RSS
wtorek, 26 września 2006
"Time" Możdżera
Zapomniałam wspomnieć o festiwalu Okno Na Świat, odbywającym się w surowym wnętrzu kościoła św.Jana, tonącym w oranżach, czerwieniach i dyskretnych błyskach złota. Rzeźby świętych młodzianków w tej niesamowitej kipieli barw Orientu przypominały tantryczne reliefy wielookich stup- oto co nazywam prawdziwą ekumeną...
Tam też były bębny; zespól z Indii grał na tablach, choć przyznam, że nie porwało mnie to do tego stopnia, co siedzącego obok młodzieńca, który w półlotosie, kiwając się rytmicznie a z rozhuśtem, robił głównemu śpiewakowi chórki.
Jak dla mnie - wyznawca Sai Baby.
Zresztą ciało go haniebnie zdradziło, i po pewnym czasie wyplątał się z lotosowych pnącz i przygarnął ramionami odkrwione odnóża czule do piersi, zaś jego śpiew podejrzanie zaczął przypominać zawodzenie.
Przyznam, świetnie się bawiłam.}:P
A dziś to ja cierpię katusze bolesne, bo po kolejnej udręce podróży do sztolycy, bolą mnie stawy, mięśnie, paznokcie i wnętrze uszu.
Ja nie wiem, co z tą Warszawką....Poza tym, że cuchnie niemożebnie. Powinni naprawdę zainwestować w jakieś oczyszczalnie kanałów, bo jak rany...
Choć teraz Ciała Obłe zajęły sie czyszczeniem czegoś zgoła innego. Zabawne, bo kilka tygodni temu żartowałyśmy sobie z Olą w najlepsze, że tak będzie, i - proszę. Kaczka zabrała się za cenzorstwo; Klos bedzie wisiał, zaraz obok Szarika; Rudego sie przetopi na szkaplerze, a Czterej Pancerni pójdą sie resocjalizowac w Centralnym Biurze Śledczym
Myśmy, co prawda, przewidywały ciężkie terminy dla bajek i piosenek dziecięcych. Ale ile tam się namnożyło tego plugastwa!..Wystarczy pierwszy z brzegu przykład: "..maszynista z kozią bródką...", "...jesteśmy jagódki, czarne jagódki...", "..odkurzaczem polecimy ponad chmury.."..
A fe! Precz! Żadne takie, antychrysty, kozie bródki, i do tego jeszcze czarnuchy?!
Latający odkurzacz, aha, dalej jeszcze Hary Poter i już wiemy, na czym stoimy. Na skraju przepaści, oto gdzie!
Spalić, spalić barachło, i po krzyku. Piekielne płomienie, wiatr rozrzuci pyły...
Jestem pewna, że jakby wziąść do współpracy Dominikanów- w końcu w historii nieźle się zasłużyli- to pod ich lupą i Janosik by się, niebożę, nie uchował. Władzom podskakiwał. Okradał skarb państwa, i kantował fiskusa.
Do karceru.
Porzucając to- ten wyjazd musi się udać. Dlaczego? Otrzymałam tyle pomocy i życzliwości ze strony zupełnie przypadkowych ludzi, którzy nawet czasem nie zdawali sobie sprawy, jak mi pomagają, że to nie może przejść bez echa.
Od sympatycznego lekarza począwszy, przez Bardzo Ważną Informację, otrzymaną od spotkanej przypadkowo, dawno nie widzianej znajomej, po K., który zerwał się na godzinkę z pracy, żeby mi zapewnić kurs do Ambasady...
Nie wiem, jak uda mi się spłacić takie giri. Każdemu goździk. I tysiącsłoni.          
poniedziałek, 25 września 2006
Bębny, bębny, bębny...
Te wakacje okazały się nad podziw szczęśliwe i udane pod względem moich ulubionych instrumentów muzycznych: byłam na kilku wyjątkowych imprezach, przez mnie zaklasyfikowanych jako bębniarskie, choć oficjalnie ogół czepiał się nieistotnych szczegółów, jak jakieś kuglarskie sztuczki, walki wyzwoleńcze, czy teatry uliczne. Miłe, miłe..Ale to jedynie dodatki. "Nieistotne detale", jakby to ujął Tezcatlipoca, wypluwając kosteczki Ostaniego Azteka w dół Szebalby.
Bębny...*_* Ach, miłości moja! Pominę wszystkie te występy uliczne, ludzi wywijających ogniami do rytmu bębnów, choć jeden chłopaczek zasługiwałby na osobny opis. Nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak tańczył z ogniem! Ech...
Najpierw Festiwal Rytmu i Ognia, na plaży w Orłowie. I najbardziej ze wszystkich powalający występ duetu Light Beam- plaża zalana czerwonym światłem, tworzącym z otaczającej ciemności miękkie ściany, zamykające nas sam na sam z przejmującym głosem wokalistki i wirtuozerią gry Wojtka "Pinokia" Sochaczewskiego. Praca nie pozwoliła mi zostać na końcowym ognisku, ale trudno. Przez następne kilka dni i tak chodziłam jak na haju.
Krótko potem, trafiłam do Papryki, na imprezę, podczas której do setów, granych przez dj'a, na żywca grali bębniarze. Papryka w ogóle pełna jest takich sympatycznych klimatów- szkoda, że nie znam innej osoby, aktualnie przebywającej w 3mieście, którą by kręciły....Profaneria i złolubstwo.
Wczoraj zaś, i przedwczoraj- Festiwal Przeciwko Nietolerancji i Przemocy. W sobotę- mieszanka muzycznych nurtów, od rocka, po kartoflany jazz, ale znudziwszy się zawodzącą smętnie na scenie kobitą, można było umknąć w głąb ciemności na plaży, by posłuchać grających na djembach ludzi. Zaś w niedzielę- występ Ikenga Drummers. Arrrr, captain!....Dawno się tak nie wyszalałam!
Dziś ledwie zwlokłam sie z antresolki, dobrze, że stawy nie odmówiły mi posłuszeństwa:) Zeszłabym szybciej.
Z tego świata pewnie też XD...
Tylko po co, ja się pytam, dodawać do smacznej, wyrazistej i ogniotwórczej muzyki bębnów, jakiś mdły saksofonik? Jakieś new-ageowskie zawodzenie ni do rytmu ni do taktu???... Możnaby podejrzewać, że czyste bębny jawiły się muzykom nazbyt prymitywnymi, chcieli je "uszlachetnić"; podrasować audiofilsko. I doopa, wyszło źle, niedobrze, sok z rzepy miast Tequilli! Puls bębnów zanikał, stłumiony przez jakieś nieinwazyjne zielonoświątkowe mruczanki.O_o"
A najlepszy kawałek to była solówka samych bębnów. Bardzo żałowałam, jak się impreza skończyła, ale rozsądnie rzecz biorąc- wtedy mogłam jeszcze chodzić, i wdrapałam sie jakoś Monciakiem, prosto do łóżka. Kto był na sześcio- czy ośmiogodzinnych maratonach w Enzo-wie, o czym mówię. :P Zazdrościsz Jetsonom ich zafajdanych ruchomych chodniczków, choć są mutantami i mają antenki w głowach.

piątek, 22 września 2006
Where have I been, what have I done..
Wysiadając nocą w Sopocie i idąc w górę Marynarzy, tonącą w ciemnym pomarańczowym świetle, zostałam bezwzględnie trafiona pięknem tego miejsca, całego miasta, zwłaszcza nocą; do tego stopnia, że miałam ochotę poturlać się po lśniącym posępnie w mdłym sztucznym świetle bruku. Jakli on śliczny!...*_*
Spokój, cisza iście cmentarna, lekki chłód, żywego ducha. Jaka cudowna odmiana po dwóch hałaśliwych molochach, jakie musiałam odwiedzić w przeciągu doby!..
Krótko- Warszawka jest brzydka, a warszawiaki to smutasy.
Poznań? Oślepiające słońce, i kilka nowych odkryć na temat ludzi.
Oni SĄ. O_O
....
.....
Dobra, to nie jest trzon mojego odkrycia. Ale cały czas sprawiają mi niespodzianki. Zaś ilość przyjętego na czapę słońca była doprawdy dawką ogłuszającą - przez ostatni miesiąc intensywnego rysowania, jak to śpiewa Opeth:" In the rays of the sun I am longing for the darkness "- rysowanie w powodzi blasku, zalewającego biurko, to pewny Witkacy w naturze.
Przez te dwa dni, w każdym nadarzającym się kolejnym pociągu, słuchałam niemal wyłącznie Opetha, rozpływając sie w smacznych niuansach dźwięku, a co mi zaserwowało radio, ledwo przekroczyłam próg domu? Rozmamłaną Tori i Eltona-Peltona. Na Bafometa...!
Scenka: idę Monciakiem, pławiąc się w roziskrzonym popołudniowym powietrzu, gdy sielankę niszczą zawodzenia jakiegoś dziecka w wózku. Ojciec wózka siedział na ławce i silił się na lekką blazę, i rzeczywiście, wyglądał tak, jakby relaksował się na gwoździu. Wreszcie nie zdzierżył i, zmuszając sie do tonu żartobliwego ( z silnie przebijającą jednak irytacją) wybrał drogę naukowego dyskursu. Otóż zwrócił się do rozwrzeszczanego wózka:"Ale dlaczego? Ale z jakiego powodu ty płaczesz???".
Myślalam, że tam kojfnę ze śmiechu.
***
Istotna dla mnie rzecz: dziś była pierwsza od dziesięciu dni noc przy zgaszonym świetle. Udało się, ale też Cerber Koyot spał w nogach łóżka, będąc przedmurzem dla Boboka. Hail Koyot!
Ciekawie można ocenić ludzie na podstawie tego, jak się zachowują, gdy dowiedzą się, że czegoś się lękasz; jedni będą chcieli ci oszczędzić wstrząsu i postarają, żebyś nie miał styczności ze swoim Straszydłem, ani w słowach ani w obrazie. Ale ile osób specjalnie, dla czystej krotochwili, podsunie ci w dowolny - materialny lub nie- sposób przedmiot fobii, tylko po to, żeby się ekscytować dreszczem przerażenia, z jakim odskakujesz w daleki kąt?
Co robić z takimi ludźmi...?
Ja bym ich zamykała na 24 godziny w najgorszym wspomnieniu, jakie mają. I nagrywała krzyki.
poniedziałek, 11 września 2006
Noc koszmarów
...Bez ochyby, dziś taka była. Dręczące mamuny to jedno, a wrzeszczenie, jakby cię ze skóry obdzierali, to drugie. Niespecjalnie mam w związku z tym ochotę zasypiać dzisiaj, ale podejrzewam, że ostatecznie nie będę miała wyboru...
Aj, oderwę sie od tych ponurych rozmyślań i zajmę lekką i niefrasobliwą statystyką: otóż odkryłam, że byłam na dwakroć takiej ilości pogrzebów, co ślubów. Intrygujące!
W dodatku, z obu tych nieszczęsnych uroczystości nie pamiętam niemal nic, podczas gdy każdy z czterech pogrzebów czymś się odznaczył, czymś...zapadł, że ujmę to tak krotochwilnie, w pamięć.
Na jednym byli to grabarze; wielkie, masywne draby w białych gładkich rękawiczkach na gąbczastych dłoniach; tak szczelnie wpasowane w grube czarne garniaki, że sami zdawali się być upiornymi ożywieńcami, o wyszorowanych do różowości twarzach i plastikowych, zaczesanych na boczek włosach. Wyraz twarzy- niezmienny. Byli przerażający; obserwowałam z fascynacją, gdy błyskając w powietrzu bielą rękawiczek, bez pośpiechu, ale niezwykle sprawnie i higienicznie zakopywali dołek.
Jakie by to było ciekawe, gdyby jakaś firma przełamałą skostniałą ( uhuhuu!..) tradycję, i wyekspediowała grabarzy w karmazynowych frakach, a etatowym grajkiem uczyniła kapelę rodem z "Remains of the day", z hasłem przewodnim:" People are dying to get there...".
Btw- na odpędzenie kszmarów żadne pokrzepiające piosnki, czy ckliwe balladki! Ogień zwalcza się ogniem- Tom Waits już mi gra.


czwartek, 07 września 2006
Beware, beware, be a very wary bear!
Z racji tego, że jestem zbyt zmęczona na twórcze pisanie, odtwórczo zamieszczam tu niniejszym- zagadkowy wiersz, stworzony przez Hydrę w poniedziałek. Znak to Przedwiecznych, my tylko spisywałyśmy ich słowa.
A w galerii- jedna mała, rozkoszna, pełna zabawnych pomysłów dziewczyneczka. }:)
Zapraszam.
Gdy katów gromada przemierza ulice,
słychać ryglowane trwożnie okiennice;
i ni człeka nie ujrzysz, ni bezpański zwierz
nie zbłąka się tutaj, zdjęty trwogą też.
Ci, którzy tu byli, wnet zapomnieć pragną,
Jak straszliwe i groźne było z tego bagno,
Dlatego żwawo stamtąd umykali
unosząc głowy- swoje i rywali,
którzy wszak nie mogli dostrzec nawet straty
stojąc pod portalem- drogą w inne światy.
Portal światłem błękitnym się jarzył...
jakby swą prawdziwą naturę obnażył,
odartą ze złudzeń i marzeń wszelakich,
strąconą w niebyt. Tam głosów nijakich
ni żywego ducha nigdy nie uświadczysz.
Smutku to ostoja, i jak długi świat czyż
miejsce bardziej ponure gdziekolwiek odnajdziesz?
Na pewno nie, jakkolwiek i daleko zajdziesz.
Lecz zostań tu, ucieczki przestań juz próbować,
gdyż przyjdzie nam kości tu twoje pochować.


sobota, 02 września 2006
In a state of trance

Lech Wałęsa pamięta wiele elementów spotkania z Eltonem Johnem...

Skisnąć można, patrząc na to, co się przelewa ulicami miasta w dni ekschumacji i żałobnych pień. Inni zwą to festiwalem, pragnąc mamić sie do końca. Najlepsze jest zderzenie sie strumieni dźwięków w pewnym newralgicznym punkcie, nieopodal schroniska dla zwierzy: z Opery- Elton Pelton; z kortów- weselne przyśpiewki w rytmie disco, rozhuśtywujące wyczesane bryki; zaś z góralskiej chaty rzępią niemiłosiernie miłośnicy zarzynanego folkloru. Zbrodnia przeciw ludzkości, if U ask me.
Ale ludziska obnoszą się z obciachowymi biletami wstępu na festiwal trupów, wiszącymi na smyczach wokół karków. Wczoraj w Spatifie kulałam się ze śmiechu, widząc, jak wypinają zbiorową pierś do przodu, by nikomu nie umknęła ich sromota i upadek. Recital Wondraczkowa Club Mix, no niech mnie pokroją...!
Ale co za ulga, zapaść przy barze, zanurzyć się w atmosferze lokalu, w tych dźwiękach, światłach i rozbłyskach. Odprężenie spływa na mnie niezauważalnie i natychmiast. Siedząc przy lśniącym, wypolerowanym barze- chwiejąc się jak ukwiał pod naporem czerni, ale jednak zachowując przyczółek na stołku barowym- obserwując od niechcenia gości w lustrze za plecami Jego Wysokości Barmana, słuchając klubowej mieszanki, zapodanej przez króla E., mam wrażenie, że jesteśmy wszyscy w mydlanej bańce, która płynie sobie nieśpiesznie i beztrosko. Choćby miała nagle zdradziecko gdzie jebsnąć o krawężnik, to cholera- jak ja uwielbiam to uczucie! Nic nie da sie porównać z klubowym relaksem.
Chyba że dwa relaksy.
Srebrzyste, i odblaskowe.

Co bardziej tolerancyjni ludzie przekonują- zaprawdę, bardziej siebie, niż mnie- że Elton, jaki by nie był, jest naprawdę zdolnym facetem, ma świetny słuch, i chwytliwe piosenki. I showman, panie tego. Talent sceniczny, stuff.
Right. :|
Brzydki. Nudno. Ziew.

CURRENT MOON