna, muzycznie wymiata, ale znow pelna japonskich wyobrazen na temat tak przeciez egzotycznego chrzescijanstwa. Zastanawiam sie, czy choc jeden macher z Takarazuki zabladzil kiedys na msze? Bo chyba nie. Np. wszyscy, z zakonnicami wlacznie, skladaja rece jak do rzutu koscmi. O_O Gest wyglada, jakby zdobywca zlotego medalu wlazl na podium, I triumfowal, jeno z dlonmi na wysokosci serca/twarzy. Na bogow, widok ksiedza, wykonujacego takie rzezby, bylby conajmniej…zlowieszczy. ` Zdobylim przyczolek! Ambona jest nasza!`
I ktos powinien wreszcie Japonczykom powiedziec, ze w potocznym rozumieniu rozaniec nie jest bizuteria. Zadna miara byc nie chce, no jaki by nie byl piekny. Trzeba im to wytlumaczyc, bo ci nieszczesni gotowi niebawem odkryc stule, I wiazace sie z nia morze mozliwosci…O_#


Mozna by zapytac: co ja sie czepiam tych Japonczykow, calkiem kolorowi przeciez. Ale to tylko mlodziez sie tak modnie ubiera; wiekszosc preferuje wesolutki styl pana w tle.


`Ommm..Ommmm...`


Pies zmotoryzowany; jak na standardy japonskie- olbrzimie bidle.

*`aho` znaczy `dupek`; `palant` . To sie moj interlokutor musial ale zdziwic; ze mu nagle tak, nieprzystojnie, prawdaz…Powiedzialam.XD

czwartek, 19 lipca 2007
Nie mam pomyslu na tytul

Pomor, zaraza, franca I trad na ta pore deszczowa. Jestem zalatwiona na dobre, a tu chodz czlowieku do teatru I nie zagluszaj sztuki kaszlem. -_-` W poniedzialek Monika myslala az, ze to przeze mnie sie tak rzad trzesie, a to bylo trzesienie ziemi. Ja nic nie czulam, demmet >_<

Jest jeden plus tego przeziebienia, klasyczny syndrom: kocyk, ciepla herbatka I- spimy. Na serio- wreszcie spie! Zasnelam, mimo ze swit byl daleko.
Wlasnie tkwilam sobie w srodku snu, tak pokreconego, ze kwalifikowal sie bardziej pod goraczkowego majaka, ale jadnak- snu! ..kiedy o 6 rano zadzwonil do mnie jakis szaleniec, niech go bogi strzega. O_O
Okazala sie nim byc Fasolka, ktorej sie pomylilo, w ktora manke sie te godzinki roznia :P
Nieprzytomna dopelzlam do biurka, I zlapalam krzyczacy przedmiot, myslac w panice, co to jest, I co zrobic, zeby przestalo. Ale nim doszlam do jakiejs konkluzji, przedmiot przestal. Dopiero pozniej, gdy (juz w blogiej ciszy) na powrot zasypialam, zaswitalo mi, ze to chyba telefon byl, skoro budzika zadna moca nie moglam nastawic na srodek nocy.

 Ostatnio Sawada przedstawila interesujaca teorie: na podstawie obserwacji, ze wszystkie studentki zagraniczne maja dlugie wlosy (poza Michaela, ktora jest scieta na pazia); mianowicie- musi zachodnie kobiety sa bardzo wyemancypowane, I nie potrzebuja podkreslac oraz usilnie dowodzic swojego wyzwolenia spod jarzma meskiej dominacji (buhehe..) noszeniem sie jak facet, z krotko scietymi wlosami.
Cos moze w tym jest.
Japonki sa zazwyczaj albo sciete na krotko, albo jak juz dlugie wlosy- to wyrzezbione w straszliwy pokaz sztuki perukarskiej, ze statkiem, rododendronem, brokatowa spinka wielkosci talerza I obowiazkowym holdem dla Chateau de Wisnia, I jego wyborowych korkociagow. Jakby sie uparl, takim puklem by wino otworzyl.
Plus cala reszta, czyli na oko nawet ciezki I lepki make-up, z tona brokatow I sztucznych rzes oraz wysadzane plastikowymi brylantami tipsy, zdolne pokrajac ogorka w locie. Srebrna torebka I pozlociste szpilki, wlokace sie w trudzie za wlascicielka, podczas gdy ona sama pracowicie roztacza pozory bycia d(z)iwa z Brooklynu.

A my sobie tylko mamy dlugie wlosy….Bo sie boimy isc do japonskich fryzjerow :D

Teoria ma jedna luke: spod jakiego jarzma wyzwalaja sie japonscy mlodziency, do ktorych powyzszy opis, po odjeciu korkociaga, pasuje jak ulal?

Wspomniane lubianki..

I widok klasyczny...

Wczoraj zwiedzilismy palac cesarski w Kioto, ale jak to palac- nudy na pudy, ani pol arrasu, czy kawalka wyposazenia, same puste skorupy budynkow, pff...Juz ogrod byl ciekawszy.


sobota, 14 lipca 2007
Japonskie impresje

Uwaga, impresjami dzielic sie bede.
Lepiej by mi sie je pisalo w nocy, kiedy spac nie moge, ale kiedy spac nie moge- to I tak spac probuje O_# Nadaremnie, ale wszak narodowie nie traca nadziei. Musze miec w sobie cos z nich…Ostatnio, nie mogac spac, przypomnialam sobie cala piesn poganska Konrada z `Dziadow`, prawie caly poemat o Mhrocznej Duszy oraz bluzniercza przerobke `Zolnierzy z Westerplatte`, a takze zabralam sie za przerabianie `W malinowym chrusniaku` Lesmiana, kiedy to wreszcie zasnelam.
By po czterech godzinach zwlec sie z wyra I pojsc na zajecia XD

Za oknem szaleje tajfun; recznik, zapomniany na balkonie, poddawany jest obecnie wodnej chloscie, I zal mi go bardzo, ale na pewno nie zabiore teraz gnojka do pokoju, bo wszycy zgnijemy. Dla dobra narodow porzucam go na pastwe zywiolu.
Jest chlodno I przyjemnie; nie ten chlod, ktorym racza mnie sklepy I srodki komunikacji. Skoki temperatury pomiedzy `zewnetrzem` a `wnetrzami` sa niewyobrazalne. Na zewnatrz czlowiek porusza sie jak w podgrzanej melasie; otula go szczelnie ciepla para jak w saunie, I na swoj sposob jest to przyjemne: przypomina mi sie oboz pare lat temu, w bardzo gorace lato. Cale dnie czlek chodzil rozgrzany, I dosc brudny, bo treningi trwaly niemal nieprzerwanie, a po kazdym przeprana koszulka szla na sznurek, by po paru godzinach byc znow do wlozenia, wiec broni biologicznej tez nie wytwarzalismy. Spodnie zas praly sie same, kiedy byl trening w jeziorze.
Teraz jest bardzo podobnie, cieplota mokrego powietrza wokol czyni czlowieka bardzo elastycznym, ale jest jeden minus: tu sobie nie paraduje w stroju do treningow. Nie moge w kazdej chwili wejsc w tym stroju do jeziora (moge wpasc do stawu, ale to inna sprawa..). Ale czesto ide wlasnie na zajecia, albo do teatru, I bardzo mi sie nie podoba idea ociekania potem, tym bardziej, ze po wejsciu do klimatyzowanego pociagu cala ta wilgoc zmienia sie w lodowa skorupe, bo widocznie dla Japonczykow klima- to temperatury subpolarne.
W pociagach mam ochote owinac sie kocem I wczepic w termos cieplej herbaty. Oczywiscie, z chwila wyjscia na peron juz jestem ugotowana de novo- dziw, ze charcze jak stary wartburg? Ale bylam juz w aptece, I dostalam najlepszy lek na bol gardla – cukierki owocowe. -_-` Yaaay….

   Przygladam sie dzieciakom, idacym/wracajacym ze szkoly ( z reguly jak sie je widzi, to jest to jedno lub drugie stadium). I dziewczynki: wlosy sciete krotko I topornie; ciezka dluga granatowa spodnica z grubego samodzialu, siegajaca do pol lydki, do tego welniane skarpety, I masywne biale adidasy. Te jakze wdzieczna sylwetke uzupelnia torba-gigant w stylu sportowym, lub wielgachny pokrowiec na rakiety tenisowe (zgaduje, ze z rakietam w srodku). Ozdobiony dodatkowo wielkimi, paskudnymi maskotkami w ramach breloczkow.
Naprawde, trudno sie dziwic, ze na studiach im odpala kompletnie, I strasza po ulicach swoim pojeciem `mody`. Tak zbrzydzonych dzieci ze swieca szukac, powaga. Moze to po to, zeby nie kusic porywaczy, choc mysle, ze wystarczyloby zaprzestac produkcji pedofilskich komiksow... Ale to pewnie ja jestem staroswiecka.
No I te torbiszcza. Ja wiem, ze ludy gorskie to tak mialy, lubianka na plecy, I hajda, za gory, po sezonowe zakupy.
Czyli takie, co starcza na caly sezon.
Ale widok tych wygietych w osmy paragraf smarkaczy, targajacych chyba zawartosc biurka I moze jeszcze komodki do szkoly, jest porazajacy. I wstretny.

   Ogladam sobie `Akatsuki no Roma`, ze wspaniala obsada ( Tsuki gumi plus Todoroki Yuu) I sie zastanawiam, w ktorym momencie mnie oslepilo? Bo im dluzej ogladam spektakle tej trupy, zastanawiam sie, co ja robie w fanklubie Kiriyan. Nadal uwazam, ze jest obecnie jedna z lepszych tancerek; moze nie tak widowiskowa, I nie tak kakkoi, jak pare innych, ale- jako jedna z bardzo nielicznych –tanczaca z niewymuszonym wdziekiem I nonszalancja. Rzecz, ktorej sie nie mozna nauczyc, tylko sie ja ma (lub nie). Ale…Moze to kwestia tego, ze mialam nieszczescie zetknac sie z nia na iri- I demachi, kiedy widzialam jej zachowanie wzgledem fanow. I moze Sena Jun robi dokladnie to samo, moze wszystkie tak robia, bo musza. Ale…
No stracilam dla niej sporo serca. Za to wspomniana Sena jest obecnie tym ogniem na scenie, niezbednym elementem, zeby spektakl mial dusze. Prawdziwy zapaleniec, widac to od pierwszego spojrzenia; jest doskonala I jako `zly knujacy bedgaj`, I jako `werazliwy romantyk` I jako `wesoly hultaj`.
Moze dobrze, ze nie jestem w jej fanklubie, tez musialabym przestac ja lubic...
Jednak po obejrzeniu wspomnianego `Akatsuki…` przyszedl moment, by zaakceptowac wreszcie pewna mysl zdradziecka, ktora dreczyla mnie juz czas jakis. Malo ktora aktorka obecnie potrafi grac. Wiem, wiem, bardzo ciezko mi to przyznac, ale niestety- mialam porownanie kilku talentow (Oozora- spiew, Kiriyan- taniec, Sena- uczuciowosc) z aktorka z prawdziwego zdarzenia. No I Tjudorok zgasil wszystkie talenty, choc jest I nizszy, I spiewa umiarkowanie, a na hopsanie jest nieco za stary. Ale- GRA. I to jak gra!...
Pokolenie wielkich aktorek Takarazuki odeszlo. I zatarlo slady miotelkami. Teraz licza sie wyglad I jeden talent (jak dwa, to super, oszczednosc w budzecie), np. spiew, czy taniec. Zdolnosci aktorskie sa na przedostatnim bodaj miejscu. Obecna szkola, to teatr wiecej pantomimiczny I granie dla ostatnich rzedow.
Sa cztery gesty zasadnicze:

1)    Wahanie- kilka krokow naprzod z wyciagnieta rekazwolnieniestop, reka nieco cofa sie ku cialu;

2)    Brawurowa Pewnosc Siebie- kilka smialych krokow ku widowni z gestem szerokiego rozpostarcia rak od srodka ciala na zewnatrz;

3)    Rozpacz- przygarbienie sylwetki, jeden lub dwa chwiejne kroki I ostateczny pad na kolana z jednoczesnym uniesieniem dloni na wysokosc twarzy;

4)    Mielosc Nieszczesliwa- para pada sobie w ramiona, Ona ma przykniete oczy, On spoglada ponad Jej glowa w daleki kraniec sceny (linia wzroku pod katem stopni ok.60), oboje maja przy tym wyraz udreki na twarzach.

Jednym slowem- Argh, na bogow!...I gdzie tam Todoroki, ktora nie czuje potrzeby biegania po scenie, machania konczynami I robienie teatralnych wdechow, by wyrazic cierpienie.. No smutno, smutno. I inna fanka Kiriyan, ktora pyta mnie, czy mi sie K. podoba. `Jasne, rewelacyjnie tanczy` mowie. `Nie, nie- czy podoba ci sie jej twarz? Sliczna jest, nieeee? *_*`
………

Ostatnie ochakaie (Tea Party) Kuramy Sao I Harukaze Misato faktycznie dowadza, ze narybek jest wyjatkowo reprezentacyjny, a I obie przyszle `topy` maja glosy takie, ze ho ho. Ale grac beda dalej tak, jakby chodzilo o rytualne przedstawienie scen z Ramajany.


  Bylam wreszcie w Sakurai- najbardziej lokalnej swiatynce Abe no Seimeia. Rozwijam cos w rodzaju obsesji na punkcie tego czlowieka- cokolwiek na jego temat widze, kupuje niemal natychmiast. Kazde miejsce, kazda wzmianka o nim dziala na mnie jak magnes, potrafie juz z setek ksiazek w ksiegarni szybko wylowic ta jedna, na ktorej bedzie jego nazwisko. Moze to dobrze, dla mojej przyszlej pracy magazynierskiej,  ale moze to wplyw obecnego Abe no Seimei-boomu, jaki panuje w Japonii?...

….Nie maja prawa. O_# Moj Seimei. Moj boom. Argh, poszli precz!...

piątek, 13 lipca 2007
Houryuji
Dzis same fotki. Nie mam sil nic pisac O_#






wtorek, 10 lipca 2007
Nocy przybywaj!...
  Czyli dziennym markom mowimy zdecydowane- NIE! >_<
Co za skandal, kto zadecydowal, ze kazdy czlowiek musi egzystowac w swietle dziennym? Ma byc sprawny umyslowo, blyskotliwy i kreatywny- w dzien?? A czy nocne marki nie powinny miec czegos do powiedzenia w tej kwesti???
Straszliwa, razaca w istocie rzeczy niesprawiedliwosc; znam kilkanascie osob, ktore bylyby szczesliwe, gdyby swiat wrocil do wlasciwego, naturalnego stanu rzeczy, czyly: spimy, kiedy spimy, a dzialamy, kiedy dzialamy. Nie wtedy, kiedy mi jakis przeklety skowroneczek mowi. To nie fair. JA ludzi po nocy nie budze.
Moze powinnam?...Kolatac ludziom do drzwi, a tym, ktorzy z zadza mordu drzwi otworza, wyliczyc zadania, zaczynajace sie od: `Chcemy nocnej zmiany!`..Wiecej chyba bym nie zdazyla. :/
Za dnia zatem- przypominam zombie-narkoleptyka, ktory w dodatku zaszalal z morfina, zas w nocy- zadne barany, zadne cieple mleko, nic. Nawet jesli poprzedniej nocy spalam kilka godzin ledwie, i przez caly dzien stwarzalam zagrozenie nie tylko dla siebie, ale i dla tych, co sie mogli o mnie potknac.
I pomyslow w nocy mam mnostwo; zwlaszcza teraz, kiedy nawal roboty zalewa czlowieka przytlaczajaca fala, raporty, prace domowe, wypracowania, i trzeba siedziec i dziobac.
Wobec czego wczoraj np. okopana notatkami, odkrylam nagle obok siebie szkicownik oraz potrzeba natychmiastowego szkicowania (`O! Stopa!`); potrzebe zrobienia artystycznych zdjec pokoju (`O! Pokoj!`); oraz wyprobowania jednego cwiczenia z yogi (`O...jezu..`).
Pilna nauka wyglada tak:
1) telechonik:

2) artystyczny pokoj moj:

3)..oraz moj osobisty sztorm cienia na biurku; bystre oko dostrzeze, o ktorej to godzinie odczulam naglaca potrzebe, by wyzyc sie artystycznie:

Teraz to tyle, nie bede mieszac watkow, ale w nastepnym odcinku beda zdjecia z Horyuji, bo zajebiscie artystyczne one zdjecia mi wyszly.
poniedziałek, 09 lipca 2007
Dzis komiksowo

Nie jestem jakims zaprawionym w bojach komiksowym wyjadaczem, tytulow znam malo, tworcow I scenarzystow kojarze jeszcze mniej, ale ubostwiam ta forme przekazu, zatem pozwole sobie troche podywagowac na temat dwoch wielkich Protagonistow, ktorzy zajmuja czolowe miejsca w moim osobistym rankingu, a roznia sie przy tym, jak wachlarz I patison.

Batman I Constantine (bez szczegolnego uszeregowania w kolejnosci przyporzadkowujacej do powyzszego porownania ).

Roznice wynikaja nie tylko z charakterow obu postaci: Batman to niekonczaca sie historia, dlugasny lancuch osobnych, luzno ze soba powiazanych epizodow, niemal jak w sitcomie, byle tylko zadowolic czytelnika. Chyba kazdy moze dodac cos od siebie do tego kociolka, wiec jest I Batman-bohater, I Batman- czubek z urojeniami, I Batman-wampir, I Batman-Japonczyk…

Podczas gdy Hellblazer to historia z poczatkiem I koncem.

Wiem, ze kiedys w koncu final nastapi, I bedzie to straszny moment, ale jednoczesnie nadaje to sens I smaczek dziejacej sie do tej pory opowiesci.

Moja fascynacja Batmanem zaczela sie w Blackpool, gdzie mialam szczescie przeczytac perelki sposrod tych setek luznych epizodow; prawdziwe cacka, robione tak tradycyjnymi technikami, jak I np. tylko tuszem, albo akwarela I gwaszem, z mroczna I wciagajaca narracja, ziejacym gotycko a psychodelicznie klimatem oraz pelnokrwistymi, posiadajacymi dusze I emocje postaciami.

Wiec zaczelam zglebiac temat- I dostalam po synapsach mydlana papka, grubymi latami 60-tymi, z jaskrawymi, tandetnie nalozonymi kolorkami, fabula godna Scooby-Doo I dialogami w podobie: `I am your worst nightmare!` `Oh no, it`s Batman! We`re doomed!`. -_-`

Nie sposob nie przypomniec sobie fanowskiego filmiku, do ktorego odsylam zainteresowanych- pocieszne, boki zrywac. http://www.youtube.com/watch?v=sAg7PJOmcmQ

Gdy tymczasem Constantine- postac niesamowicie frascynujaca I pelnowymiarowa, jednoczesnie zas facet, ktorego w zyciu nie chcialabym spotkac naprawde. Bo obawiam sie, ze byloby to doslownie- spotkanie zycia. To ostatnie.

Na tym tle Batman- ten potocznie znany, najpowszechniej uwieczniany w komiksowych kadrach- to uszata mycka, rajtuzy I podparcie sie pod boczki z groznym `A-cha!`. Zal d.. sciska, tym bardziej, ze przeczytawszy DOBRE komiksy z nim, wiem, ze jest mozliwe zrobienie z tej historii czegos wiecej, niz durna rabanke o superbohaterze w obcislych pantalonach.

Kolega psioczyl na wczesniejsze Hellblazery, ze to styl z lat 70-tych, zly I nie do przelkniecia, ale mi to nie przeszkadza, skoro scenariusze sa takie, ze niemal nie bylo czasu przyjrzec sie rysunkom, bo trzeba bylo szybko czytac dalej. Ale oddajac artystom, co ich- nie razi mnie ten styl bardziej, niz malo wyrafinowana kreska wiekszosci Sandmanow. Oczywiscie, mam swoje typy (Manco, Frusin ), ale historie, co za historie!.. W pewnym momencie Hellblazer przechodzil przez ciezkie chwile, kiedy widocznie konczyly sie pomysly, temat zdawal sie wypalac, I przez kilka-nascie tomow mielismy takie sobie wlasnie luzne, sitcomowe epizody o maniakalnych mordercach, niewiele tym samym wiazac sie z Constantinowym `zawodem` oraz charakterem.

Ale przybyl pan Carrey, przybyl pan Azzarello- I H. wrocil do szczytu formy.

Pare dni temu przeczytalam ostatniego, jakiego mialam, I nagle zrobilo mi sie baardzo zle :/ To juz, prosze panstwa, jest uzaleznienie, co widac na ponizszym obrazku...

Zupelnie jak po Blackpool z tym, ze w przypadku H. raczej nie ma ryzyka odkrycia, ze podczas gdy ja czytalam perelki najlepsze z najlepsze, nieopodal powstawalo cale morze gniotow na temat Constantine`a. Heh.

Zeby taki Garth Ennis napisal kiedys scenariusz do Batmana…to by chyba pieklo nie zamarzlo bardziej, niz juz sie to stalo? :/


Edit:

Nie wrzucila tu wynikow tesu na Mental disorder, wiec wrzuce inny :P

You are The Moon

Hope, expectation, Bright promises.

The Moon is a card of magic and mystery - when prominent you know that nothing is as it seems, particularly when it concerns relationships. All logic is thrown out the window.

The Moon is all about visions and illusions, madness, genius and poetry. This is a card that has to do with sleep, and so with both dreams and nightmares. It is a scary card in that it warns that there might be hidden enemies, tricks and falsehoods. But it should also be remembered that this is a card of great creativity, of powerful magic, primal feelings and intuition. You may be going through a time of emotional and mental trial; if you have any past mental problems, you must be vigilant in taking your medication but avoid drugs or alcohol, as abuse of either will cause them irreparable damage. This time however, can also result in great creativity, psychic powers, visions and insight. You can and should trust your intuition.

What Tarot Card are You?
Take the Test to Find Out.


czwartek, 05 lipca 2007
Miszmasz

Czlowiek to jest ale popaprane stworzenie: na horyzoncie zamajaczyla wizja wyjazdu, I- juz zaczelo mi brakowac Japonii. -_-` Juz chce tu wrocic. Spedzic jakis czas w Polsce- I wrocic tu. To zakrawa na schizofrenie, ale tez test online na zaburzenia mentalne wykazal u mnie wysoki stopien schizoidalnosci. >_< Co jest stekiem klamst, oczywiscie; wszystko to spisek I proba manipulacji.

Ale fakt jest faktem- brakowac mi bedzie Japonii. I takich przejawow absurdu jak ten, ze wczoraj urzadzono nam spotkanie z policja Nary. Zeby nas poinformowala o prawach I obowiazkach, zagrozeniach na nas czyhajacych, i sprawcami ktorych stac sie mozemy my.

Cholernie rychlo w czas, naprawde..-_-`

Choc podobno teraz zaczyna sie niebezpieczny okres, przestepczosc bucha z ludzi, widac letnia goraczka wysmaza przyzwoitosc, zostawiajac Bestie. Moja tutorka np. miala ostatnio bliskie spotkanie trzeciego stopnia z chikanem (macantem w pociagu). Poszla zglosci to na policje; oczywiscie, typa nie sposob bylo zlapac, skoro ona mu sie nie przyjrzala, ale, jak to okreslila: `Policjanci wysluchali jej z serdeczna troska`. No I bardzo ladnie.

Przemawialo do nas kolejno pieciu gliniarzy; najlepszy byl jeden, ktory chyba byl funkcjonariuszem specjalnie szkolonym do udzielania pogadanek w podstawowkach. Rozbroily mnie pytania (zadawane glosem Misia-Patysia) z gatunku: `Wiec mamy czerwone, zolte I niebieskie (sic!) swiatlo. No kto mi powie, co znaczy zolte swiatelko?^_^`. I w odpowiedzi ciezkie milczenie bandy doroslych, gapiacych sie na Misia ponuro.

Ale dali nam pelno prezentow, m.in. plasterki z wizerunkami policjantow, komplet recznikow, szydelkowane myjki do naczyn I breloczek z jelonkiem-policjantem.

Tego tez bedzie mi brakowac. Watpie, zeby polska policja chciala mi dawac prezenty - z rodzaju tych, ktore chcialabym, rzecz jasna, dostac, nie mowiac juz o tym, ze bylyby dawane w trosce o moje bezpieczenstwo, jak np. odblaskowa szarfa do jezdzenia rowerem po nocy. Zacznijmy od tego, ze nie jezdze rowerem po takim Poznaniu, bo nie mam samobojczych ciagot. -_-`

Tymczasem miasto przygotowuje sie do Tanabata matsuri. Sakuradori udekorowana jest jak remiza na wesele, ale wyglada to naprawde ladnie; ludzie brodza pod tymi wszystkim wstazkami I kokardami, ukontentowani jak pszczolki w miodzie, z otwartych na osciez drzwi restauracji I sklepow wyplywa na rozpalona ulice piwnicznie lodowaty powiew klimatyzacji, zmieszany z zapaszkiem miso I mochi, a ja tacham do akademika kolejna porcje ksiazek, wygrzebanych w jakims antykwariacie. Tak, bedzie mi tego brakowac…



A po wesolych zakupach w Osace moge dac dowod na to, ze nie tylko od swieta, i nie tylko pod niebem sie blyska i migocze; niemal musialam zalozyc okulary sloneczne do zrobienia tej fotki...:P

Ale jestem bogatsza o kolejny rozowy gadzet, pare ksiazek, pudelko olowkow i dwie paczki pedzli, ponadto wiem, jak smakuje takoyaki w waflu krewetkowym *_* 
I jeszcze cos wesolego dla Tenel, Leny i Mo.- przechodzac kolo ksiegarni, mowie do tutorki: `Czekaj, zobacze, czy Grapha maja..`(przyp.aut.: magazyn o Takarazuce) . Rozgladam sie po polkach, gdy Miwa wola mnie i mowi: `O, masz, Gurafu`.
.....:DDDDD
poniedziałek, 02 lipca 2007
Argh!..

.....- warknela Sennosc, zrywajac sie jak oparzona z plyty stali, obleczonej dla niepoznaki w postac lozka I wybiegla precz, wsciekle trzaskajac drzwiami;

- Argh!- odpalily ze zloscia zaostrzone sprezyny, przy naglym braku celu klujac watla powloczke z poliestru, az skry poszly;

- Argh!- skonkludowal upior, zwlekajac sie z iskrzacego plastiku I podnoszac czasomierz, wczesniej cisniety w niebyt za to, ze pokazywal godzine, ktorej upior winien byl juz nie ogladac.

- Argh..- sapnelo z satysfakcja twarde krzeslo, widzac, ze nadchodzi zmiana warty w katowni nr 225.


W sobote pojechalam na bunraku kyoushitsu, zorganizowane przez znanych nam juz milosnikow Polakow. Zapisalam sie w amoku bedac chyba, na swoje usprawiedliwienie moge tylko rzec, ze slowko `kyoushitsu` ( doslownie: klasa, sala zajec, a szerzej- np. warsztaty.. ) zmylilo mnie srodze. Myslalam naiwnie, ze dadza sie pobawic lalkami.

Miast tego, usiadlam przydzielona do swojego stolika I swojej grupy Japonczykow ( ktorzy, zeby bylo ciekawiej, probowali do mnie mowic po angielsku -_-`), zas glowny pan lalkarz (omozukai) pokazywal.
Taki byl, filut…

Najlepsze zawsze sa reakcje Japonczykow (ktorzy, jak Cthula kocham, coraz wiecej mnie fascynuja niz irytuja!), robili buzkami regularne koleczko I `Ooooo!`. Lubo `Aaaa! `. Wiecie, z gatunku tego szmeru pelnego szacunku zadziwienia nad istota Rzeczy. Nawet, jesli byly to Rzeczy znane im z dziada pradziada, takie jak chocby budowa lalki z bunraku. -_-`
Ale omozukai mowi: `A prawa lapka- wyglada TAK!`. Wywleka wspomniana lalczyna lapke z rekawa, a zgromadzenie co?
`Oooo!`.

Rany…

Ale podejrzewam, ze bez tego szmeru komunikacyjnego omozukai by sie zestresowal, ze komunikacja nie zachodzi.
Potem dali nam jesc, masa malenkich miseczek z masa bezimiennej zawartosci, nad smakiem ktorej rozwodzic sie nie bede, bo I po coz. O braku smaku trudno napisac cos wiecej, niz- brak. Najlepsze, ze biednych lalkarzy -sztuk trzy, czyli jeden stol musial byc poszkodowany, majac w menu tylko Polaka, a nie: Polaka I lalkarza- tez rozparcelowano do stolow. Do `mojego` stolu trafil najmlodszy, operator nog (ashizukai). Swoja droga, bylam przekonana, ze chlopie to moze 22 letnie, po czym okazalo sie, ze to, co sie tak obok mnie czerwienilo I uciekalo spojrzeniem w bok, mialo latek 36. -_-`
Zastanawialam sie, jakby to bylo, poswiecic zycie jednej absolutnie rzeczy.
I wiem- strasznie by bylo. 10 lat nauka nog; kolejne 10 - lewej lapki. I nastepna dekada- na lapke prawa oraz glowe. Moglam pozanizac niektore lata, albowiem samo wyobrazenie takiego przepuszczenia czasu na JEDNA RZECZ przeraza mnie bezgranicznie.
NIe potrafilabym zrezygnowac ze wszystkiego, co mnie interesuje, dla jednego, wypolerowanego do polysku CELU. Mierzacego w niezbyt pewna przyszlosc, nadmieniam. Nie zeby przyszlosc kiedykolwiek byla pewna, ale przynajmniej mozna zadbac, zeby terazniejszosc byla roznorodna. Niektore dziedziny maja, oczywiscie, niekwestionowane pierwszenstwo, ale nie wyobrazam sobie, jak dla rysowania mialabym przestac katowac pianino, albo dla poszukiwan duchowych- zrezygnowac z tanca I imprez. Hell, no! Never. To bylaby zbrodnia I samopogrzebanie za zycia. A teraz dochodzi ten konkret matematyczny: 10 lat na nauke machania lalczynymi odnozami.

………

Niektorzy widac maja poczucie trwania w wiecznosci, nic tylko pozazdroscic.


CURRENT MOON