RSS
środa, 03 maja 2006
'- Czejen doma je???'
Do jakiego stopnia może sięgnąć niszowość?
Kto w ogóle chce być niszowy, poza pająkami?
Choć nie, to też jest stereotyp. Weźmy Ludwika na ten przykład.
 *To ja! Ten niepokorny!...* nucił niechybnie, maszerując zawzięcie po jasnej płaszczyźnie ściany. Wylazł ze swojej przytulnej niszy i źle by się to dla niego skończyło, gdyby w porę nie wycofał się na z góry upatrzone pozycje. Mam wąski margines tolerancji dla niebłaganodiożnych.
Będziemy walczyć do końca świata, jak kosmiczni adwersarze, aż w końcu wielki wybuch położy kres zmaganiom tytanów. Wygra ten, co pierwszy wlezie do niszy na czas.
A niszowo-offowi skini? W bonżurkach i z cygarami, błyskający wypolerowanymi glacami pod subtelnym światłem kandelabrów, z muzyką sączącą się z głośników....
Dokąd zmierza ten świat; nawet odcinając się od nisz, zajmuje się 'no-niszas' nisze.
Choćby mały występ. Albo nawis. Niezobowiązująca formacja skalna.
I'm Jack's abandoned nisza, jak mawia Wialdzi Szandara Sledzewe Łecz.
Kiedy szwendam się po lasach- offowo unikam światowego blichtru; kiedy ostentacyjnie przechadzam się po Sopocie- nurzam się w trendzie clubbingu w plenerze; a gdy nie idę na molo, bo prędzej pęknę, niż zapłacę tym kutwom za prawo chodzenia po MOIM molo- niszowo przechadzam się po plaży, nawiązując kontakt z Matka Ziemią.
Jakiś taki egzystencjalny smutek mnie ogarnia na myśl o niewykorzystanym potencjale głównego nurtu; jeszcze z tylu rzeczy można utworzyć zgrabną niszkę! Wydrążenie choćby, a z czasem się poszerzy, zrobi jakieś zasłonki, lamperyjkę jak malowanie- i piknie, można się wbijać w bonżurkę!

Aha- to miało być wprowadzenie o Bollywoodzie. Ale tak powstają nisze- przez niewypowiedziane. To czysta metafizyka. Albo krecia robota, na jedno wychodzi- wychodzi na moje. Bollywood będzie offowy, mark my words.

Poza tym nisza  brzmi jak liszaj.

Pracuję teraz nad rysunkiem, które punktem centralnym i najbardziej kontrastowym, jest obnażona sempiterna modela. Skąd doprawdy ten wątek o wydrążeniach- nie pojmuję, to też pewnie metafizyka łączy.
sobota, 15 kwietnia 2006
Być jak Sean Connery
Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłam po przyjeździe do domu, była zmiana w Koyocie. No dobrze, pierwszą rzeczą po tym, jak już przestałam skakać wokół Astonoffa a on wokół mnie.
Kot leżał sobie na stole w trybie "Absolutnie-mnie-nie-interesuje-kto-przyjechał-ale-akurat-patrzyłam-w-tą-stronę".
Wzięty na ręce, zdradził jednak duże zadowolenie, natomiast ja wyczułam spory przyrost masy, futro też zgęstniało, i zrobił się jakiś taki bardziej...masywny? Ciężki klops.
Wniąsek? To przez Astonoffa. Ta mała cholera przypomina lwiątko, zaś przez swoje radosne brykanie- pijany taran na swobodzie. Mam tu w domu wyścig zbrojeń. Kot potroił racje żywnościowe i uprawia wspinaczkę po meblach, szkodnik je wszytko i uprawia free running, a co w tym wszystkim ludzie? Jak się określić na linii frontu?
Zwód taktyczny, oto co należy robić.
Podrzucić szkodnikowi przynętę (" Asztonoff, goddammit, play with the mousze") i poczekać, aż potknie się o swoją głowę. I wtedy umknąć cichcem, zabierając prowiant. W lasach mamy jeszcze jakieś nie spacyfikowane przez służbę leśną schrony...
Natomiast zobaczyłam wreszcie zdjęcia, przedstawiający właściwy Sopot. Nie jest zaskoczeniem, że twórcą jest ktoś mojej krwi, harr harr....Są piękne. Prawie nie widać na nich ludzi, za to całą perłowo-fioletowo-siną grę świateł o zmierzchu, oglądaną z latarni morskiej. Tak...Czas dokarmić ptasią grypę. >:)
***
Po rekonesansie: wyburzyli "Bar pod Wierzbą". Co za strata...Niezapomniane powroty nad ranem, kiedy przed morderczą trasą w górę Monciaka można było się posilić, podręczyć obsługę swoim kacem (lub banią), regularny przystanek brackiego i jego wesołej kompanii...Ciąg dalszy wspomnień biegnie trasą Enzo, plaży nocą, Gratki i imprezek na Winieckiego. Choć te już nie po drodze, ale Bar pod Wierzbą to było jedno z węzłowych miejsc Sopotu.
Już nie ma. Postawią tam pewnie centrum handlowe, nazwą "Sopot Plaza Junior" i ruszą z wielką produkcją pocztówek.
Dalej: zalew obcej czerni. Usłyszałam narzecze niemieckie, francuskie, włoskie, chińskie, angielskie i bliżej niesprecyzowany dialekt latynoski. Wszystko szło ku morzu- może jak lemingi?..
I spotkałam jednego znajomego z dawnych czasów. Tylko jednego, ale jakby z zupełnie innego życia, i też skończyło się wspomnieniem wina na plaży.
...jak mogę ignorować tyle znaków?>:P Hej ho, to the wine-mobil!
środa, 22 lutego 2006
Przerwa!
Plusy wyjazdu do Poznania? Duże miasto-Sopot jest mimo wszystko kurortem jeno; dużo wydarzeń; łóżko, na które można się rzucić lobem- z tego tu można SIĘ co najwyżej rzucić, z dużą szansą skręcenia sobie karku; brak konieczności wychodzenia z psem ( z braku psa). Ludzie.
Minusy- nie ma morza. Nie ma lasu. Nie ma kompa. Ludzie ( z wielką wskazówką na Astro Boye).
....
.......
Doopa, nie jadę. :)P
Przeważa oczywiście brak kompa.>:)
środa, 15 lutego 2006
Hagia Sophia i Tysiąc Słoni
Ale nudny ten blog. Nic mi się nie opłaca tu pisać, bo i tak w końcu odetnę go ze sznurka i po-le-CI!...Ale póki co budzi takie uczucia, jak roślinka, którą ktoś radośnie ci wręcza, w doniczce na domiar złego, i mówi promiennie " Masz, to Lucjusz!". No i patrzysz smętnie, może sam zdechnie?...Trzyma się, cholerstwo...No to, ku pokrzepieniu serc, zaczynasz rozmyślać- to może da się to przynajmniej poprzycinać i powystrzygać, żeby wyrósł jakoś śmiesznie, w  kształcie nagrobka, albo co. O_O
  
wtorek, 07 lutego 2006
Stagnacja
Prace chwilowo zamarły. Nad dalszymi łobrazkami Cóż ja na to poradzę?
Nie chce mi się, no co zrobić. Przynajmniej- nie wirtualnie. Skanować by najpierw trzeba szkice, tyle zachodu...Ale nie próżnuję, z rąk nie mogę domyć tuszu.
Sis- naprawione. Teraz ludzie mają do Ciebie dostęp...czy jesteś gotowa na taką inwazję? Cóż, tak czy inaczej- niczego już w adresie nie zepsuję, teraz musisz być czujna. :D
sobota, 07 stycznia 2006
No, jeden obrazek poszedł. Jest jeszcze pierworodna strona, ale dryfuje jak zbuntowany latawiec, który się zerwał ze sznurka. Niech na razie lata; będę stopniowo dodawać prace do tej nowej galerii, rezygnując wszelako z cześci starych: taki noworoczny początek, z nowymi pracami- w lepszą przyszłość! *_*
...
Niech żyje towarzysz Stalin. -_-'

Stare prace są nadal w pierwszym "lustrze".
środa, 04 stycznia 2006
"Ależ ja nie chcę przebywać wśród obłąkanych"- zauważyła Alicja.
"Och, temu nie zaradzisz"- powiedział Kot- "Wszyscy tu jesteśmy obłąkani. Ja jestem obłąkany. Ty jesteś obłąkana."
"Skąd wiesz, że jestem obłąkana?"- powiedziała Alicja.
"Na pewno jesteś"- powiedział Kot- "Inaczej nie znalazłabyś się tutaj".


...no tak.-_-'
1 ... 41
 
CURRENT MOON