RSS
wtorek, 26 sierpnia 2008
Alea iacta est

Pierwsza część przeprowadzkowej operacji zakończona sukcesem.

W głowie – nie wiedzieć czemu, i jest to w zasadzie dosyć krępujące, zważywszy pewne okoliczności -  brzęczą mi natrętnie jakieś wyrywki z Biblii; „Dokonało się!”; biała gołębica pikująca dziko w stronę jedynych w okolicy drzew; skrobnięcie dna Arki o pierwszy kawałek lądu. Teraz zatem trwa konsternacja; wiemy, że stoimy. Pozostaje tylko pytanie- na czym.

Aston zniósł to chyba najciężej. Przewieziony do nowego lokum rodziców, wpadł w histerię. Kiedy wreszcie podaliśmy mu tabletkę uspokajającą, blisko godzinę walczył z jej działaniem. Wyglądał upiornie- dolne powieki obwisły, odsłaniając czerwoną tkankę pod oczami, bezwładne tylne łapy ciągnął za sobą po ziemi w uporczywej walce o własną wolę, a gdy tylko łeb mu opadał na łapy- zrywał się i zataczając koła, truchtał z trudem po ogródku, nie godząc się na kapitulację.

Tak, narkotyzując go, zaoszczędziliśmy mu nieco stresu, ale też zadaliśmy gwałt jego najpierwotniejszym instynktom. Nigdy więcej nie chcę tego robić- czułam się jak zdrajca.

Po powrocie z frontu rozejrzałam się po domu.

Przestrzeń, przez ostatnie 20 lat tłamszona ciężarem mebli, dywanów i stert rupieci, nagle wybuchła z kątów. 110 metrów rozlało się pustymi, zmatowiałymi podłogami, wspięło się echem kroków po wysokich, pokrytych smugami czarnych pajęczyn ścianach. Mieszkanie, ogołocone niemal do kości, do pierwszej warstwy starych paskudnych tapet w rzucik, pamiętających zapewne lata 50-te, stało się na powrót tak samo wielkie, jakie było w moim dzieciństwie. Pootwierane na przestrzał dwuskrzydłowe drzwi sprawiły, że stało się jeszcze bardziej opuszczone, niczym porzucony squad.

W tym domu ludzie bali się nocować sami.

Zwinęłam jeden z pozostawionych dywanów, umyłam podłogę, i kiedy wyschła- zatańczyłam farukę pośrodku pustego salonu. Nie żałując obcasów; wdepczę kroki tańca w głęboko położone warstwy podłogi. Będą powracały upiornym echem w nocy, zaś nowi mieszkańcy będą leżeć bezsenni w przerażonym oczekiwaniu, aż złowieszczy pląs ucichnie gwałtownie przy wezgłowiach ich łóżek…

czwartek, 21 sierpnia 2008
Una bonita chica

Plany...
Więc na razie, po tym, jak zmasakrowałam się poikami, zarzuciłam krotkotrwałą w końcu, sezonową* karierę Człowieka-Pochodni.
Teraz dbam o swoją karierę tancerki flamenco ^_^ I to dość intensywnie- na początku sierpnia warsztaty sewiliany, teraz- faruki. Tajniki chodzenia na wysokich obcasach (za wysokich, niestety; kosztowało mnie to całodniowy skurcz łydki po pierwszym dniu, bo godziwe stuknięcie obcasem w podłogę wymagało niemożebnego wspięcia się na czubek czubka palca) nadal są dla mnie niedosięgłe, jednocześnie przy tym stepowanie i wirowanie w szybkich obrotach na tych samych wysokich obcasach nie stanowi większego problemu.
Tym samym więc zrozumiecie chyba, dlaczego nosząc obcasy, będę przemieszczać się po mieście efektownymi piruetami? Jak diabe
ł tasmański.
Mogę jeszcze dla kolorytu wykrzykiwać gromkie „Torro!”.

Faruka jest świetna...Bardziej żywotna i wymagająca, niż sewiliana, która ma w końcu ustalone kroki; ponadto w tym układzie, którego sie ostatnio nauczyłam, jest dużo fajnych figur niczym z Takarazuki :D
Ale co się dziwić- do niedawna faruka była tańczona wy
łącznie przez mężczyzn.
Najśmieszniejsze w tym wszystkim, że we flamenco podoba mi się taniec; podoba mi się gitarka. Nie mogę natomiast ścierpieć najważniejszego, jak mówią, składnika- tego ich zawodzenia przez ściśnięte gardło. To mi rozstraja nerwy!
A ponoć bez zrozumienia śpiewu- nie można dobrze flamenco tańczyć.
Więc doopa, pewnie nie zabłysnę, ale na razie nie tracę rezonu. Fajnie się stepuje :D

 
*sezonową tak, jak sezonowy jest kwiat paproci; z tym że sezon na Czlowieka-Pochodnię trwałby jeszcze krócej niż noc. Jakieś...40 minut, podejrzewam.

wtorek, 12 sierpnia 2008
Listening to: Gulag Orkestar

Festiwale, pokazy filmow, koncerty…Lato w Sopocie potrafi byc bardzo rozrywkowe, moj kalendarz peka w szwach, az czarno w nim od wydarzen, ktore nadejda.
Oczywiscie, nie wspominam o takim wszeteczenstwie, jak wszystkie gowniane Top Trendy, KitFestiwal, I inne twory chaosu. Kiedy przycisnie mnie nuda, otwieram po prostu strone trojmiasta I typuje rodzaj rozrywki, jaki ze smakiem skonsumuje.
Po FROGu udalam sie do Poznania, w celach bynajmniej nierozrywkowych, ale by zalatwic czesc zaleglych spraw z Ulomem, I pozwolic, by skrystalizowal nieco moje plany na przyszlosc.
A tak, uniwerek potrafi byc pomocny. Niech podniosa reke wszyscy, ktorzy sie wlasnie zdumieli. Ha! Pierwsza -_-
Brak zludzen pomaga czlowiekowi ruszyc z dalszymi projektami odnosnie swoich posuniec w bliskiej przyszlosci. Zeby obmyslec te plany, spedzilam pare wieczorow w knajpach, a ostatni- na koncercie Mozdzera w Sfinksie.

Dygresja, ale: wiecie, ze nadal sa ludzie, ktorzy nie kojarza nazwiska tego muzyka? O_o Gdzie oni sie uchowali, przysiegam na prawa macke Cthulu- NIE WIEM.

Anyway- w necie stalo zlota zgloska zapisane, ze na impreze wstep wolny. Powsciagliwa notatka o platnej rezerwacji stolikow nie zdolala mnie na dluzej zainteresowac.
I co sie okazalo? Ze wjazd, owszem, byl bezplatny. Natomiast WSZELKIE miejsca siedzace- czy to stolek, czy tez oblynany I zyjacy wlasnym zyciem fotel-kosztowaly 40 zl. (30zl, jesli zydel stal 10m od sceny) Taniej byloby przyniesc wlasny fotel!
Pewnym krokiem przeszlam miedzy stolikami I usiadlam na czarnym jajkowatym fotelu, na sasiednim przycupnela niepewnie kolezanka. Przez godzine zalegalysmy tam z markowana blaza, czekajac na reszte towarzystwa- nikt nas nawet nie zaczepil. Potem, kiedy koncert juz byl opozniony, bo czern, miast siedziec grzecznie na tylkach, I chlonac kulture, wolala chlonac piwsko I orzeszki, stojac w tym celu w przecinajacej scene kolejce (Mozdzerowi wypadlo wiec stac cicho za kurtynka, az wszyscy napelnia kalduny -_-`), wlasciciel Sfinksa zaczal przeczesywac tlum, I wyrzucac z miejsc tych, ktorzy je zaanektowali nie placac. Niemal wyrywal stolki spod siedzen ludzi zbyt nieznanych, zeby mieli kase na ich wynajecie XD
Nas zmierzyl kilkakrotnie uwaznym spojrzeniem, ale odchodzil za kazdym razem.

Bah! We must`ve looked so posh! :DDD

Tajemnica: wejdz jak do siebie na budowe I zalegnij niczym zblazowany baleron. Fotel
jest twoj -_-
Ale ludzie, ktorzy wynajmowali stoliki…Przygladalam im sie z zafascynowaniem, I zastanawiam sie, czy Lovecraft kiedys nie napatoczyl sie na zlot nadzianej smietanki towarzysko-artystowskiej Providence. Po czym stworzyl legende o Przedwiecznych O_O
Ci ludzie byli…monstrualni; przerysowanie, nadmierni we wszystkim, co ich okreslalo. Ich rysy wydawaly sie narysowane krecha trzykrotnie grubsza, gesty wyolbrzymione, mimika teatralna, stroje I fryzury…Barwne; inne. Podobalo mi sie, ze widze wreszcie ludzi tak odrozniajacych sie od bezimiennej masy; jednak to, co emanowalo z tych rozleniwionych, wymalowanych twarzy, bylo przerazajace.
Trudno mi to opisac…Gargantuiczna konsumpcja I chloniecie, w zamian za zwrotna emanacje perlistego smiechu I ciezkiego kiwniecia przegubu w momencie podnoszenia cygaretki do ust- ci ludzie zawsze skorzystaja wiecej z tej transakcji wymiennej. Podejrzewam, ze wiekszosc to trojmieszczanie; ba- na pewno, widzialam aktorke I piosenkarke, podejrzewam ze muzykow I malarzy tez by sie troche znalazlo. Czesc moze mieszka nawet w Sopocie, ale nie widuje sie ich zbytnio na ulicach. Jesli tak wyglada `bohema artystyczna`…To prawdziwych Cyganow juz nie ma :/


Wrocilam do domu, a tam, na ekranie- niepokoj, podenerwowanie, goraczka.
Wojna. I to w Gruzji.
Strasznie przybila mnie ta wiadomosc. Dziwne? Podroz do Gruzji to bylo moje marzenie od liceum. Ukladalam sobie niezliczone plany wyjazdu, zawsze z jednym glownym celem, ktorego tu nie ma potrzeby wyjawiac.
Teraz nad Tblisi fruwaja bomby; machina wojenna przetoczy sie, I zniszczy wszystko- ta ziemie, ta kulture, podczas gdy Zachod bedzie grozil Rosji paluszkiem I odwracal oczy.
Dlaczego takich ludzi nie trafi szlag, ledwo sie rodza? Normalny swiat chce sobie zyc; ludzie chca sie poznawac, kraje wspolpracowac. Ale zawsze znajdzie sie waska grupka szalencow, wojskowych I furiatow, ktorzy czerpia radosc I zysk tylko z wojny, czasu zametu I chaosu. Oni tylko w tym upatruja mozliwosci rozwoju- kosztem innej ziemi. Nie chce mysle o tym, co tam sie w tej chwili dzieje. Problem w tym, ze nie moge przestac.

środa, 06 sierpnia 2008
FROG 2008

Ledwo się zaczął- już się skończył.

Może to i lepiej...Dzis na szczescie wstalam bez wiekszych bolesci, ale jeszcze wczoraj wejscie na kraweznik bylo nieprzyjemne; podniesienie nogi, zeby wejsc po schodach- bolesna; a zrobienie nia wymachu, zeby zrobic wielki krok ponad kartonami- piekielna tortura. Tak to jest, kiedy beben ma krotka nozke, wiec zeby na nim grac, trzeba go po prostu przytrzymywac nogami w powietrzu.

Taaak...Fajnie bylo. Bylam i na warsztatach flamenco, i na trzygodzinnych bebniarskich, i na jam session; byly tance, serpentyny ognia i miriady baniek mydlanych, a wszystko gesto przetykane ulewnym deszczem i wichura.
Twarz mnie jeszcze piecze; dobrze, ze to byly tylko dwa dni (nie bylam na pierwszym), choc i tak zblizylam sie o krok do idealu ogorzalego czlowieka morza. Musialabym potem usilnie nalegac, by konwencje tegorocznego Nordconu zmienic z wampirzej na piracka :D

Postawilam tez pierwsze kroki na drodze kariery zaklinacza ognia. Nie zlicze, ile razy dostalam poikiem w glowe, a rece bola mnie caly czas. Albo to uczucie, kiedy nagle tracisz pewnosc siebie, i w zwiazku z tym- kontrole nad poiem, ktory koslawym lukiem opasuje ci szyje, i probuje walnac w oczodol >_<

Hmm...tak czytam, co napisalam, i wyglada na to, ze im dluzej sie zachwycam, tym bardziej wychodze na masochistke XD
(...)Co za bol....Juz gangrena sie wdaje-
Cudownie!
Trala lala lala!..

No to jeszcze tylko garsc zdjec, i tyle. Rece za bardzo mnie bola, zeby pisac :P








Zdjec nie jest tak duzo, bo za bardzo bylam zajeta chlonieciem widokow, muzyki i atmosfery. One thing at a time! :D
Byle do nastepnego roku ;__;
CURRENT MOON