RSS
niedziela, 30 września 2007
Jet lag nie tylko czasowy
Jestem, bladze, kraze po Sopocie, poszukujac starych miejsc- i odnajdujac niewiele zmienionych.
Podroznicy zawsze pisza, jakby to radowalo ich serca, znalezc wszystko w niezmiennym stanie, tak, jak zostawili i zapamietali. Ja jednak czuje sie dziwnie, majac wrazenie, ze sie przemiescilam gdzies poza czasem, ktorego uplyw tutaj, po tej stronie globu, byl zupelnie niezauwazalny, ba- nie zostawil sladu!
Pierwsze moje wrazenia na lotnisku we Frankfurcie: `Jacy wszyscy sa WIELCY!...` Nastepne: `Jak oni pedza..`
Oraz- wielki zawod, rozczarowanie, wrecz- frustracja na widok bezbarwnosci i bezplciowosci ubran.
Nie, powinnam raczej powiedziec urzedowo: odziezy.
Ludnosc nosi odziez w barwach zachowawczych, stonowanych, rozmywajacych sie w tlumie identycznych burek, brakuje jeno waciaka i walonek. Bylby Wedrowycz jak malowanie -_-`
Dlaczego jest tak strasznie ponuro??!! Traci PRLem, kurzem na fasadach, i zrujnowanymi, pustymi oknami wystawowymi, z pyszniacym sie w bieli wyschnietej farby `REMANENTEM`. Zas `kolekcje odziezy`, jakie ujrzalam w sklepach, zdjely mnie przedwieczna groza: TOZ TO JAPONIA w najgorszym wydaniu! Tandeta, sztuczydla, obrzydliwe kolory womitorium!..
I wszedzie karki; istne tlumy masywnych ludzi w odziezy sportowej, i o  rozbieganych, przebieglych oczkach. Czuje sie..dziwnie. Malo bezpiecznie.
Zdazylam niemal przywyknac do tej dziwnosci, kiedy pojechalam kupic pudla na kapelusze. Taki poziom gapienia jest mi juz nieobcy, tak sie na mnie gapili mieszkancy Nary. Tu- mieszkancy Karwin wylepiali galy i komentowali polglosem barwne okragle pudla, przewiazane wstazkami.
Najlepsze, ze najlepiej poinformowany- i dzielacy sie ta informacja z towarzyszami- co do przeznaczenia onych pudel, byl jakis mlody chlopak o_O
Z wiesci dobrych- nie wyrzucili mnie z uniwerku.
Ze srednio dobrych- jeszcze rok tam studiuje.
Z drugiej strony- bycie studentem ma swoje plusy.
Ale ja juz chce wolnosci od systemu, urzedow, podlegania i podporzadkowywania sie. Czyli musze sie wystrzelic w kosmos XD
O, taki oto komitet mnie powital, dostalam kanapke, fartuszek, kwiatka i wszeteczne baloniki..


sobota, 22 września 2007
Przedwyjazdowe ostatki

Jakby co, to jest teraz srodek nocy, czy raczej- srodek czasu, ktory sobie przeznaczylam na sen przed wyjazdem.
Ale, jak nalezalo oczekiwac, sen odszedl mnie ledwo przylozylam glowe do klujacej lotkami pierza poduszki. Ponadto, dla mojego rannego kolana stalowa pieszczota sprezyn z machiny tortur, zwanej z japonska `materacem`, jest zbytkiem laski, wiec co tam- testuje zolte wypasione krzeslo, ktore Mima-kun wstawila dla Nowego. Ja mialam krotkonogiego wypierdka, stworzonego dla slynacych przeciez z krzepkiej a wybujalej postury Japonczykow, przez co piszac czy rysujac, po prostu robiac cokolwiek przy biuku, siedzialam na krzesle jak na przyzwoitego buszmena przystalo- w kucki, bo nie wyewoluowalam jeszcze chwytnych wypustek na brodzie.
Nowy dostanie Fotel Prezesa, I nigdy nie pozna mojej mizerii, przez co uczucia don zywie gorzkie a zawistne. Nie wiem, chyba obleje to krzeslo chuhaiem na do widzenia, niech sie chociaz lepi, jak juz jest takie przystojne I mieciutkie. A co, zycie to niejebajka, a akademik to nie Wersal.
Wygodne krzeslo, tez mi…! 

Facecje.

Nie moge spac, to tak sobie mysle….ze u nas to by nie przeszlo, co widzialam w autobusie w Kioto pare dni temu: upal jak jasna cholera, ludu mrowie (za mna przy okazji ze trzech gaijinow, w koncu co Kioto to nie Nara -_-`), wiekszosc z wachlarzami, a ponad glowa kierowcy wielki napis, uprzejmie informujacy, ze w ramach walki z efektem cieplarnianym, podczas czekania na swiatlach ( a czeka sie, oj czeka..) oraz na przystankach, silnik bedzie wylaczany, a co za tym idzie- I klima, ale dla dobra Ziemi- prosimy o wspolprace.
I co? I ludzie ze spokojem to przyjmuja, cierpliwie wspolpracuja, machajac wachlarzami, bo w koncu efekt cieplarniany to nie przelewki.
U nas klienci by sie oflagowali, obili kierowce I porwali autobus.
A potem podpalili przystanek XD

 W piatek pojechalam do Takarazuki po raz ostatni (w tym roku).
Na ostatni spektakl Haruno Sumire; ludzie sciagaja na to z calego swiata, niektorzy (Amerykanie..) powykupywali na aukcjach bilety na dwa tygodnie ogladania, beda chodzic, lobuzy, dzionek w dzionek, moze az do Dnia Ostatniego, senshuuraku zwanego.
Dlatego kiedy dowiedzialam sie, ze Sawada zdobyla mi bilet- nie posiadalam sie ze szczescia. Nadal nie wierze, ze to zobaczylam.
Ale mniejsza o to, nie bede zanudzac niezainteresowanych –mega interesujacymi I podkrecajacymi wprawdzie :P- szczegolami, poza tym, ze wiem juz teraz, dlaczego wszyscy ludzie z FC mowili do mnie `Mariannu`- tak ma na imie glowna bohaterka `Adieu Marseille`.
`Mariannu`- co to w ogole jest?? Brzmi jak `emu`. Wcale niepodobne >_< :DDD
Po spektaklu, a takze dwukrotnie wedrujacej w gore kurtynie I owacji na stojaco, pojechalysmy na Umede, gdzie sensei wybrala jakas wykwintnie I `o-boze-chyba-nie-zamierzasz-jesc-salatki-TYM-widelcem??!` wygladajaca wloska restauracje, gdzie spedzilysmy wiele godzin, gadajac I wlewajac w siebie wielkimi kielichami wino, z pewnoscia z doskonalego rocznika, drogie, I – jak dla mnie przede wszystkim- czerwone fajne takie..

Oto zas clue mojego wywodu: jak wielkie jest moje szczescie I jako japonisty, I jako osoby, ze spotkalam ta kobiete. Poniewaz cztery lata na UAMie nauczyly mnie, ze Japonczykom:

1)    Nie mozna ufac

2)    Nie nalezy im wierzyc

3)    NIE DA sie z nimi zaprzyjaznic.

Naturalnie, nauk tych udzielili mi senseie, bo japonscy studenci, jacy przypadkiem sie zablakali na ten zapomniany przez bogow I dziekana skrawek uniwerku, to byly naprawde mile dzieciaki. Zagubione, przyjazne, I ufne jak sarenka Bambi.
W przeciwienstwie do nas, japonistow: czujnych, ostroznych, majacych co najmniej dwie twarze I caly wachlarz sposobow, by uniknac koniecznosci wyjawiania wlasnego zdania. Bo to mogloby kosztowac…
Sawada sensei to tak serdeczny, ciekawy swiata I ludzi czlowiek, ze przez jakis czas- przyznaje ze wstydem- nie moglam jej rozgryzc. Bo nie pasowala do wzorca, jaki mi przekazano- gdzie tu dwulicowosc? Falsz? Subtelne szpileczki, I system `pupilkow`?
Kiedy sprobuje mnie usadzic, lub dac mi do zrozumienia, ze generalnie to mnie nie lubi?
Ech…Mysle, ze jedna z rzeczy, ktore wywarly na mnie najwieksze wrazenie w ciagu tego roku- byl wlasnie piatkowy wieczor, I godziny rozmow. O wszystkim.
Nigdy nie sadzilam, ze bedzie to mozliwe z japonskim nauczycielem. Ale ostatecznie- to wszystko kwestia czlowieka.
個人的な問題.

 Ostatni sprawdzian pokoju przeszedl tez pomyslnie; nie zdolalam zdewastowac niczego widocznego, wiec Mima-kun byla bardzo zadowolona. Gdy juz pozegnalysmy sie miedzynarodowo, bimbajac sie w uklonach nad usciskiem dloni, i prawiac sobie uprzejmosci, konsjerzka wrocila z Fotelem Prezesa I – upominkiem, slodko zawinietym w rozowy celofan. Szminka. Fajna, z brokatem.
I nie moglam sobie nie przypomniec wyprowadzki z `Babilonu` I afery o peknieta miske, na ktora trafilam, spadajac z parapetu, albo awantury w `Zbyszku` o resztke tasmy klejacej na nieskazitelnie pieknym przeciez, gierkowskim chyba jeszcze polkotapczanie. Jak ja sie na to na powrot przestawie?

Uaaa, ja pierdziu, wlasnie sie podrapalam w kolano!..TO kolano…Oo, jak niefajnie..

czwartek, 20 września 2007
Wpis pod wplywem
Ostatnio ukrzywdzam sie okropnie.
Nie wiem, doprawdy, dlaczego to robie, bo zeby choc dla przyjemnosci- Alas! nie sprawia mi to najmniejszej.
Wezmy chocby dzis, wyprawe na koniec Nary po wtyczki, coby moc uzywac japonskiego sprzecioru w Polsce. Upal- niemozebny wprost, wiec co 20 minut wyluskiwalam z przydroznych automatow flaszki, lodowate, mokre i sliskie jak ryby. Oczywiscie, jedna taka butelka musiala mi sie wymknac z dloni, i prozne byly proby jej schwytania: palce zeslizgiwaly sie po mokrym plastiku.
Dla postronnego obserwatora musialo to wygladac, jakbym sobie wesolo zonglowala jedna reka, i w pewnej mierze bylo to prawda (po wycieciu fragmentu o wesolosci..-_-`)
Wreszcie zdesperowana, wzielam zamach k`sobie, zdecydowana przycisnac butle do siebie, az przestanie sie wyrywac. Naturalnie, w tym momencie flaszka znieruchomiala grzecznie w mojej dloni, ale jako ze ruch wahadlowy wsobny wciaz trwal- wbilam ja sobie z impetem w zoladek.
Bardzo bolalo.
Dalej- sny.
Mam, prosze panstwa, zywe, barwne, i -szczegolnie te zle- bardzo realne. Tak bardzo, ze czesto to, co- mysle sobie- robie we snie, robie tez w rzeczywistosci swojej celi nr 225. Na przyklad wyskakuje jak oparzona z lozka i przypadam do ziemi, zeby podpelzajace potwory nie mogly mnie zajsc od tylu. Rano budze sie- i mam bolesna, krwawa plame na kolanie, bo fest jeblam o te ziemie, padajac.
Dlatego- apel, Rodzino! Musimy nieco przemyslec aranzacje sypialni w domu, I mean- troskam sie nieco o swoje zdrowie, bo niekontrolowane wyskakiwanie z lozka w sytuacji, gdy sie spi na antresoli, jest pomyslem nie rokujacym wielu nastepnych -_-`
Szykujcie polowke. Z pasami XD

Wiecie, co odkrylam? Ze wiem, dlaczego nigdy dotad nie widzialam w Japonii gruszek: przebrali je za jablka. Serio! Co za numer! 
Tak mie oszukali.
Se kupuje jablka, nie? I mysle- kurka, tanie, ale mi sie trafilo...Wgryzam sie w jedno, i -zonk; przedziwne, mysle sobie, te jablka w Japonii, jak gruszki smakuja, nasze ojczyste, robaczywe....
Ha! Juz WSZYSTKO wiem. Sa okragle, zielone ( i jak je wrzucic do wody, robia PLUM!) i tylko od strony ogonka legitymuja sie gruszkowa wklesloscia.
Japonczyki jak zawsze oszukuja. #_#

Z serii- napisy: na wielkim sklepie stoi `FOODS & DRUG`
Jeden. Ten drug. Ale za to robi, oj robi....}:D

A to seria zdjec- co robi czlek w Narze, jak dostanie diploma.

A to jeszcze  w Tokio- wyszla ze mnie Bestia..
Obczajcie w ogole, jaki fajny sufit. Zeby nie bylo- klamka w drzwiach jak nalezy.

I wreszcie- moj diploma, komunistycznie czerwony, z odciskiem Mao ust korali, zatwierdzajacy, ze chlubnie ukonczylam rok laby, a reakcyjny element Grzegorzo-prawicowy chce mi smignac moj partyjny wachlarz:


Hehe- a to, moje ulubione, dam opublikowac, pod haslem `Co kraj- to przeslanie` }:D Mgiaha! Na Bafometa...

wtorek, 18 września 2007
What can I say...
Pozegnania trwaja.
Po wycieczce do Tokio, po nomikaiu z reszta studentow, po urodzinach Ioany (i w zwiazku z tym po 4 godzinach snu) zwloklam sie o swicie, pojechac na ostatni dzien Mahoroby. Ostatni dzien Tsukigumi dla mnie.
Szwendalam sie pol dnia po okolicy, delektujac sie kawa i sliczna muzyka w `Mahorze`, ogladajac pieniace sie koronkami i rozami z materialu duperele w `Fairies`, i piszac list.
Jak nalezalo oczekiwac, biletu nie dostalam, ale nawet na to nie liczylam- staff FC mnie nie lubi- ale co sie dziwic, jak ich bije. }:)
No ale kto rozsadny by sie spodziewal, ze laska sie zatrzyma w momencie, gdy ja jeszcze biec bede?...Szczesciem, to ja mialam sandaly, a ona pancerne adidasy, wiec jej za bardzo nie uszkodzilam.
Ale biletu nie dostalam. Pewne zas wydarzenie uswiadomilo mi, ze moze tu zachodzic `wyrownywanie rachunku`
Znajoma przeslala mi smsa, ze siedzi w `Rondzie`, wiec poszlam tam. Jej towarzystwo dalo mi odczuc, ze jestem intruzem, wiec po 20 minutach grzecznej konwersacji zarzadzilam odwrot taktyczny, jednak czegos sie dowiedzialam o czujnosci babek w fanclubie. O tym, jak bacznie pilnuja, czy aby nikt nie jest traktowany lepiej, niz reszta.
Bo nagle, niby to od niechcenia, spytaly, co Kiriyan do mnie powiedziala.
Na moje `He..?` wyjasnily twardo, ze podczas wreczania porannego listu trwalo to w moim przypadku znacznie dluzej, niz u innych, i widzialy- wyraznie widzialy!- ze K. cos do mnie powiedziala. CO?
Sprawa wygladala tak, ze dalam jej wczoraj urodzinowy upominek (`Ach, to urocze` zachwycily sie nieszczerze), jako ze w dniu urodzin Wendy June to ja bede daleeeeko.
Niestety, K. nie zauwazyla nieksztaltnego papierowego tlumoczka, ktory, niezbyt pewnie ujety, wymknal sie jej z rak; szczesciem, moj ninja-refleks uratowal go przed upadkiem.
Jednoczesnie tez powiedzialysmy `Uaa, sumimasen!`, ale jako ze nie bylam pytana o to, co ja ewentualnie powiedzialam- wspomnialam tylko o Kiriyan }:P
Na chwile zapadla cisza (poniewaz strzaly oddawane wzrokiem morduja bezglosnie).
Dopiero po chwili wybuchlo `Ach, no woow! Gratulacje, normalnie ona nigdy do nikogo slowa nie mowi... (bang! bang!) I to jeszcze- sumimasen...`(bang! bang!..piun!) (ostatni byl z tlumikiem)
Ja zas sobie przypomnialam, jak raz Kiriyan, wysiadlszy z samochodu, usmiechnela sie szeroko- wyraznie do mnie- oraz ten caly autograf.
I przestaje sie dziwic.
To jak walka o laski panskie, a FC musi dzialac jak wytrawny szambelan, w stosownym momencie odsuwajacy kogos od tronu, co by nie doszlo do rokoszu. A poniewaz zakladaja widocznie, ze chocby przez fakt, ze jestem Ten Obcy rzucam sie w oczy i sciagam bezczelnie wiecej uwagi- na zas mnie odsuwaja.
Szczesciem, to byla jedna mala grupka fanek; po demachi- niezwyklym, magicznym demachi- poszlam na fanclubowe picie, gdzie reszta babek przedstawila fanowska parodie Mahoroby i `Magician`a.





Obsmialam sie do lez, twarz mnie az bolala; dostalam potem na pamiatke taki jeden `talerz` ze wstazkami oraz `kwietna girlande` czyli kawalek liny z przyczepionymi dwoma kwiatkami, zostalam wysciskana przez glowna organizatorke, caly zreszta FC zegnal mnie wylewnie, a ja tak sobie mysle: co by to bylo, gdyby staff raczyl mi przysylac wiadomosci od samego poczatku, od lutego? Gdybym wczesniej mogla przychodzic na iri i de, i byla po prostu traktowana jak reszta fanow, skoro maja takiego pierdolca na punkcie sprawiedliwosci?
Moze nic by to nie zmienilo, moze teraz ta impreza byla tak przednia, bo wyjezdzajacy gaijin to bezpieczny gaijn. Ale watpie- wiekszosc tych ludzi jest strasznie otwarta, kiedy tylko zaczelam pojawiac sie regularnie- sami zagajali.
No coz- ja im jeszcze kiedys pokaze (zajec)
Tymczasem- ostatnie ujecia z Krainy Czarow..

To zdjecie bylo zrobione w miare wczesnie; dwie godziny pozniej kosze kwiatow zastawialy calusienki korytarz.

środa, 12 września 2007
Krawedz Swiata, a na niej...

...Fuji sie nudzi.
Wlezlim, obaczylim, fajnie bylo, serce wszylo troche nosem, ale przede wszystkim- pierwszy raz bylam w chmurze. Bez posrednictwa samolotu, tylko ja, osobiscie, ta oto wspaniala osoba- bylam w srodku chmury *_*
Powiem Wam tak- zimno tam, w tyj chmurze bylo, dobrze umni radzili, zeby w majowy weekend sobie tego japonskiego wulkana odpuscic. Zamarzlabym o_O
Bo tak poza tym, poza Fuji rozciaga sie kosmiczna pustka.
Przepasc bez dna i tylek Kosmicznego Zolwia, na ktorym placek ziemny lezy. Dziwnie bylo patrzec na wysokopienne sosny, za ktorymi, miast widoku dolin- niebyt. Nicosc.


Over the clouds...
Chmury podstepnie wpelzaly na szlak, i nagle czlowieka owiewal zimny oddech gory, nieco lepki i wywolujacy dreszcz. Zrozumialam, dlaczego ludzie byli ubrani jak na biegun, choc stroj misia uwazam za nieco przesadzona dawke realizmu w surwiwalowych maskaradach...

I zdechli pielgrzymi, relaksujacy sie na zimnych kamieniach, zaraz zas za krawedzia placu- the void....

Mysle, ze zlekcewazyli tablice na poczatku szlaku, ktora dawala takie cenne rady, jak punkt szosty:
...Troche trudne do wykonania, zwazywszy, ze NIE DA sie wejsc na te gorkie i sie nie zmeczyc w polowie. To co, zawracac? Pfff...

Potem bylo Tokio; przyjemny gwar, ruch, zgielk. Ludzie, zycie, cywilizacja- mila odmiana po Narze. Wiec zeszlo nam glownie na roznych zakupach (kapelusz, kapelusz....*_*), oraz badaniu stolicznych ekstrawagancji...
Koraliki, prawdaz...
P(s)asieka.
Chmurny poranek w Asakusie i sztuczna palma przecudnej urody :DDDD

Po drodze do Nikko zablakalo nam sie troche i wyladowalysmy na prawdziwym koncu swiata, w wiosce zagubionej w dolince; wysiadamy z pociagu- a tam nic, tylko niema sciana gor, i kujoty...
  Bylo tam tak niesamowicie cicho, ze, zdaloby sie, mgielny opar wydawal odlos, kiedy przeslizgiwal sie leniwie po koronach drzew.
Troche czasu nam zajelo, zeby sie stamtad wydostac, ale wrazenie odciecia od reszty swiata towarzyszylo mi jeszcze czas jakis dluzszy. Co ci ludzie robili przed era pociagow??
Wiem, lubianka na plecy, i hajda przez gory...-_-`
Swiety most w Nikko. Przez cala nasza wycieczke popadywalo i bylo w ..uja pana zimno, ale w Nikko to juz byl szczyt szczytow i drabinka jeszcze. Oberwanie chmury, chyba tej samej lodowatej cholery, ktora nas oblepila na Fuji: sciana wody, kaluze po kostki, temperatury polarne- no bez ramenu w Utsunomiyi sie nie obylo, ale dzieki temu w autokarze ululalo mnie blyskawicznie.
Zdazylysmy jednak ulozyc bajke o `yellow-freak` krolu, tanuki zyjacym w  zoltym imbryku, ktory nocami zmienia sie w jednorozca zolto-foba i zoltym rowerze. Kiedys to opublikuje, i wielka bedzie nasza slawa *_*

sobota, 08 września 2007
Dzien w Krainie Czarow

Nie inaczej; podroz tam zaczela sie o swicie, kiedy to wstalam o 5, w pociag wsiadlam o 7, na miejscu bylam o 9. Wrocilam po polnocy.
Przez caly dzien chlonelam atmosfere teatru wszystkimi komorkami, przechadzalam sie po alejce, zagladalam do sklepikow, co jakis czas kupujac rozne duperele, I marzylam- jak by to fajnie bylo moc tak sobie zyc.
Zeby zycie blisko teatru (nie w sensie lokalizacj) nie bylo luksusem I wyznacznikiem burzuja. Ze czekajac na spektakl, siedze sobie w kawiarni; z braku czegos lepszego do roboty- zagladam do sklepu z kapeluszami, a w innym kupuje troche upominkow.

Gdzie w Polsce takie cos?

Opera w Poznaniu? Z tego, co pamietam, w poblizu jest jedna kawiarnia, jedna calodobowa zapiekankarnia- a, I byl jeszcze spelunkowaty bar, ale nie wiem, czy aby go nie zamkneli. Nawet jesli- mala strata.
W 3miescie jeszcze gorzej, po pierwsze- tak drogo, ze nie stac by mnie bylo na trzasniecie drzwiami, co dopiero mowic o herbacie. I lokalizacja- Teatr Wybrzeze, owszem, przy placu, zaraz zas obok ruchliwe rondo, parking, zgielk I chaos. Muzyczny w Gdyni niby nad samym morzem, ale przez to wokol niego niewiele jest. Poza parkingiem, oczywiscie.
Nie ma takiej atmosfery, jak w Takarazuce, gdzie wokol teatru wyroslo cale miasteczko uslugowe, jest przyjemna aleja, I ulica wylaczona z ruchu samochodowego. Do tego kawiarnia na kawiarni, jadlodajnie, sklepy z roznymi slicznymi pierdolkami, no czuje sie, ze to inny swiat! A nie- po prostu budynek. Po prostu sklepy.

Siedzialam sobie na kanapie I obserwowalam ludzi, ktorzy przychodza do Takarazuki. Zadnego zaskoczenia- prawie wylacznie kobiety. Po spektaklu przebiegla pedem kolo mnie starsza pani, z zaklopotanym usmiechem wypadla na taras- I tam zapalila papieroska. Wypalila go chyba w trzech, czy czterech machach, I wrocila juz dostojnie, zadowolona, leniwym krokiem lwa po obiedzie.
W ogole wszyscy- poza jedna babka, tak pograzona w myslach, ze mnie chyba nie zauwazyla- wszyscy wychodzacy na taras pchali prawe skrzydlo drzwi, nawet jesli to lewa reke mieli wolna od pakunkow; prawe skrzydlo bylo troche dalej ode mnie. Przez jakis czas obserwowalam to z fascynacja, zwlaszcza ludzi, ktorzy w prawicy targali ze trzy siatki, torebke I parasol. Lewa reka siegajac niewygodnie w poprzek ciala, napierali na prawe skrzydlo. Ktore niestety bylo zamkniete, I musieli zrobic ten krok w moja strone, zeby wyjsc lewa strone. -_-` No na bogow…
Troche przerazajace so kobiety w srednim wieku; przede wsytkim wygladaja dosc okropnie: czarnawo-bure spodnie w roznym stopniu workowatosci, buty grzybiarza, I do tego- przyciasnawa koszula z falbanami, z reguly czarna. Chlopowato sciete wlosy I krzykliwy sposob bycia. Karampuki. Do tego lazace stadami.
Oczywiscie, nie wszystkie tak sie prezentuja, ale faktem jest, ze trudno zobaczyc tu zadbana kobiete w srednim/starszym wieku. Sa to albo owe karampuki, albo typowe kury domowe, albo wreszcie nowobogackie pudernice, z czerwona szmina i okularach w centymetrowej szerokosci zlotych oprawkach. A przeciez w Japonii jest co tylko dusza zapragnie, zeby sie wyrazic!..
Sama cierpie na mysl o powrocie do polskiej siermieznosci. Tym bardziej, ze tu odkrylam w sobie istna, prawdziwie babska, pasje do torebek. -_-` Nie powiem, ile ich sobie kupilam, dosc ze jest juz caly szereg rzeczy, ktorych kupowanie I uzywanie sprawia mi niebywala przyjemnosc: torebki, wachlarze, parasolki, rekawiczki…
To wszystko traci Lewantem, ale tylko wlasnie dlatego, ze- w Polsce nie ma. Nie ma specjalnego sklepu pelnego parasolek, deszczowych I slonecznych. Sklepy z kapeluszami naleza do miejsc, w ktorych- poza wartoscia kapelusza- placi sie chyba jeszcze podatek od miejsca, jakie kapelusz zajmowal na polce.

Anyway- sycilam zmysly faktem, ze bylam tam. Mimo, ze nie dostalam biletu na TCA- a siedzialam tuz za funclubowym staffem, dreczac ich swoim cierpietniczym wejrzeniem- I w pierwszej fali goryczy chcialam sie zawinac do Nary. Szczesciem, hol w teatrze jest bardzo dlugi, I nim dotarlam do wyjscia, zdolalam troche ochlonac, wiec po przekroczeniu bramy skrecilam prosto do kombini. Potem troche sie tajniaczylam z piwkiem, jakie sobie kupilam na otarcie lez, ale szybko przestalam sie wyglupiac. Nie ma biletu- bedzie pijany gaijin, wyczyniajacy RZECZY. >_< I-co-mi-zrobia?
No I przede wszystkim- zostalam na demachi, co bylo najlepsza decyzja dnia.

Nigdy czegos podobnego nie przezylam…

TCA to- jak to okreslila inna fanka- matsuri. Parada gwiazd, fani przyjezdzajacy z calego kraju, istny pojedynek na popularnosc. Stad te apele od fanclubowego staffu, zeby jak najwiecej nas przyszlo, zeby sie Kiriyan nie musiala wstydzic. Nie musiala, ale o tym zaraz…Ja bylam dosc wczesnie, wiec zajelam dobre miejsce; w otoczeniu paru innych nieszczesnikow z FC, ktorzy tez nie zdobyli biletu (niskie to, ale poprawiajac mi tym samym humor…-_-`) mialam okazje doswiadczyc tego rzadkiego uczucia, kiedy -mimo ze Ten Obcy- bylam wyraznie czescia grupy, I siedzialam sobie bezpiecznie otoczona ludzmi z tego samego FC co ja. Przebiegajace Japonki rzucaly mi zdumione spojrzenia, ale nikt sie nie odwazyl gapic zbyt natretnie- pewnie kolejny punkt takarazucznej etykiety: nie swidrujemy innych fanclubow wzrokiem. Nawet jesli tam bialy diabel jest. A z tego, co widzialam, bylam jedynym bialasem (bo nie jedyna blondynka, wiadomo; jedyna naturalna :D) Hue hue…To sie fanclub musial cieszyc, ze tak innym pokazal -_-` `Yo, obczajcie naszego gaijina, burasy!..` XD
Ledwo sie spektakl skonczyl- ziemia zatrzesla sie od tupotu nog setek ludzi. Tysiecy?..Mozliwe. Morze ludzi, jak okiem siegnac- tlumy, scisk, chaos, z wolna narastajace podniecenie…
Pierwsza wyszla Natsuki Mizu; tysieczny tlum przypadl do ziemi, rozlegly sie gromkie brawa. Ale to nasz fanclub- jako ze Kiriyan wyszlo dosc szybko- byl pierwszym, ktory zgotowal nie tylko gromkie owacje, ale wybuchl radosnym wrzaskiem, kiedy sie pojawila.
Moze dlatego siedzacy przed nami fanclub Haruno Sumire urzadzil to, co urzadzil, kiedy Osa wyszla- musieli wszak pokazac, ze sa sila. No coz- pokazali. Przysiegam…gdyby nie to, ze pare dni temu obejrzalam jej koncert, I wiedzialam juz, na co stac jej fanow- w zyciu bym sie nie spodziewala takiego ognia. Wrzask, pisk, szal, jak na okazje Elvisa; noc rozjarzyla sie fleszami, zmieniajacymi na chwile kontury swiata…Powialo gwiazdorstwem. Haruno zachowala sie swietnie, bo najpierw byla zaskoczona, potem zas wygladala jak uszczesliwiony szczeniak, ktory dostal az trzy buty do obgryzania, I ze szczescia zapomnial, gdzie ma ogon.

Widzialam wszystkie obecne top star, oklaskalam wszystkie wychodzace aktorki I napelnilam akumulatory- na jak dlugo, ciekawosc…Juz chce tam wrocic.
Nie moge uwierzyc, ze wkrotce to miejsce bedzie dla mnie niedostepne.

To teraz offtop: poplakalam sie ze smiechu ( rownowaga, wczoraj chlipnelam z zalu i rozczarowania)

Ten Top Trivia Tips about Nonko!

  1. There is no lead in a lead pencil - it is simply a stick of graphite mixed with Nonko and water!
  2. Over 2000 people have now climbed Nonko, with roughly ten percent dying on the way down.
  3. Nonko is the oldest playable musical instrument in the world.
  4. The average human spends about 30 days during their life in Nonko!
  5. If you lace Nonko from the inside to the outside, the fit will be snugger around your big toe.
  6. During severe windstorms, Nonko may sway several feet to either side.
  7. It is bad luck to light three cigarettes with the same Nonko!
  8. In the kingdom of Bhutan, all citizens officially become Nonko on New Year's Day.
  9. Medieval knights put the skin of Nonko on their sword handles to improve the grip.
  10. Nonko was declared extinct in 1902!

Consult the Contrivium

I am interested in

Do tell me about


czwartek, 06 września 2007
Notka nocna
Jest srodek nocy, ale i tak nie moge spac, poza tym- jestem tak poruszona odkryciem pewnej wielkiej roznicy miedzy Wschodem a Zachodem, ze az musze to szybko zapisac. Zeby bylo w dodatku sprawiedliwie: przez wiekszosc pobytu tutaj psioczylam na Japonczykow, to teraz cos zdecydowanie dobrego- niewiele jest chyba narodow, ktore tak potrafia zyc wedle zasady `Zyj sobie- i daj zyc innym`.
Ot, wezmy przyklad: komunikujesz ziomkowi z Europy, ze chcesz jechac na Arube. Typowe reakcje sa dwie: `Boj sie Swaroga, na Arube??!!..`, wzglednie ` A po ..uj ty tam jedziesz?!`
Japonczyk powie `Wow, Aruba! Nigdy tam nie bylem! Co tam jest? *_*` Ewentualnie jeszcze dorzuci bonusowo informacje, ze najlepszy golfista tego sezonu jest z Aruby.
Nie bialas; bialas sprobuje cie naprostowac; uzmyslowic ci; przekonac i podciagnac do swoich norm. Tego, co dobre, co warte uwagi, co godne.
Katalizatorem tego odkrycia byl- kapelusz.
Otoz majac w pamieci, ze w Polsce to sobie co najwyzej beret kupie, pojechalam na zakupy do Osaki. I to jeszcze do jednego jedynego sklepu, bowiem i Polska i Japonia maja ten sam problem z rozmiarowka. Wszystko male;  w Polsce na piec kapeluszy, ktore mi sie podobaja, dostane wlasnie ten szosty (beret).
Wiec sprawilam sobie przyjemny bezowy, tzw.`meski` kapelusz, stylem nawiazujacy do lat 30-tych. Sliczny *_*
Zatem wyobrazcie sobie moje zdumienie, gdy po zaprezentowaniu go I.i C. spotkalam sie najpierw z niedowierzaniem (`Nie mow mi, ze bedziesz TO nosic?!`), kpinami, wreszcie pogardliwym prychnieciem ( `Wez go daj lepiej tacie, czy bratu, ale na litosc boska tego nie nos!.) Podczas gdy jedyna reakcja Miwy wczesniej tego wieczora bylo: `Wow, ale duzy!`. Konstatacja faktu; a nie opiniowanie i kwestionowanie tego, co JA zamierzam robic z MOIM kapeluszem.
Poza tym, w Japonii noszenie kapelusza jest, w przeciwienstwie do naszego kraju i jemu podobnych- czyms naturalnym. To doprawdy smieszne, ale Japonczycy wierza ze jak kapelusze sa robione, to po to, zeby je nosic, no paradne...To jest idealny kraj, zeby sie kreowac, akcesoriowac i stroic, jak tylko dusza zapragnie; jest wszystko i wolno wszystko, a gapic sie beda na ciebie i tak, bos bialy.
Najlepsze byly pierwsze slowa I. na widok mojego zakupu: `Ale...wiesz, ze to jest MESKI kapelusz?..O_O`. Dziewczynki na lewo, chlopcy na prawo, panienkom z dobrego domu nie wypada biegac, tanczymy trzymajac za konce tej samej chusteczki, i Mela- gamy!...Bogowie, w jakim ja wieku zyje??!!
Podejrzewam, ze moj brak zrozumienia i zgodnosci w zawsze przeciez powszechnie uzgadnianej kwestii gustu stal sie przyczyna istnej burzy, jaka rozpetala sie wokol faktu, ze- jestem fanka Takarazuki.
Jak mi Cthul mily!..W zyciu bym nie podejrzewala, ze taki szczegol mojego osobistego zycia moze komus spedzac sen z powiek i wazyc humor! Do tego stopnia, by probowac wywolac we mnie zawstydzenie, jakby to byla wstydliwe zboczenie, porownywalne do molestowania ogrodowych krasnoludow.
Atak bez mala nuklearny, drwiny, kpiny i niewybredne szpile, az Miwa, siedzaca dotad oszolomiona na kanapie, zdecydowala sie odegrac (znow..) role bufora, i konwersacyjnym tonem rzucila w przestrzen: `Taak...To znaczy byc fanem, z calym sercem do czegos podejsc, pasja, wiecie?..Fantastyczna sprawa. Ty (zwrocila sie do C.) masz jakas pasje?..Cokolwiek, co cie nakreca?` Najlepsze, ze i I. i C. zareagowaly, jakby zostaly zapytane, czy probowaly kiedys popic piec tabletek nasennych setka koniaku.
Nigdy, nic tak....uch, nie, nigdy!
No i pieknie.
Tylko co komu do domu jak chalupa nie jego?
Jednak do glowy by mi nie przyszlo, ze fakt lubienia pasjami teatru moze spowodowac, ze czlowiek zostanie zmiazdzony.
I to przez ludzi, ktorzy go- ponoc- lubia. Ha. Lubia, pod warunkiem, ze bedzie taki, jak my- rzesza.
No, ale moze i dobrze, powoli sie przygotowuje do przejscia na rodzimy, przasny grunt. Przejscia tryumfalnie, i w kapeluszu na glowie.
środa, 05 września 2007
Krol Elfow w koronie, i wlecze swoj...talerz -_-`
Dobrze, to zeby nie bylo- troche o Japonii. Nie siedzialam calego sierpnia w Narze, byly wypady to tu, to tam; glownie tam, ale o tym przeciez wszyscy wiedza, wiec...
Glownie zdjecia, no bo co sie rozpisywac...Ikoma ma swiatynie na czubku gory, bo jaka jest lepsza lokacja dla swiatyni, tak, zeby pielgrzym wlasciwie sie ustosunkowal do Przedwiecznych ( tak, zdecydowanie w slowniku podlazacego pod taka gora pielgrzyma jest duzo wzmianek o stosunku, tylko znacznie bardziej fantazyjnych, nizli tu przytaczam..). Oczywiscie, jak nalezalo sie spodziewac, byl to jeden z dni, w ktore upal mial kaprys osiagnac wyzyny swoich mozliwosci. Choc my chyba osiagnelismy lepsze...

Przysiegam, jestem juz boddhisatva ktoregos rzedu za ten wyczyn.
I jeszcze troszke schodow...
Prosze, co tam czcza!..Swiatynia Baala, jako zywo!..


Masa jizo, po caly lesie, panie dzieju...Jeden to mial ale czerwone ust korale, no glamrock taki, ze ho!..Ida z duchem czasu, nie ma co. :D Peruki jeszcze u zadnego nie widzialam, ale poczekajmy aby nieco..
Krotko zas po tym, poniewaz bylam taka wypoczeta, wybralam sie do Hasedery...

Zadawanie sobie pokuty nigdy nie bylo moja mocna strona, nie wiem doprawdy, co mnie opetalo...Jednak mieszkancy Hasedery wykazali sie wieksza wyrozumialoscia, niz ci, ktorzy sie klaniaja szatanskim krowom w Ikomie, bo po wdrapaniu sie na czubek gory, zaraz za dziedzinczykiem, wysypanym kamyczkami w misterny wzor (przeszlam przez srodek) lezalo-to:

Ot, zapobiegliwosc; a przy tym, jak milo w swiatyni nie zaprzatac sobie glowy  stosunkami, jakich zyczymy Przedwiecznym; miast tego, mogl czlowiek usiasc pod starozytnym dachem, patrzac na ulewe, ktora wlasnie sie rozszalala nad dolina, sluchac spiewu mnichow i wdychac zapach mokrych drzew. No pieknie tam bylo zaiste. Potem, juz pozbawiona towarzystwa, zawedrowalam do innego swietego (?) miejsca, zupelnie opuszczonego i zaniedbanego; kruszace sie schody (ja chyba naprawde nie lubie swojego zycia...-_-`) ze szpalerem wyplowialych czerwonych flag po obu stronach, na czubku zas wzgorza- swiatynka, odgrodzona wysokim na dobre 4 metry plotem, z klodkami i lancuchami. Ciekawe, co zamknieto w srodku...Trawa, porastajaca dziedziniec, siegala niekiedy kolan. Wlasnie sie zastanawialam, czy nie lepiej szybciorem stamtad spierdalkac, kiedy to uslyszalam...glosy.
Dzwieki jakies przedziwne a przeciagle. Spiew; muzyke.
....
Powoli, zafascynowana, schodzilam zmurszalymi stopniami, ciekawa, czy torii, przez ktore tu weszlam, nadal stoi tam, gdzie je zostawilam. Stopniowo wylowilam w muzyce rogi, gongi, i piszczalki.
Za torii ku mojemu rozczarowaniu, swiat panoszyl sie jak dawniej, niezmiennie przyziemny; zapytana o ona muzyke napotkana babcia (ciekawe, w bajkach, obok tajemniczych miejsc, tez jest zawsze jakas babcia, zbierajaca chrust, i miedzy jednym laboga a drugim sypiaca mrocznymi wieszczbami..o_O) rozpekla do konca banieczke niesamowitosci, ktorej moment w lesie byl pelen.
`Aaa, to tak robia w poludnie, znaczy- wolaja, ze czas na jedzonko! ^_^`
..-_-` Tyle z magii w Japonii. Krol Olch to nie tu, tu by go zjedli.
Wracalam na pociag przez miasteczko doskonale bezludne- zapewne wszyscy mieszkancy polecieli do swiatyni na jedzonko. XD



wtorek, 04 września 2007
Uuu, omae dake wo (jazz..)Uuu, dakishimetai! (blues..)

No i Cudak poszedl do lecznicy dla niedobrych komputerow. Piec miesiecy.....Piec miechow, i Vista sie zebzdzila. Tak to je, jak sie je niedopieczone danie: kwas, prosze panstwa. Zgaga totalna.

Wiec na razie- do jutra- jestem pozbawiona maszyny, to bardzo bolesne doswiadczenie, bo nie mam w tym momencie ani muzyki, ani mozliwosci obejrzenia do konca koncertu Haruno Sumire, czy ktoregokolwiek ze spektakli, jakie wycyganilam od Sawady. Ani wysmazenia porcji zdjec, by umaic nimi moje tak czy inaczej piekielnie wciagajace notki -_-` Jednak niesprzyjajace okolicznosci przyrody sprzyjaja moim innym planom, bowiem- skoro jutro znow musze do Osaki, to dlaczego nie pojechac tam...przez Takarazuke....jakos z rana....Tylko list trzeba na jutro napisac nowy. Fincha pochwalic. Nie dziabac wspolwinnych parasolka (przez zagapienie sie na cos/kogos innego, no co!...) i moze tym razem nie odwodnie sie tak jak dzis. Od razu wtopie sie w chodnik. Arrgh....

Upaly wrocily. Ten fakt wplywa zle na moje samopoczucie. Jednak!- wyslalam paczki, a to wplywa na mje samopoczucie wrecz zbawiennie- kto by jednak pomyslal, ze te kilka ksiazek; magazynow; ciuchow...butow...Sie zbierze w 40kilo.

No kto?!

CURRENT MOON